Aktualności,  ON-LINE,  Oratorium Domowe

Dziś wspominamy bł. Sebastiana Valfrè, filipina – patrona kapelanów wojskowych


Prosimy Cię, Boże, daj nam dla dobra dusz taką wytrwałość w Twojej miłości, jaką dla zbawienia wielu cudownie wzbudziłeś w błogosławionym Sebastianie, kapłanie. Przez Chrystusa, Pana naszego. Amen. 

 

SEBASTIAN VALFRE (1629-1710) spędził większość swojego życia w Oratorium w Turynie. W internecie można znaleźć wiele odniesień do Sebastiana Valfre ze względu na jego powiązania z Całunem Turyńskim, ale niewiele jest informacji o nim jako oratorianinie. Poniższa krótka biografia opiera się na książce Lady Amabel Kerr pt. „Życie bł. Sebastiana Valfre” (Londyn: Catholic Truth Society, 1896)

Sebastian był młodym i ubogim klerykiem, studiującym pod kierunkiem Ojców Jezuitów w Turynie, gdzie w 1649r. założono Oratorium. Chociaż Kongregacja miała pomyślny początek (sześciu nowicjuszy – kapłanów, którzy szybko dołączyli do dwóch założycieli), nagle przestała istnieć, gdy rok później, zmarł przełożony. Wszyscy nowicjusze odeszli, a dzieło Kongregacji zostało powierzone pewnemu świętemu kapłanowi, ojcu Cambiani, który jednak nie miał zdolności ani do głoszenia Słowa Bożego, ani do posługi w konfesjonale. Jego głęboka miłość do Boga, oddanie św. Filipowi i piękny śpiewny głos sprawiły, że mały kościółek powierzony Oratorium był pełny, ale ojciec wiedział, że będzie potrzebował pomocy, aby kontynuować swoją działalność. Niecały rok później, Sebastian, tuż przed diakonatem, dołączył do Ojca Cambiani, przyjmując filipińską sutannę w dniu św. Filipa w 1651r. Wkrótce potem do Kongregacji dołączyli kolejni księża. I chociaż wspólnota potrzebowała kolejnych siedemnastu lat, aby znaleźć odpowiednią lokalizację, Oratorium w Turynie zapuściło solidne korzenie.

Tydzień po dołączeniu do ojca Cambiani, Sebastian został wyświęcony na diakona. Natychmiast zaczął głosić kazania oraz odwiedzać chorych i potrzebujących. Kontynuował także studia teologiczne u jezuitów, a kiedy ojciec Ormea, wybitny teolog, wstąpił do Kongregacji, Sebastian miał możliwość ukończyć studia pod jego kierunkiem. W 1652 r. Sebastian przyjął święcenia kapłańskie na miesiąc przed swymi dwudziestymi trzecimi urodzinami. Przez następne 58 lat służył we wspólnocie, w różnych okresach jako prefekt Małego Oratorium, jako mistrz nowicjatu i przez 20 lat jako przełożony.

Błogosławiony Sebastian był rzeczywiście świętym kapłanem. Jego liczne wysiłki w poszukiwaniu dusz dobrze znano w całym Turynie. Otaczany wielkim szacunkiem w szpitalach, które często odwiedzał, aby namaszczać chorych i pocieszać ich swoją obecnością oraz głoszeniem Słowa Bożego. Był dobrze znany na targowiskach, gdzie przemawiał do siedzących bezczynnie przewoźników, czekających, aż ich panowie skończą swoje interesy handlowe. Jednak jego najpopularniejszym apostolatem były lekcje katechizmu, których udzielał tłumom małych dzieci w niedzielne południe. Sebastian rozpoczął tę pracę wkrótce po wstąpieniu do Oratorium i kontynuował ją przez większą część swojego życia. Tylko święty mógł to wytrzymać, bo dzieci były w większości niczego nie rozumiały, były hałaśliwe i wyjątkowo brudne, przez co atmosfera w kościele, rozgrzana południowym słońcem, była prawie nie do zniesienia. Jednak cierpliwa i łagodna postawa Sebastiana wkrótce zwyciężyła, a zajęcia katechizmu stały się tak popularne, że wkrótce wielu dorosłych wypełniało kościół. Wyjaśnienia Sebastiana były tak proste i jasne, że odnosiły się do wszystkich grup wiekowych.

