Przedstawiamy artykuł śp. ks. Stanisława Tulina COr, zamieszczony w jednym z archiwalnych numerów "Oratoriany". Ponieważ to czasopismo, w latach 80-tych było wydawane jedynie w formie maszynopisu, dlatego wydaje się stosowne udostępnienie przynajmniej niektórych tekstów w wersji elektronicznej. W artykule zachowano oryginalną pisownię pojawiającą się w przywoływanych źrdłach kronikarskich.

 

Ks. Władysław Muchowicz COr (1871 – 1947)

Przypadkowe poszukiwania w tarnowskiej filipińskiej bibliotece pozwoliły mi zetknąć się z rękopisami kazań ks. Władysława Muchowicza, kapłana tarnowskiej kongregacji. Zainteresowałem się bliżej osobą ks. Władysława i teraz w Oratorianie chcę podzielić tymi wiadomościami.

Ks. Władysław Muchowicz urodził się 10 listopada 1871 r. w Grybowie[1] w rodzinie kupieckiej[2]. Miasto Grybów leżące w dolinie rzeki Białej, na wschód od Nowego Sącza, zostało założone na prawie magdeburskim w 1340 roku przez Kazimierza Wielkiego. Pod koniec XIX wieku i w latach międzywojennych, a więc w młodości ks. Muchowicza, Grybów był stolicą powiatu. Na początku XIX w. liczył 2500 mieszkańców. W okresie międzywojennym miał tartaki, browar, garbarnię, a poza tym prowadzono tu handel bydłem.[3] Ongiś znajdowała się tu komora celna, której księgi z 1551 roku, notują następujące towary: wino, ryby, śliwki. Za pośrednictwem Biecza, Grybów utrzymywał stosunki handlowe z Węgrami, miał także z nadań Władysława IV, Jana Kazimierza i Michała Wiśniowieckiego, prawo do 7 jarmarków rocznie. Istniały tu cechy: kuśnierzy, kowali, ślusarzy, krawców, szewców, tkaczy, sukienników oraz cieśli, garncarzy, piekarzy, i rzeźników. Ta charakterystyka rodzinnego miasteczka ks. Muchowicza wydaje się potrzebna, gdyż jego ojciec: Antoni Muchowicz, był typowym obywatelem, zajmującym się kupiectwem. Zajęcie to świadczy o dużej zaradności Antoniego i o jego częstych kontaktach z ludźmi.

Antoni i Elżbieta z Wojtarowiczów Muchowiczowie pozostawili po sobie czworo dzieci: trzech synów, Mateusza, Władysława i Jana oraz córkę Agnieszkę. Najstarszym z synów był Mateusz, który po ukończeniu Gimnazjum, wstąpił do Seminarium Duchownego w Tarnowie. Wyświęcony na kapłana w 1881 r. pracował początkowo jako wikariusz w par. Poręba Radlna, a następnie w 1882 wstąpił do Kongregacji św. Filipa w Tarnowie. W trudnych latach I wojny światowej, a dokładnie od 1912 do 1918, pełnił w Tarnowie funkcję przełożonego domu. Po odzyskaniu niepodległości i odzyskaniu domu gostyńskiego, jako ochotnik zgłosił się do wyjazdu do Gostynia i tam pracując w trudnych warunkach, odznaczał się dużą gorliwością. Zmarł w Gostyniu w roku 1936.

Drugi brat ks. Władysława, Jan, po ukończeniu gimnazjum i studiów prawniczych w Krakowie, został sędzią obwodowym w tym mieście.

Najmłodsza i jedyna siostra — Agnieszka, nie otrzymała średniego wykształcenia, wyszła za mąż poświęcając się rodzinie i pracom domowo—gospodarczym.

Można więc śmiało powiedzieć, że w domu Muchowiczów dbano o wykształcenie, ale również i o ducha religijnego, skoro Mateusz i Władysław zostali kapłanami. Władysławowi drogę do kapłaństwa utorował zapewne starszy od niego o 15 lat, brat Mateusz. Ciekawe, że Władysław idzie prawie dokładnie tą samą drogą co i Mateusz, a więc poprzez seminarium, krótką pracę parafialną w diecezji, aby ostatecznie zakotwiczyć się na stałe w Kongregacji.

