Aktualności,  ON-LINE,  Oratorium Domowe

370. urodziny św. Józefa Vaza, filipina, Apostoła Azji

 

Józef Vaz urodził się w piątek (21 kwietnia 1651 w Benaulim – Goa), został ochrzczony w piątek i zmarł w piątek (16 stycznia 1711 w Kandy – Sri Lanka). W dniu, w którym urodził się Józef Vaz, Cristovam Vaz, jego ojciec zobaczył w południe gwiazdę na niebie i napisał w swoim osobistym dzienniku, że jego syn zostanie wielkim człowiekiem. Drzwi sąsiedniego kościoła w Cortalim otworzyły się same, kiedy poszedł w nocy ze swojego rodzinnego domu w Sancoale nawiedzić Najświętszy Sakrament. Jako młody chłopiec w swojej rodzinnej wiosce był nazywany „małym świętym”. Odmawiał różaniec w drodze do kościoła i do szkoły. 5 sierpnia 1677 roku napisał do Matki Bożej „Akt oddania się w niewolę”. Był to pierwszy list napisany do Matki Bożej przez młodego księdza, wkrótce po święceniach, w którym poświęcił swoje życie Matce Jezusa. Postanowił, że przez całe życie będzie się żywił kanji (rosołem ryżowym), który był pokarmem ubogich. Jednak rzadko jadał nawet ten skromny posiłek.

Po powrocie z południowej Kanary, założył pierwsze zgromadzenie, złożone wyłącznie z Azjatów, zwane Milagristas lub Oratorianami. Oratorianie służyli Kościołowi na Sri Lance i w innych krajach przez 150 lat. Kiedy otrzymał długo wyczekiwane pozwolenie na wyjazd na Sri Lankę, ubrał się jak coolie – prawdziwy żebrak; nosił lungi, czyli chustę wokół pasa i wjechał na Sri Lankę w przebraniu, ponieważ przez 30 lat nie wpuszczono na tę wyspę żadnego księdza. Jego pszeniczno-brązowa karnacja skóry nie zdradzała go i dlatego łatwo mógł się przedostać na wyspę. Holendrzy prześladowali Kościół rzymskokatolicki przez 30 długich lat. Ukrywał mszalik pod przepaską i nosił różaniec na szyi. Zbudował z czasem pierwszy kościół na Sri Lance i poświęcił go Matce Bożej. Przez 10 lat pracował samotnie na Sri Lance i wspierał prześladowany Kościół. Przez następne 14 lat towarzyszyli mu Oratorianie z Goa.

Na Sir Lance uczył się tamtejszej kultury, śpiewał ich pieśni, pomagał w budowie Kościoła lokalnego, nigdy nie narzucał wiernym stylu funkcjonowania Kościoła zachodniego. Sri Lanka jest obecnie podzielona na 12 diecezji i ma jedenastu biskupów. Udzielał chrztu, katechizował i zbudował 300 kaplic i kościołów, a oprócz nich wybudował też domy dla osób starszych, chorych i potrzebujących. Zawsze miał przy sobie worek z ryżem, który po Mszy św. rozdawał ubogim. I ten worek nigdy nie był pusty! Kochał ubogich. Robił wszystko, co mógł dla ubogich i potrzebujących, którzy do niego przychodzili. Ustanowił świeckich liderów, katechistów, „Muppus” i „Annavis”, małe wspólnoty otwarte na inkulturację, a to wszystko wiele lat przed Soborem Watykańskim II. Był człowiekiem, który wyprzedził swoje czasy.

Z obawy przed złapaniem przez Holendrów służył ukrytemu Kościołowi Sri Lanki w przebraniu piekarza, służącego, biznesmena, tragarza, rybaka, itd. Był mistrzem przebrania. Nikt nigdy nie mógł go złapać. Bóg go chronił. Pracował nocami przy świetle srebrzystego księżyca. W liście zaadresowanym do swojego bratanka Deacona pisze: „Bądź jak księżyc, stań przed JEZUSEM SŁOŃCEM.” Ostatecznie złapany i więziony przez 2 lata na Sri Lance jako portugalski szpieg, został zawleczony do miasta Kandy zakuty w łańcuchy. Kochał zwierzęta; wdał polecenie wężom, aby nigdy nie ukąsiły księdza. Do dziś żaden wąż na Sri Lance nie ukąsił żadnego księdza.

