J.H. Newman, Listy na temat powołania filipińskiego, List IV

Dublin, marzec 1856
Najdrożsi Ojcowie,
- Teraz przejdę do rozważenia następującego problemu: jakie studia i zajęcia dają się pogodzić z powołaniem ojca z Oratorium, a jakie zaś temu powołaniu nie odpowiadają. Pojęcie doskonałości mieści w sobie także pojęcie umartwienia, które wynika z rad ewangelicznych nie zaś z przykazań Bożych. Jakie jest zatem to umartwienie w naszym przypadku? Na pewno nie jest nim odrzucenie literatury i zajęć humanistycznych, czy też osobistej kultury, która z nich wynika, jako konsekwencja. Nie polega też ono na wzbranianiu się przed należeniem do wyższych sfer, czy kręgów uczonych, wręcz przeciwnie, pewien stopień intelektualny, wyższy od tego, który jest konieczny dla księży diecezjalnych w ogólności, jest jedną z cech wyróżniających Oratorium tyle, o ile Oratorium jest instytucją założoną w celu spełniania służby wobec warstw wyższych. Aby być kapłanami i wykonywać zajęcia jako kapłani, nasze funkcje są szczególnie związane z kapłaństwem. Jesteśmy ministrami słowa Bożego i sakramentów św. Zainteresowanie literaturą i kulturą w szerszym znaczeniu, to tylko przypadkowa różnica, jaka dzieli nas od innych kapłanów. W istocie rzeczy mamy ten sam urząd kapłański i te same obowiązki duchowe oraz kapłańskie (również w odniesieniu do naszej osobowości). Nasze umartwienie nie polega więc na pozbawieniu nas bogactwa kulturalnego w sensie nauk humanistycznych lub sztuk pięknych.
- Po drugie, naszej doskonałości nie osiąga się poprzez odrzucenie, ani uczuć ludzkich, ani też osobistych skłonności. Wręcz przeciwnie, miłość wzajemna i miłość Oratorium, jako ogniska domowego, jest jedną z głównych cech charakterystycznych i jednym z obowiązków, a także ogniwem łączących ojców w Oratorium.
Dla przykładu, powołanie oratoryjne jest związane ze stałością miejsca. Zakonnicy mają uważać się ruchomymi na ziemni, podczas gdy takim nie jest ojciec z Oratorium. Św. Filip poleca nam w swej regule, aby łączyć się jeden z drugim miłością, codzienną zażyłością i ze znajomością wzajemnych skłonności (pragnień), a także z wielką troską o rodzinną atmosferę domu. W konsekwencji każdy dom może być nazwany, „rodziną”, gdzie superior jest, „ojcem”. - Następnie dlaczego według reguły, wspólnota oratoryjna nie powinna być bardzo duża? Ponieważ ta znajomość i jedność nie mogłaby być tak intymna i uczuciowa, jaką każdy powinien mieć dla innych. Brockie tak pisze na ten temat: Oratorium włoskie, wg intencji św. Filipa, wzorowało się na Świętej Rodzinie, mając swój dom prywatny, złożony z wielu współbraci, którzy mogli poznawać się i miłować jedni drugich. Stała zażyłość, znane twarze, doświadczenie charakterów, tworzą uczucia ludzkie i stają się więzią jedności i wytrwałości, to natomiast założyciele innych zakonów i zgromadzeń nakładają w ślubie posłuszeństwa absolutnego i nieustannego. W konsekwencji Oratorium jest instytucją lokalną, bardziej domową, rodzinną, bez obwieszczania, że spełnia się we własnych ścianach ćwiczenia prawie święte, tak, że nawet biskup, chociaż Oratorium służy w jego diecezji, uważa je za rzeczywistość autonomiczną jako całość i taką ma relacje, chociaż nie ma możliwości zarzadzania poszczególnymi członkami. Typ Towarzystwa Jezusowego jest natomiast bardzo odmienny i dlatego nie był naśladowany przez św. Filipa. Aczkolwiek kocha wielce jego założyciela.