Ducha miłości ku Bogu, pobudzali najbardziej rodzice Antoni i Elżbieta. Ks. Władysław często wspominał do swoich krewnych, jak wiele zawdzięcza swojej matce, pracowitej, sumiennej i głęboko religijnej, oraz ojcu, który mimo pracy i częstego pobytu poza dornem, zawsze na niedzielę wracał do domu i wraz z synami szedł do kościoła. Ten żywy przykład rodziców, miał swój oddźwięk w umiłowaniu przez Władysława kościoła, Mszy św. i kapłaństwa.

Wiadomo jedynie, że praca parafialna w Zbylitowskiej Górze trwała przez 5 lat, czyli do roku 1901. W tym to właśnie roku w kwietniu ks. Władysław Muchowicz uzyskawszy zgodę ks. Biskupa Ordynariusza poprosił o przyjęcie do Kongregacji w Tarnowie. Został początkowo przyjęty na czterotygodniową próbę, a po jej odbyciu, na jeden rok, a potem na dwa lata probacji.

Po przebyciu przepisanego Statutami Oratorium czasu probacji, ks. Władysław Muchowicz otrzymał prawa członka Kongregacji Oratorium na kongregacji Księży Deputatów: dnia 2 I 1905 r. ks. Władysław wniósł do Kongregacji swoje doświadczenie pracy parafialnej, zwłaszcza wśród młodzieży, poprzez katechezę. Doświadczenie to bardzo się przydało. Na wzór św. Filipa – filipini tarnowscy prowadzili Oratorium.

Było to miejsce modlitwy, ale jednocześnie godziwej rozrywki, szczególnie dla młodzieży pochodzącej z biedniejszych rodzin, albo z domów, gdzie rodzice nie umieli, czy też nie chcieli zadbać o właściwy sposób wychowania swoich dzieci. Oprócz ks. Przełożonego, wszyscy pozostali kapłani mieli obowiązek pracy w Oratorium. Jednak w kronikach można zauważyć, że z chwilą wstąpienia do kongregacji ks. Władysława Muchowicza, główny ciężar odpowiedzialności za pracę oratoryjną, spadł na jego barki. Ks. Władysław był przede wszystkim człowiekiem młodym, pełnym humoru, umiał grać na skrzypcach, co w tego rodzaju pracy, jest wartością bardzo cenną. Miał też umiejętność kontaktu z ludźmi. W późniejszych latach kapłaństwa, gdy nowi ludzie zgłaszali się do Kongregacji, to często ks. Władysława wyznaczano na tzw. Korektora. Musiał więc to być człowiek poważnie traktujący swoje obowiązki jako kapłan i jako człowiek.

Praca w Oratorium, miała między innymi za zadanie odkrywać talenty artystyczne i werbować chętnych do apostolatu i kandydatów do życia wewnętrznego. Działalność oratoryjna stawiała sobie za cel przygotowanie uczestników do owocnego korzystania z sakramentu pokuty, do słuchania Słowa Bożego oraz do uczestniczenia we Mszy św. i uroczystych nabożeństwach.

Trudno dziś rozstrzygnąć, jakie motywy zadziałały w decyzji ks. Wł. Muchowicza, że wstąpił do Kongregacji. Jest pewne, że dzięki swojemu bratu Mateuszowi, który był członkiem kongregacji od roku 1882, Władysław zetknął się z życiem kongregacyjnym przed wstąpieniem do seminarium. Kongregacja jednak w tamtych czasach nie prowadziła naboru kandydatów do kapłaństwa, a jej członkami stawali się najczęściej kapłani diecezjalni. Logicznym się wydaje, że ks. Władysław czuł wobec diecezji tarnowskiej dług wdzięczności za studia seminaryjne, dlatego nie wstąpił do Kongregacji zaraz po święceniach, ale dopiero po upływie pięciu lat, aby choć w części spłacić zaciągnięty dług. A poza tym, diecezja tarnowska cierpiała w tych latach na dotkliwy brak duchowieństwa w parafiach, co zmuszało Biskupa do stawiania przeszkód kandydatom do Oratorium. Taka sytuacja była dobrze znana kapłanom filipińskim i dlatego podjęli ciekawą decyzję na sesji generalnej 6 października 1905 r. „Na sesji tej jednomyślnie uchwalono utrzymanie kosztem kongregacji jednego kleryka w seminarium diecezjalnym tarnowskim przez 4 lata za rocznym wynagrodzeniem w kwocie 530 koron płatne od października bieżącego roku począwszy, co rok z góry, do rąk ks. Rektora. Uchwałę tę podjęto dlatego, aby księżom diecezjalnym mającym zamiar wstąpić do Kongregacji, ułatwić pozwolenie na to od Ordynariusza, który wobec dotkliwego braku duchowieństwa po parafiach zmuszony był czynić trudności pod tym względem".

