Aktualności

J.H. Newman, Listy na temat powołania filipińskiego, List II

 

 

 

Dublin, 5 marca 1856

Najdrożsi Ojcowie,

 

  1. Po tym jak powiedziałem, że Oratorium nie jest zgromadzeniem zakonnym, mimo iż jest trochę podobne, gdyż jego członkowie dążą do doskonałości, lecz doskonałości różnej: w okolicznościach i właściwościach od tej zakonnej, rozważę teraz jakie są cechy charakterystyczne i znamienne doskonałości oratoryjnej, które ją naznaczają. Aby to uczynić, potrzeba powrócić do opisu jaki uczyniłem o ojcach Oratorium.

    Filipini, księża świeccy, którzy żyją we wspólnocie. Oto dwie cechy charakterystyczne w których różnią się od zakonników jako takich:
    a) są księżmi diecezjalnymi;
    b) żyją we wspólnocie.

    Zakonnicy zresztą mogą być kapłanami i mogą żyć razem w jednym domu; ale w życiu zakonnym połączenie tych dwóch spraw jest często przypadkiem i niczym więcej. Mimo, iż są kapłanami, nie są świeckimi; chociaż żyją we wspólnocie nie jest to jako kongregacja. Z drugiej strony na tych cechach charakterystycznych opiera się istota  i charakter tej doskonałości, której się od nas wymaga.

  2. Najpierw zatrzymam się nad zagadnieniem, że jesteśmy kapłanami świeckimi i zastanowię się razem z wami, jak jesteśmy widziani jako tacy. Wszyscy kapłani świeccy są wezwani do doskonałości, lecz sytuacja ich jest różna. Księża wywodzą się ze wszystkich warstw społecznych, spełniają swą posługę wśród każdej kategorii mieszkańców. Niższe stany są liczniejsze, a zatem większa część kapłanów jest zawsze brana z niższego stanu, a podnoszeni są ponad ten stan tylko poprzez dyscyplinę duchową i poprzez wiedzę teologiczną. Byłoby jakimś błędem odnośnie do prostych i niewykształconych ludzi, wysłać im kapłanów, którzy nie mieliby jakiegokolwiek rozeznania w ich odczuciach, ani jakiegokolwiek podobieństwa z ich stanem. Nie byłoby także słuszne, i to może bardziej poddać stany bardziej wykształcone trosce pastoralnej i duchowej, ze strony tych, którzy byliby im o wiele niżsi w kulturze i wyrobieniu estetycznym. Pewna część kapłanów zakonnych troszczyła się zawsze o potrzeby stanów wykształconych. Takimi byli benedyktyni w pewnych miejscach i czasach, takimi też w szczególny sposób byli jezuici.

  3. Oto jedna z charakterystyk Oratorium: jego Ojcowie są księżmi diecezjalnymi, lecz zazwyczaj byli ogólnie na wyższym poziomie od kapłanów diecezjalnych; są odmienni ponadto od benedyktynów i od jezuitów, tak jak są różni ci zakonnicy jedni od drugich, lecz są podobni jedni do drugich w tym, że służą stanom wykształconym, a zatem trzeba by oni sami należeli do warstw wykształconych.

    O tym, że filipini nie są ze stanu niższego, świadczy choćby to, że są wyświęceni zachowując własny majątek i żyją z niego, podczas gdy nie mają majątku stany niższe i większość kapłanów diecezjalnych. Tak więc ci, którzy mają do zgłoszenia jakiś majątek w akcie święceń, możliwe, że mieli go już wcześniej i z tego powodu uczęszczali do szkół średnich i mieli przewagę w zdobyciu wiedzy i szczególnej edukacji.[1]