Troska Sebastiana o biednych, chorych, umierających, więźniów i sieroty była dobrze znana w całym Turynie i ceniona na najwyższych szczeblach władzy. Książę Sabaudii, Karol Emmanuel, zbudował dla Kongregacji nowy klasztor. Sebastian został poproszony, by zostać spowiednikiem kolejnego księcia Sabaudii, Wiktora Amadeusza. Ten rodzaj zażyłości z rodziną królewską był pełen niebezpieczeństw. Młody książę, który często postępował wbrew radom spowiednika, tak bardzo lubił Sebastiana, że chciał go mianować arcybiskupem Turynu. Sebastian musiał dołożyć wszelkich starań, aby uniknąć godności i urzędu, gdyż uważał się za niegodnego i niezdolnego ich objęcia. Kierował się także wyraźnym, w tym względzie, pragnieniem św. Filipa. Istniała jednak jedna zaleta bliskości z książętami Sabaudii. Sebastian miał wielkie nabożeństwo do Całunu Turyńskiego i – jeśli to było możliwe – nawiedzał go w każdy piątek. Kiedy relikwia Męki Pańskiej została przeniesiona do kaplicy Guarini w katedrze w Turynie w 1694 roku, Victor Amadeus poprosił Sebastiana, aby zreperował go w kilku miejscach. To dało Sebastianowi możliwość spędzenia wielu godzin z Całunem, podczas których dał wyraz swojej pobożności. Jak to ujęła Amabel Kerr: „Błogosławiony Sebastian klęczał godzinami, wykonując swoją pracę, w głębokim milczeniu, ze strużkami łez spływającymi po policzkach”.

Świętość bł. Sebastiana, dzięki Bogu, zrodziła się z jego zmagań, aby upodobnić się do św. Filipa – a było to nie lada zadanie. Podczas gdy Filip był z natury łagodny i miły, Sebastian był szorstki i skłonny do wybuchów gniewu. Filip musiał powstrzymać się od długich publicznych modlitw z obawy przed wpadnięciem w ekstazę, Sebastian natomiast nie doświadczał niczego poza oschłością w modlitwie i musiał powstrzymywać swój umysł, aby nie ulegał rozproszeniom. Myśl o śmierci i sądzie tak go dręczyła, że nie mógł w nocy spać. Sebastian uznał jedno z głównych dzieł Oratorium – słuchanie spowiedzi – za tak bardzo odpychające, że Kongregacja nie mogła go nakłonić do sprawowania tej posługi aż do dziesięciu lat po jego święceniach. Jednak potrafił przezwyciężyć wszystkie trudności i zawsze zachować pogodną i radosną twarz, tak że wszyscy uważali go za kolejnego świętego Filipa.

Życie we wspólnocie dało Sebastianowi wiele okazji do umartwiani jego porywczego temperamentu. Nauczając nowicjuszy teologii, musiał znosić studenta, który nie był zainteresowany tematem i okazywał swoją niechęć, nieustannie spierając się i polemizując z profesorem. Sebastian cierpliwie odpowiadał na jego uwago i nie zdradzał własnego niezadowolenia, chociaż, jak zwierzył się jednemu z księży, sam widok mężczyzny napełniał go wstrętem. Nowicjusz opuścił później Kongregację, jednak poważniejsza i trwalsza była naturalna niechęć Sebastiana do jednego z ojców. Przyznał, że obiektywnie w zachowaniu tego ojca nie było nic złego, ale niechęć Sebastiana do niego była tak silna, że musiał złożyć prywatną przysięgę, że będzie znosił jego towarzystwo. Starał się, by ani razu nie zdradzić swoich uczuć i był wdzięczny za możliwość umartwienia swojej natury, którą uznał za niedoskonałą.