Prawdziwe uczestnictwo w życiu kongregacyjnym, zaczęło się dla ks. Władysława Muchowicza od 2 stycznia 1905 roku. W księdze deputatów pod datą tą zapisano: „Ponieważ ks. Wł. Muchowicz ukończył w dniu 21 września tyrocinium przepisane Instytutem, Kongregacja jednak Księży Deputatów z powodu choroby ś.p. ks. Łukowskiego, jako sekretarza odbyć się nie mogła, dziś przyjęto go i przyznano mu prawa in Congregatione, licząc je od 21 września 1904 r.”

Już 18 października 1907 Kongregacja powierzyła ks. Władysławowi pierwsze funkcje, a mianowicie został wybrany deputatem i ministrem. Przez swoje życie będzie potem pełnił różne funkcje: deputata, ministra, korektora, przełożonego zakrystii, sekretarza. Jako kronikarz kongregacyjny, był bardzo solidny w zapisywaniu różnych faktów związanych z życiem tarnowskich filipinów, pięknym pismem notował radosne i smutne chwile w swej wspólnocie. Miał zwyczaj zapisywać nawet temperaturę powietrza we wszystkie dni roku. W roku 1937 został wybrany przełożonym domu tarnowskiego i pełnił tę funkcję do roku 1945. Były to zapewne bardzo trudne lata. Oprócz trudu kierowania wspólnotą, przyszły też cierpienia i zmartwienia związane z wojną światową, z niebezpieczeństwem czyhającym na każdym kroku.

Ks. Władysław Muchowicz dobrze się zapisał w świadomości nie tylko księży, ale także ludzi świeckich. Wiele razy sam słyszałem, że dzięki księżom Filipinom, udało się szczęśliwie przeżyć wojnę wielu osobom. Klasztor dawał schronienie nie tylko poszczególnym jednostkom, ale również Bibliotece Seminaryjnej, która w czasie wojennych dni została przeniesiona do Oratorium.

Pewien piękny rozdział w życiu ks. Muchowicza stanowi funkcja Komisarza Zgromadzenia Sióstr Służebniczek w Dębicy. Funkcję tę spełniał gorliwie w latach 1919 — 1933. Warto przytoczyć kilka wypisków z Kroniki Sióstr Służebniczek Dębickich, odnośnie funkcji ks. Władysława: „W dniu 16 października 1919 zamianowany został Komisarzem Biskupim dla Zgromadzenia — ks. Wł. Muchowicz, również z Kongregacji XX Filipinów w Tarnowie, brat rodzony poprzednika, ks. Mateusza Muchowicza”.

„Ks. Władysław przybył po raz pierwszy do Dębicy z tytułu swego urzędu w dniu 4 III 1920 r. w celu przeprowadzenia egzaminu kanonicznego. W trosce o dobro Zgromadzenia szedł on śladami swego brata, któremu zgromadzenie wiele zawdzięcza”. „Z zakończeniem rekolekcji dokonano aktu obłóczyn kandydatek i odebrano Pierwsze Śluby od nowicjuszek. Ceremoniom tym przewodniczył Przewielebny Ojciec Władysław Muchowicz, Komisarz Biskupi”.

W 1921 roku ks. Wł. Muchowicz był obecny na jubileuszu 50-lecia, życia zakonnego Matki Doroty Biendawy, Przełożonej Generalnej, a kronikarka tak zapisała: „…Wreszcie o godz. 9.00 nastąpił moment niezwykle podniosły. Duchowieństwo złożone z 14 księży wraz z Ojcem Komisarzem Władysławem Muchowiczem na czele, wprowadziło wśród odmawiania psalmów czcigodną Jubilatkę do kaplicy, po czym Ojciec Komisarz rozpoczął ceremonie jubileuszowe. Pierwszym ich punktem była przemowa. W niej poruszył mówca losy zgromadzenia, od jego zarania, aż do dni dzisiejszych. Poruszył nie tylko sprawy wesołe, ale i smutne, bo jak zwykle w życiu ludzkim jedno od drugiego niedaleko odbiega. Na wspomnienie walki religijnej, łzy rzęsiste jak perły zabłysły w oczach klęczącej Jubilatki. Przemowę zakończyło odczytanie życzeń Najprzewielebniejszego Arcypasterza”.

