Aktualności

Newman – święty dla nas, inspiracja 1

obraz kanonizacyjny św. Filipa Neri
Chiesa Nouva

Bądź pozdrowiony nasz Założycielu, Ojcze i Mistrzu!

Świętość niektórych osób dojrzewa samotnie. Najczęściej doceniamy ich heroizm nie zważając na to skąd pochodzą. Pomyślmy dla przykładu o św. Matce Teresie z Kalkuty. Najpierw dostrzegamy jej troskliwą miłość do najbiedniejszych z biednych, a dopiero potem przypominamy sobie, że była z pochodzenia Albanką. Albo o św. Ojcu Pio. W pierwszej kolejności przywołujemy w pamięci, że był mistykiem i stygmatykiem, dopiero potem zastanawiamy się do której gałęzi zakonu franciszkańskiego należał. Jednak niektórych świętych jesteśmy w stanie zrozumieć lepiej dopiero wtedy, gdy dowiemy się nieco o ich duchowych korzeniach. I właśnie do tej kategorii należy nasz nowy oratoryjny Święty, którego kanonizację przeżywaliśmy dzisiaj rano.

Poprzez cały długi proces uwieńczony kanonizacją, Jan Henryk Newman jest konsekwentnie nazywany Założycielem Angielskiego Oratorium. To fakt, który go określa. I bardzo dobrze. Ale najważniejszym słowem w tym określeniu nie jest przymiotnik „Angielskie”, tylko rzeczownik: „Oratorium”. Dlaczego? Ponieważ Newman nie mógłby zostać oratorianinem bez odkrycia powołania do naśladowania dróg wyznaczonych przez naszego chwalebnego ojca św. Filipa Neri, Apostoła Rzymu, w którego imponującym kościele mamy dzisiaj przywilej sprawować tę wieczorną celebrację.

Dlaczego zatem po swoim nawróceniu na katolicyzm o. Newman zdecydował się wybrać Oratorium? Podczas studiów w Rzymie z uwagą przyglądał się innym instytutom i zakonom. Ryzykując, że zabrzmi to jak “Tiara Przydziału” (nawiązanie do „Harrego Pottera” – przyp. tłum.) można stwierdzić, że miał światły umysł i poradziłby sobie zarówno u jezuitów czy u dominikanów. Jednak nie, on wybiera „Dom Oratorium” i św. Filipa. Jan Henryk dostrzegł wiele podobieństw między Oratorium a oksfordzkim college’em, ale do Oratorium przyciągało go coś więcej. Był to rodzinny charakter kongregacji św. Filipa i ograniczona liczba jej członków. Tak pociągała go mała wspólnota!

Jeden z historyków Kościoła opisał Oratorium św. Filipa Neri jako „niewielki przypis na marginesie historii Kościoła”. Cóż, to prawda! Jesteśmy w świecie niewielkim zgromadzeniem. Nie posiadamy scentralizowanych struktur, a jeśli już jakieś istnieją, to w minimalnym zakresie. Nasze wspólnoty są małe. Św. Jan Henryk uważał, że dwanaście osób to największa możliwa liczba członków domu. Jeśli jest ich więcej, dom traci swój rodzinny charakter i staje się po prostu rezydencją, albo plebanią.

Oto powód, dla którego wstąpił do Oratorium. Rozumiał i pragnął doświadczać łaski życia w rodzinie; może nie związanej więzami krwi, ale mimo wszystko rodzinie. Rodzinie przyjaciół mających te same duchowe pragnienia, pozostających we wspólnocie na całe życie, którzy ciągle się wspierają w drodze do nieba. Rodzinie, która wspólnie się modli, pracuje, a wszystko w duchu św. Filipa Neri. Takie właśnie jest Oratorium. I takie Oratorium wybrał Jan Henryk Newman. Postanowił żyć i pracować w domu, z przyjaciółmi, którzy wkrótce stali się jego rodziną.  