W więzieniu nauczył się miejscowych języków, przetłumaczył katechizm na język tamilski i syngaleski, napisał drogę krzyżową w językach Sri Lanki i przygotował swojego towarzysza, Jana, do przyjęcia święceń kapłańskich. Przykładnym życiem podbił serce buddyjskiego króla i wszystkich wspólnot religijnych. Kiedy susza spustoszyła wyspę, został poproszony przez buddyjskiego króla, by modlił się o deszcz. Dokonał „cudu deszczu” w Kandy; buddyści zapisali ten cud w swoich archiwach. Deszcz padał wszędzie z wyjątkiem osoby błogosławionego Józefa Vaz i ołtarza, który zbudował, aby modlić się o deszcz! O. Vaz cieszy się szacunkiem wyznawców różnych religii.

Służył bezinteresownie jako pielęgniarz, kucharz, lekarz i grabarz dla wszystkich tamtejszych mieszkańców podczas epidemii ospy i grzebał 10-12 ciał dziennie. Król porzucił swoje królestwo i zamieszkał w dżungli z obawy przed zarażeniem się chorobą. Józef był uosobieniem miłości. W czasie tej strasznej choroby odznaczał się dobroczynnością. Nigdy nie trzymał przy sobie żadnych pieniędzy, bo zawsze polegał na Bogu i bliźnich. Nie miał nic, co mógłby nazwać swoim! Nosił tylko jedną sutannę, która była połatana i zszyta w wielu miejscach. Przez mieszkańców Sri Lanki nazywany był „Samanasu Swami” czyli „Anielskim Kapłanem”.

Jest on pierwszym i jedynym misjonarzem Wschodu, który rozpoczął misję w tym regionie. Wykształcił swojego towarzysza Jana, z którym pracował na Sri Lance i poprosił przełożonego Oratorianów o święcenia kapłańskie dla niego. Jan, który później powrócił do Goa, został wyświęcony na kapłana!

O. Vaz zawsze spał na podłodze na rozłożonej macie. Nigdy nie szukał chwały. Był pokorny do samej głębi. Bóg pobłogosławił go 30 latami kapłaństwa, 24 owocnymi latami posługi w Winnicy Pańskiej na Sri Lance. Przez całe swoje życie (59 lat, 6 miesięcy i 26 dni), chodził boso. Był chudy jak patyk i przemierzał dżunglę jak wiatr. Zmarł w opinii świętości 16 stycznia 1711 roku, w dniu i o godzinie, którą przepowiedział! Przed śmiercią przemówił i zebranym wokół niego udzielił rady w języku sinhala: „Z trudem będziecie mogli zrobić w chwili śmierci to, czego nie zrobiliście za życia.” Król buddyjski zarządził, by przez trzy dni jego ciało leżało wystawione na widok publiczny. Tysiące ludzi przybyło do kościoła, aby złożyć ostatni hołd wielkiemu misjonarzowi, którego Goa dała Kościołowi Powszechnemu. Nikt teraz nie wie, gdzie jego ciało zostało pochowane. Być może nie chce być rozpoznany! Taka jest jego pokora. Wysłał krucyfiks ofiarowany mu przez papieża do Goa w Indiach, i obecnie przechowywany jest w celi błogosławionego Józefa Vaza w Goa. Jest to jedyna jego relikwia w Indiach. Salę Oratorium, mającą ponad 400 lat odwiedzają tysiące czcicieli świętego z całego świata. Morwa, pod którą się bawił i po której wychodził przez okno, aby nocami po kryjomu nawiedzać Najświętszy Sakrament w kościele w Cortalim, nadal pozostaje świadkiem Świętego Syna Goa.

 

 

za:
tłumaczenie: s. Anna Musiał RSCJ