Zdrowie ks. Władysława nie było nadzwyczajne. Często w kronikach można wyczytać o wjazdach leczniczych, najczęściej do Truskawca. Również Siostry notują sytuacje, które zaznaczały pewne dolegliwości zdrowotne Komisarza: "Jednostajnym, niewstrzymanym krokiem przyszły uroczystości obłóczyn i ślubów, a Ojciec Komisarz Wł. Muchowicz, złożony chorobą, nie może przed ich nadejściem dopełnić obowiązku egzaminu kanonicznego z kandydatkami i nowicjuszkami Zgromadzenia. Z tego powodu Konsystorz Biskupi wydelegował na ten raz Przewielebnego ks. Franciszka Mroza – filipina z Tarnowa”.

Przyjęcie funkcji Komisarza Sióstr Służebniczek, mocno związało ks. Wł. Muchowicza z tym Zgromadzeniem. Przejawem tego było zainteresowanie się Władysława osobą Założyciela Sióstr Służebniczek — Edmundem Bojanowskim. „Z początkiem 1932 r. — notują Siostry w swej kronice — przekazano Przewielebnemu Ojcu Komisarzowi część pism (własność Edmunda Bojanowskiego), a resztę ich doręczono w maju tegoż roku. Czcigodny autor zwracał się jeszcze do innych rozgałęzień Służebniczek Najśw. Maryi Panny, a mianowicie do Pleszewa, Panewnika, Anglii i Starej Wsi, jak również do poszczególnych osób, któreby mogły udzielić wiadomości o Czcigodnym Edmundzie, a tak by dziełko było oparte na rzeczywistych faktach. Pracy swej dokończył Przewielebny Ojciec Komisarz we września 1933 r. i dnia 19. tego miesiąca oddał do druku w Rzeszowie, skąd wyszło 1000 egzemplarzy dziełka tego pt. „Żywot Edmunda Bojanowskiego na ziemiach Polskich i Zgromadzenia SS. Służebniczek B.R.D.N.P.” Z tego autor zatrzymał sobie 50 egzemplarzy, 950 odesłał do Dębicy. W dniu 10 listopada 1933 r. był już Dom Macierzysty w ich posiadaniu. Dziełko wzbudziło zainteresowanie poszczególnych domów… Nadto rozesłano je wszystkim Biskupom i wybitniejszym osobom, a wszędzie spotkało się z wdzięcznością i pochwałami dla Autora”. „Dziełko zaczyna powoli spełniać życzenia Matki Generalnej, zapoznaje coraz więcej osób z cichym, a tak świętym i uroczym życiem naszego Założyciela. …Skreślony Żywot nie jest zbyt obszerny, zawiera bowiem tylko 230 stron - książeczka niezbyt wielkiego formatu — to też żywiąc głęboką wdzięczność dla czcigodnego Autora, mamy nadzieję, że stanie się ona w niedalekiej przyszłości podłożem nowego, obszernego dzieła o naszym Czcigodnym Edmundzie Bojanowskim”.

Dość zaskakujące było zakończenie sprawowania funkcji Komisarza przez ks. Wł. Muchowicza. Zaglądając do Kronik Sióstr w Dębicy dowiadujemy się: „Kiedy Zgromadzenie z powodu słabego zdrowia przeniesienia się Przew. Ojca Mateusza Muchowicza, utraciło w nim Komisarza, na prośbę naszą urząd ten oddał ś.p. ks. Arcybiskup Leon Wałęga Przew. Ojcu Wł. Muchowiczowi z Kongregacji Księży Filipinów, bratu poprzednika. Nowozamianowany Ojciec Komisarz objął urząd 16 października 1919 r. i piastował go przez lat 14, pozyskując długotrwałą wdzięczność Zgromadzenia. Na tym stanowisku zastał go rok 1933, kiedy to na stolicę biskupią w Tarnowie zaszedł Jego Ekscelencja Najprzewielebniejszy ks. Biskup dr Franciszek Lisowski, który od początku swego pasterzowania dziwnie zajął się i zaopiekował Zgromadzeniem. On to, nie wyłuszczając nam powodów, zaczął polecać czynności komisarza biskupiego Ks. Prałatowi Romanowi Sitce — swemu kanclerzowi. Wówczas Przewielebny Ojciec Komisarz Władysław Muchowicz widząc się doskonale zastąpionym, a przy tym czując ubytek sił i widząc podupadłe zdrowie z powodu złamania przed kilku laty nogi, wniósł do Najprześwietniejszej Kurii Biskupiej pismo z prośbą o zwolnienie z urzędu komisarza biskupiego. Prośba jego została przyjęta i pod koniec 1933 przestaje być komisarzem biskupim, zachowując nadal cenną dla Zgromadzenia życzliwość, jak z drugiej strony Zgromadzenie mile spełnia swój względem Niego obowiązek czci i wdzięczności”.