Czego jeszcze nauczył się Jan Henryk od św. Filipa? Poznał między innymi, że jedynym, niczym niezastąpionym sposobem dzielenia się wiarą jest nawiązanie osobistej relacji. Dokonuje się to wyłącznie przez szczerą przyjaźń i radosne towarzyszenie innym. Ojciec Święty Franciszek bardzo często zwraca się do duchownych, aby „towarzyszyli” swoim wiernym, aby byli z nimi, autentycznie się nimi interesowali, dzieląc ich radości i cierpienia. I jeśli szukać dwóch świętych, towarzyszących w ten sposób swoim owieczkom, to właśnie byli nimi św. Filip i św. Jan Henryk. Zmieniali życie ludzi, przyciągając ich w bardzo osobisty sposób, dostosowany do ich możliwości i tak oto zdobywali ich dla Chrystusa, osoba po osobie, serce po sercu.

Św. Jan Henryk nauczył się również od św. Filipa ciągłego spoglądania w zaświaty. Obaj wiedzieli, że świat który widzimy, słyszymy i dotykamy, nasz świat, jest jedynie niewielkim wycinkiem rzeczywistości. A ponieważ dostrzegamy jedynie ten niewielki wycinek, bardzo łatwo zapominamy o rzeczywistościach transcendentnych, znajdujących się za zasłoną, których osiągnięcie jest celem naszej religii, a wieczna radość z nich jest naszym chrześcijańskim przeznaczeniem.

Za tak wiele rzeczy winniśmy dziękować. Pozwólcie, że podzielę się jednym osobistym wspomnieniem. W roku 1995 papież Jan Paweł II przybył tutaj do Rzymskiego Oratorium i przy tym ołtarzu celebrował Mszę świętą. Być może niektórzy spośród was obecnych dzisiaj, mieli okazję uczestniczyć w tamtym wydarzeniu. Papież powiedział wtedy tak wiele ciepłych słów by umocnić w nas pragnienie naśladowania św. Filipa. Na koniec swojej homilii odszedł od przygotowanego tekstu i powiedział: „Chciałbym dodać, że jestem zachwycony i szczęśliwy widząc, że w tym miejscu zachowaliście również wrodzone i charakterystyczne dla was dziedzictwo kulturowe.” Te słowa towarzyszą mi od lat, a pomyślałem o nich ponownie dzisiaj, kiedy Schola śpiewała przepiękny motet o. Victoria „O quam gloriosum est”. Uwznioślająca muzyka liturgiczna, którą w ciągu tego weekendu wykonywała Schola Cantorum z Oratorium w Londynie jest porywającym przykładem duchowych korzyści jakie czerpiemy z pielęgnowania naszego szczególnego dziedzictwa kulturowego. I za to winniśmy dzisiaj dziękować Panu Bogu.

Składamy również dzięki za to, że nasi dwaj święci, pokazują nam jak owocnie żyć wiarą i jak dzielić ją z innymi. Obaj ewangelizowali, przyciągając do siebie dusze przez szczerość i ciepło jakim promieniowali. Chłodne i wyniosłe maniery, to nie ich sposób, i tym bardziej my nie powinniśmy tak postępować. Obaj nasi święci pokazują, że w Oratorium braterska miłość i rodzinna czułość są podstawami, na których opiera się nasza pielgrzymka do nieba.

Odnosi się to w równym stopniu do członków Kongregacji, którzy są duchownymi, jak również do szeroko rozumianej rodziny oratoryjnej, czyli świeckich dla których instytut św. Filipa zaistniał, by im służyć i z nimi współpracować. Mówimy przecież o wspólnocie Ojców i Braci. I warto przypomnieć, że zazwyczaj w chwilach poważnych trudności doświadczanych przez Oratorium, to właśnie świeccy i bracia laicy pierwsi śpieszą na pomoc.

Znać Jezusa Chrystusa, to chcieć dzielić z innymi, życie, które On nam daje. Św. Filip Neri i św. Jan Henryk Newman pokazują nam, że najlepszym miejscem, w którym można zacząć to robić jest rodzina i przyjaciele, a jeszcze lepiej, gdy wszyscy zgromadzą się razem, w jednym domu.

 

/Egzorta wygłoszona przez o. Ignatiusa Harrisona COr – Prepozyta Kongregacji w Birmingham, w czasie Oratorium Muzycznego w Chiesa Nuova w Rzymie, w niedzielę, 13 października 2019 roku./

tłumaczenie: ks. Mateusz Kiwior COr