Sebastian, w swoim pokoju nad klęcznikiem, miał piękny gipsowy krucyfiks, do którego był bardzo przywiązany. Kiedyś poprosił pewnego ojca, aby przyniósł mu kilka dokumentów, które znajdowały się pod klapą klęcznika. Podczas otwierania, klapa wyślizgnęła mu się z rąk i rozbiła krucyfiks na drobne kawałki. Sebastian, chociaż był w pokoju, kiedy to się stało, zachował spokój, powiedział księdzu, żeby się tym nie przejmował, i sam pozamiatał kawałki.

Po latach w Kongregacji było bardzo niewiele rzeczy, do których Sebastian był przywiązany. Miał jednak wielkie pragnienie wyjazdu do Rzymu, zatem bardzo się ucieszył, kiedy przełożony poprosił go i innego ojca, aby udali się tam w interesach. Ze względu na powszechną opinię o jego świętości, wielu ludzi przybyło do portu nad rzeką Pad, aby go odprowadzić. Obaj ojcowie byli już na pokładzie, gdy towarzysz podróży Sebastiana wręczył mu list od przełożonego, w którym poinformował go, że podróż została odwołana i Sebastian ma wrócić do Oratorium. Sebastian wyszedł z łodzi, mówiąc wesoło do przyjaciela: „Chodź, wróćmy do domu, podróż do Rzymu dobiegła końca”. W przyszłości nigdy nie miał okazji zobaczyć Rzymu.

Kongregacja Oratorium wywodzi swoją nazwę od miejsca modlitwy, a święty Filip mówił, że każdy, kto nie ma zamiaru się modlić, powinien opuścić Kongregację. Sebastian, chociaż bardzo chciał się modlić, to modlitwa była dla niego niezwykle trudna. Przeżywał duchowe oschłości, a a Bóg wydawał mu się bardzo odległy. Kiedy Sebastian zaangażował się w modlitwę myślną, trudno mu było się skoncentrować, chociaż starannie przygotowywał się do medytacji. Niemożność koncentracji była dla niego szczególnie bolesna, gdy odmawiał brewiarz i wydaje się, że czasami ulegał skrupułom, powtarzając modlitwy ponownie. Również podczas Mszy św. miał trudności z koncentracją, ale przez krótki czas po Komunii Świętej jego dusza znajdowała spokój.

Chociaż oschłość na modlitwie musiała być bolesna, myśl o śmierci i późniejszym sądzie dręczyła Sebastiana w znacznie większym stopniu. Pomimo tego, że prowadził naprawdę święte życie, był przerażony sądem, uważając się za słabe stworzenie, które w każdej chwili mogło utracić łaskę. Ta myśl nie pozwalała mu zasnąć przez wiele nocy i niemal doprowadziła go do rozpaczy. Zachował się opis stanu umysłu Sebastiana zapisany jego własnymi słowami. Notował swoje myśli, aby lepiej je zrozumieć. Na krótko przed śmiercią Sebastian spalił wszystkie swoje pisma, ale na szczęście ksiądz, któremu pokazał te pełne udręczenia myśli, potajemnie skopiował niektóre z nich.

Czuję w sobie taką udrękę, że moja dusza jest w wielkim ucisku. Problem zaczął się od tak wielkiej ciemności umysłu, że nie mogłem znaleźć ulgi. Wydawało mi się, że straciłem nadzieję na zbawienie i nie ma wyjścia z gęstej nocy. Oddałbym cały świat za choćby jeden błysk wewnętrznego światła, dzięki któremu wiedziałby co robić i jak wypełniać wolę Bożą. Nie było nikogo, do kogo mógłbym zwrócić się o pomoc, bo takie krzyże nie są łatwe do zrozumienia dla tych, którzy sami ich nie doświadczyli. Tymczasem mój duch był przekonany, że będzie potępiony i żyłem w ciągłym przerażeniu. Nie wiedziałem, co robić poza czekaniem na miłosierdzie Boże, bo byłem zdecydowany zrobić wszystko, co w mojej mocy, aby obfitować w Jego łaskę. Tymczasem wszystko, co mogę zrobić, to wołać: „Oby Bóg się nade mną zmiłował”. Och, stan agonii, nędzy i ciemności! Och, co za krzyż! Ale, o mój Boże, chociaż mnie zabijasz, będę miał nadzieję w Tobie.