Tak zakończyła się bliższa więź ze Zgromadzeniem Sióstr Służebniczek w Dębicy.

Od tej pory siły swoje poświęca dla Kongregacji w duszpasterstwie, kaznodziejstwie i konfesjonale. Wielkość duszy kapłańskiej ks. Władysława Muchowicza podkreśla jeszcze jedna wydana drukiem książeczka jego autorstwa. Chodzi o książeczkę pt. „Przenajświętsza Ofiara. 25 Kazań o Mszy Św.” wydana we Lwowie w 1930 roku. W kwartalniku „Przegląd Homiletyczny” z 1931 r. ukazała się recenzja „Przenajświętszej Ofiary”. Oto fragment:

„…Nie mógł autor wyczerpać wszystkiego, co dałoby się powiedzieć, by nie wyjść poza ramy kazania, ale i tu spełnia dobrze swoje zadanie: tłumaczy, wyjaśnia, uprzystępnia, uczy zastosować nabyte wiadomości w sposób trafiający do przekonania. Wywody swoje popiera bardzo trafnymi cytatami z Pisma św. i dzieł religijnych, a oświetla przykładami przeważnie szczęśliwie dobranymi. Sposób wypowiadania się autora jest bliski sposobowi konwersacyjnemu, co jednoczy słuchacza z kaznodzieją i z omawianym tematem… Zapoznanie się z książką da wiele materiału kaznodziei do ukazania ludowi pereł lśniących, jakie znaleźć mogą we Mszy św.”

W 1937 r. wybrano ks. Wł. Muchowicza przełożonym tarnowskiego domu. Nie spodziewał się zapewne, że przyjdzie mu razem z kongregacją przeżywać tak ciężki czas. Ks. Władysław był w tym czasie również kronikarzem w Tarnowie.

Przy dacie wrzesień 1939 — napisał: „W O J N A ! ! !”

A potem. „Dnia 1 września - I piątek. Na prymarię zgromadziło się ludu dużo. O godz. 6.00 słychać syrenę ostrzegającą przed zbliżającym się bombardowaniem. Kościół się opróżnił. Ludzie się garną na korytarze klasztoru. Po krótkim czasie wracają do kościoła. Prymaria odbywa się spokojnie. 7 września - wkraczają przednie straże niemieckie do miasta. W czasie bombardowania nocnego mieliśmy łóżka w sieniach koło kuchni. Siostry w piekarni na opłatki. Jakie tam było spanie, wiedzą ci, co tam byli... Ale i to za łaską Bożą przeminęło. Rozpoczęły się rządy niemieckie. Rozmaite ogłoszenia. Do 12 września kazano składać radia w starostwie (mieliśmy dwa radia - bardzo dobre). Nastały rewizje po domach. U nas dzięki Bogu takiej rewizji nie było. 29 września - ks. Machay był kapelanem w szpitalu. Z niewiadomych nam dokładnie powodów, przyszło po niego dwóch oficerów Gestapo o godz. 10.30 w nocy i aresztowali go. W samochodzie trzymano go do rana, potem odwieziono go do piwnicy w Bristolu, stąd do więzienia tutejszego, następnie do więzienia Montelupich w Krakowie, a na koniec do więzienia w Wiśniczu, gdzie go zamordowali 6 albo 11 czerwca.”