  4. Czy ta osobliwość Oratorium nie jest nam może znana z historii i obecnej sytuacji? Cofnijmy się wstecz, do czasu Filipa Neri, i do założenia pierwszych Kongregacji włoskich, a będziemy mieli na ten temat bogactwo przykładów. Pierwsi uczniowie Świętego, byli to ludzie przede wszystkim z warstw wyższych albo wykształceni w naukach humanistycznych lub w sztuce, albo w jeden lub drugi sposób przewyższający w większości kapłanów diecezjalnych, i byli równi tym, którzy zostali wyniesieni do godności prałata lub przyjęci do Roty. Z tego punktu widzenia Oratorium przeciwstawia się Bractwu Pielgrzymów, które było pierwszą fundacją św. Filipa Neri i które, jak mówi Bacci, składało się z około piętnastu współbraci, prostych i biednych, lecz pełnych ducha i pobożności.

    To było dzieło św. Filipa podczas gdy był jeszcze świeckim, lecz będąc kapłanem, rozpoczął szczególną misję, przyciągania do siebie – pisze Bacci – wielu bardziej godnych uwagi, poważnych osobistości z Roty Rzymskiej. Był tam brat kardynała Salviati, bliski krewny Katarzyny z Meksencjuszów. Tarugi, bratanek dwóch papieży; Tassone, bratanek Kardynała z Fano; Altieri, książe rzymski, i jeden z domu Maksencjuszów. Inni z wyższych, czy niższych warstw zajmowali stanowiska w Rocie Rzymskiej. Inni zaś byli adwokatami lub lekarzami, albo choćby uczonymi, jak Baroniusz, Bocio, Bordini, Modio i Fucci.

  5. Jednakowo, wśród pierwszych Ojców z Chiesa Nuova, wspomnieliśmy już Ojca Tarugi, Savioli i Ricci; pochodzili oni z rodzin szlacheckich (patrycjuszowskich). Gabrielli założyciel Oratorium w Fano, Santi z Oratorium w Padwie, Nardi z Oratorium w Aqulia, D’Aste z Oratorium w Forli, ci wszyscy również pochodzili z rodzin szlacheckich. Paccaroni jeden z pierwszych Ojców w Fermo był zatrudniony u kardynała d’Este; dwóch z pierwszych Ojców z Oratorium w Perugii pracowało w rządzie hiszpańskim; jeden w Fossombrone przyszedł z Roty Rzymskiej, a inny zaś z Nuncjatury Apostolskiej. Trzech z czterech ojców będących w Neapolu było adwokatami, czwarty był bogatym posiadaczem dóbr. Fundator Oratorium w Bolonii był młodym człowiekiem, bardzo bogatym i jakby się dziś powiedziało, był z pięknego świata. Także fundator z Lodi był bogatym człowiekiem mającym wiele dóbr; założyciel Oratorium z Cesena i Chiaramonte, pochodził z wielkiego rodu i był sławnym pisarzem.

    Jeżeli pójdziemy dalej w poszukiwaniu, wydaje mi się, że dzisiaj zobaczymy identyczną sytuację. Mówi się, że Oratorium w Palermo składa się prawie wyłącznie z księży pochodzących ze sławnych i bogatych rodzin. W Bresci, superior jest patrycjuszem a ojcowie pochodzą z rodzin dystyngowanych. Nieodżałowanej pamięci superior z Neapolu pochodzi z rodziny książęcej. Tam również (w Neapolu) w Oratorium sławnym imieniem jest Caracciolo, jak Colloredo w Chiesa Nuova. Tutaj nieodżałowanej pamięci ojciec Cesarini, pochodził także z rodziny patrycjuszów; i jeszcze jeden ojciec z obecnej generacji był krewnym żyjącego papieża. Tak samo Oratorium z Florencji, ma imiona patrycjuszowskie; w Turynie kościół Oratorium był i jest kościołem Roty Rzymskiej.