 

Sebastian pozostawał w tym stanie udręki przez wiele lat, ale chociaż cierpiał wewnętrznie, potrafił poprowadzić swoich penitentów drogą chrześcijańskiej radości związanej z jego duchowym ojcem, świętym Filipem. Sam dostrzegał wartość tych udręk, bo uczyły go doskonałego oderwania się od wszystkiego, co ziemskie. Inni widzieli w nich ochronę dla jego pokory przed podziwem uczniów, którzy chcieli okazywać Świętemu wszelkie honory.

Sebastian otrzymał przywilej poznania daty własnej śmierci. Przygotował się na nią, rozdając cały swój majątek i paląc wszystkie swoje pisma, ale wciąż trzymał się napiętego harmonogramu wizyt duszpasterskich. 25 stycznia 1710 r. jedna z takich wizyt nieco się przedłużyła i musiał bardzo się spieszyć z powrotem, aby zdążyć na wieczorne oratorium. Mocno się spocił, a potem przeziębił, obnażając plecy, by przyjąć dyscyplinę i zmarł 30 stycznia 1710 r. Wiele wycierpiał podczas tygodniowej choroby, ale rankiem 29 stycznia głęboki spokój spłynął do jego udręczonej duszy. Nie trwało to jednak długo. Pod wieczór ponownie ogarnęła go duchowa udręka i pozostała z nim do 8.30 następnego ranka, do chwili jego śmierci. Miał osiemdziesiąt lat.

Błogosławiony Sebastian jest wzorem wytrwałości i wielkim źródłem nadziei. Walczył z niedoskonałościami, takimi jak gwałtowny temperament czy uczcie odrazy, i zwyciężył. Wytrwał w modlitwie, chociaż nie znajdował w niej pociechy, ale najczęściej duchową udrękę. Jednak Bóg użył tych środków, aby go oczyścić i przedstawić światu jako wielkiego świętego, pełnego chrześcijańskiej radości. Jego wzorowe życie w świętości będzie inspiracją dla Kościoła w Turynie przez wiele pokoleń.

W 1835 roku, rok po beatyfikacji Sebastiana, dokonano uroczystego przeniesienia jego relikwii. W tłumie, w cieniu członków rodziny królewskiej i dostojników kościelnych znajdowało się trzech przyszłych świętych. Byli nimi: święty Józef Cottolengo, który poświęcił się opiece nad chorymi i ubogimi, święty Józef Cafasso, którego duszpasterstwo wśród więźniów przyciągało uwagę całego Turynu oraz św. Jana Bosko, którego praca z dziećmi jest znana na całym świecie. Wszyscy oni mogli czerpać swe duchowe inspiracje z naśladowania błogosławionego Sebastiana Valfre.

Wspomnienie liturgiczne błogosławionego Sebastiana przypada 30 stycznia.

za: sacredhearthidalgo.org
tłumaczenie: s. Anna Musiał RSCJ

 

zobacz również za filipini.pl:

List Jego Eminencji Kardynała Sekretarza Stanu Tarcisio Bertone z okazji 300-setnej rocznicy śmierci błogosławionego Sebastiana Valfré 

List Prokuratora Generalnego o. Edoardo Aldo Cerratodo COr do Czcigodnych Przełożonych i Członków Kongregacji Oratorium z okazji zbliżającej się 300-setnej rocznicy śmierci Błogosławionego Sebastiana Valfré z Oratorium w Turynie