Pod datą 11 stycznia 1942 r. zapisał ks. Władysław: „Szerzy się tyfus. Z tego powodu kościoły i kaplice zamknięte. Pociągi osobowe wstrzymane, brak elektryki przez 4 dni, trzech gestapowców o 4.30 po południu szukało w kościele sztandarów z orłem polskim i czy przypadkiem nie spowiadają księża w zamkniętym kościele. Dn. 10 sierpnia - prymicje ks. Natera. Dn. 16 lutego 1943 r. - gestapo i policja otoczyła Dom w poszukiwaniu policjanta polskiego. Zaglądali kilka razy w każdy kąt domu i kościoła. Grozili nam rozstrzelaniem, jeśli go tu znajdą.” Od tej pory nieustannie powtarzać się będzie w kronice słowo: alarm, i to o różnych porach dnia i nocy. Pasterkę w 1943 r. odprawili Księża Filipini w swoim kościele o godz. 4—tej po południu. „27 marca 1944 - o godz. przed południem przybyło kilkunastu żołnierzy. Zajęli kancelarię parafialną, rozmównicę, pokój służących, piekarnię opłatków, duży refektarz, salkę rekreacyjną, mieszkanie ks. Muchowicza, ks. Pabisa ks. Łacha, kaplicę, łazienkę. Ks. Muchowicz zamieszkał u ks. Generała. Na noc przybyło 130 żołnierzy. Zbijali łóżka, dziurawili ściany. Zachowywali się jako tako, z wyjątkiem, gdy się napili, śpiewali, tańczyli itp. 3 sierpnia - wojsko wyprowadziło się od nas. Przybyli na noc jeńcy z Kaukazu. Bombardowanie od 10.30 w nocy do 4—tej rano. 15 stycznia 1945 - Niemcy opuścili miasto. 17 stycznia - dzień i noc bomby. 18 stycznia - o godz. 8.00 rano weszły wojska polskie i rosyjskie.”

29 czerwca 1946 - ks. Władysław Muchowicz obchodził jubileusz 50-lecia kapłaństwa. Nadszedł rok 1947. W kronice tarnowskiej zapisany jeszcze ręką ks. Wł. Muchowicza. Potem w kronice przygotowane miejsce na wiadomości meteorologiczne. Wypisane nazwy miesięcy, ale już nic więcej. Zaraz pod spodem, już nowy kronikarz napisał: „Dotychczasowy kronikarz ks. Wł. Muchowicz dłuższy czas chorował i zmarł 17 lutego 1947 r. stąd przerwa w pisaniu kroniki. Ś.p. ks. Muchowicz zmarł 17 II o godz. 5.45 rano. Dostał zatrucia ogólnego z powodu zapalenia pęcherza, na który od szeregu lat chorował. Pogrzeb odbył się 19 lutego w Środę Popielcową. Eksportacja zwłok odbyła się we wtorek 18 lutego z domu do kościoła o godz. 17.30, a pogrzeb w środę o godz. 9.00 rano. Eksportację i pogrzeb odprawił ks. Infułat Stanisław Bulanda.

I w taki sposób zamknęła się historia życia jeszcze jednego człowieka, kapłana i filipina. Nie sposób dziś oceniać tego życia. Było w nim wszystko co ludzkie, ale i kapłańskie. Była gorliwa praca, duszpasterskie działanie, była medytacja i z niej wyrosła treść książki „Przenajświętsza Ofiara", było kierowanie przez 8 lat kongregacją, było też dużo cierpienia, zwłaszcza pod koniec życia. Z sympatią zwracam się w przeszłość ku postaci ks. Władysława Muchowicza.

Wśród portretów zawieszonych, w tarnowskim refektarzu jest też portret ks. Władysława. Był wtedy młodym kapłanem. Podobno on sam wspominając swoją młodość miał powiedzieć do kogoś ze swojej rodziny: „Był taki czas, że byłem tu najszykowniejszym księdzem”. Niech będzie najszykowniejszym przed Panem, w wieczności. Niech Pan przyjmie ofiarę z rąk Jego: 76 lat życia, 51 lat kapłaństwa, w tym 46 lat w Kongregacji św. Filipa Neri.

 

opr. śp. ks. Stanisław Tulin COr

 

[1] Liber natorum par. Grybów, t. V (1876-1891).

[2] Relacja p. Muchowicza, bratanka ks. Władysława.

[3] Miasta Polskie w Tysiącleciu, T. 1, s. 640.