  6. Teraz aby wyrazić się jasno, muszę uczynić dwie uwagi. Pierwsza — nie mówię, że wszyscy ojcowie z Oratorium muszą być z wyższej warstwy społecznej, podobnie jak ci o których wspomniałem, z których większa część była pochodzenia szlacheckiego lub mieli wykształcenie wyższe. We wspólnocie takiej jak Oratorium warstwa wyższa i bardziej wykształcona nadaje ton, a pozostała część postępuje i dostosowuje się do nich. To widzi się również ogólnie w społeczeństwie; niewielu jest tych, którzy mają kulturę, walory ducha, szerokość horyzontów; lecz tych niewielu staje się jakąś regułą i stopniowo kształtują innych na swój sposób; i to przede wszystkim dlatego, że cechy o których się rozważa są pociągające i mają dar naturalny, aby nadać harmonię. W konsekwencji także niewiele osób wykształconych, wykwintnego gustu i dobrych manier, potrafi formować lub przekształcić jakąś wspólnotę. Mimo to, jest rzeczą pozytywną, że inni, aczkolwiek ani szlachetnie urodzeni, ani geniusze zazwyczaj w taki czy inny sposób, wybijali się ponad przeciętną w stosunku do kapłanów diecezjalnych.

  7. I oto druga uwaga: można postawić pytanie, czy skoro dla Oratorium konieczni są ludzie o wybitnych walorach, czy to powinno być podstawowym warunkiem ich przyjęcia? To wszystko jest jak najbardziej słuszne, lecz czasy się zmieniły i są inne od tych, w których żył św. Filip. W ostatnich wiekach powstały całe klasy społeczne, podczas gdy jakiegoś czasu nie było klasy średniej; nie być wyniesionym oznaczało bez wątpienia niższość, a być niższym było synonimem ignorancji albo prostactwa (prymitywności). A zatem wyobrażam sobie, że jak w czasach św. Filipa Oratorium było uformowane z klasy bardziej wykształconej, tak również dziś nie należy do tej niższej. Oczywiście, jeżeli także dzisiaj zaistniałaby sytuacja, że osoby z warstwy wyższej nawiązywałyby przyjaźnie tylko z kapłanami z dobrych rodzin i jeśliby nie uznali się równymi z innymi kapłanami oraz gdyby nie wybrali sobie innych przewodników duchowy i nauczycieli jak tylko wśród swojej warstwy społecznej, wówczas czułbym się zmuszonym także dzisiaj do położenia granic bardzo wąskich dla powołania filipińskiego.

  8. Ale skoro już sytuacja jest inna, ponieważ do stanów wyższych Anglicy nie chcą zaliczać tylko tych, którzy są z wielkiego rodu, lecz uważają zazwyczaj pochodzenie, jako tylko jedno z elementów istotnych dżentelmena; skoro osoby z rodzin szlacheckich korzystają z nabożeństw kapłanów, którzy nie są pochodzenia szlacheckiego pod warunkiem, że są ludźmi porządnymi; skoro po czasach św. Filipa powstały całe warstwy odznaczające się kulturą bez szlacheckiego pochodzenia i mają potrzebę kapłanów, którzy ich pokierują i pouczą, z tego wynika, że kapłan, który odznaczać się będzie wyższym poziomem w stosunku do swoich współbraci poprzez formację kulturalną i estetyczną, odpowiada wymaganiom Oratorium na dzień dzisiejszy, także kiedy będzie właśnie niewiele ponad tymi z rodu szlacheckiego, jak np. błogosławiony Sebastian Valfre.

    To wszystko, odnosi się do stopnia dżentelmena, który jest warunkiem zwyczajnym Ojców z Oratorium. Później będę mówił o zdolności kulturalnej i o formacji Ojców z Oratorium, lecz ponieważ jest to materia dosyć rozległa, będzie przedmiotem innego listu.

 

John Henry Newman

 

[1] Trzeba mieć na uwadze, że mówi się tutaj o majątku w sensie prawa kanonicznego.

 

 

 

John Henry Newman, Listy na temat powołania filipińskiego, cz. I, Oratoriana 35(1996), s. 6-9; tłumaczenie: ks. J. Kiełbasa COr