- To jest opinia, jaką Brockie wyraża na temat Oratorium. Pobyt stały w jakimś domu był zawsze uważany za rzecz fundamentalną w Oratorium. Ojciec Sozzini wylicza cztery racje, które mogą pozwolić na niezachowanie stałego miejsca. Z tych racji pierwsza to: kiedy papież zatrudni jakiegoś członka poza Oratorium, jak to było w przypadku ojców Tarugiego, Velli, Scrampi i innych. Ten fakt stałego miejsca jest rozważany nie tylko, jako obowiązek, ale też, jako konieczna więź dla jakiejś wspólnoty bez ślubów. Stałość miejsca istotnie pobudza do potrójnego przywiązania:
a) do miejsca i otoczenia,
b) do współbraci
c) i do własnego mieszkania. - Ten sam miarodajny autor przed chwilą cytowany, tak mówi o mieszkaniu: Miłość dla własnego mieszkania – mówi – jest zawsze godna polecenia; ponieważ tam można ubogacać ducha, zachować pokój wewnętrzny oraz znaleźć cichą szkołę doskonałości. Sam św. Filip był znamiennym przykładem takiego przywiązania. Nie tylko, nie zostawił nigdy Rzymu przez więcej niż pięćdziesiąt lat, lecz także przez ponad trzydzieści lat przebywał w San Girolamo. Nawet wtedy, kiedy jego podwładni zamieszkali na stałe na mocy bulli papieskiej na Valicelli on pozostawał zawsze przełożonym, nie opuszczając swego miejsca. Pozostał tam jeszcze przez sześć lat; nie ruszyłby się stamtąd, gdyby nie został zobowiązany przez papieża, jeśli dobrze pamiętam. Swój pobyt przedłuża przez pamięć o kotce, którą pozostawił w San Girolamo przez kolejne sześć lat i czynił wszystko, aby była pod pilną opieką. Był to swego rodzaju symbol uczucia, jaki on miał dla swojego starego mieszkania i może wyraz swojej żartobliwej przebiegłości wobec tych, którzy mu przygotowali rozkaz od papieża na przeniesienie się. San Girolamo było jego starym i słodkim gniazdem, gdzie doświadczał ciepła lata i zimna zimy, i niechęci swych przeciwników, oraz natłoku i uczucia wielu pokoleń penitentów.
- Takie to przywiązanie stanie się tradycja Oratorium, a najlepiej wyraża to wyraz „gniazdo”. Ojciec Manari z Reggio i ojciec Grossie z Fermo wykrzykują obydwaj: Haec requies mea. Kiedy o. Sensi z Chiesa Nuova został zmuszony z przyczyn zdrowotnych, aby iść i oddychać powietrzem stron rodzinnych, podaje nam do wiadomości, iż były mu tak bardzo miłe ściany swojego ulubionego gniazdka, że pomimo prośby biskupa on pragnie powrócić do Rzymu w nadziei, że klimat będzie mu służył lepiej niż wcześniej. Amadeo, brat świecki z Oratorium w Perugii zakończywszy w rodzinnej miejscowości niektóre sprawy, nawet nie pozdrawiając rodziny wrócił do ukochanego „gniazdka”. Kiedy Ojciec Marico byt zmuszony, aby pozostawić Oratorium Fermo na kilka dni z powodu jakiejś kłótni rodzinnej, jego jedyną myślą było, żeby powrócić do swego ulubionego gniazdka. O. Licino Pio, założyciel Oratorium w Bolonii, znajdował się poza domem dla podreperowania zdrowia, gdy nadeszła ostatnia choroba, prosił, aby przywieziono go do Oratorium, ażeby mógł umrzeć w swoim gniazdku.
- Kiedy kardynałowi Baroniuszowi pozwolono, po zakończeniu pracy publicznej, na powrót do Chiesa Nuova, pewnego dnia miało miejsce ciekawe zdarzenie. Czytając w refektarzu księgę Hioba, doszedł on do miejsca gdzie było napisane: Dicebam, in nidulo me moriar. Na tym wersecie Baroniusz się zatrzymał, aby uczynić taki oto komentarz: Oczywiście Ojcowie najdrożsi, z całą pewnością ja mogę przypisać do siebie te słowa, gdy wrócę myślą do lat minionych i do tych dni szczęśliwych, w których zamieszkiwałem pomiędzy tymi ścianami, w których Bóg mieszkał w moim tabernakulum, i Wszechmogący był ze mną, a wy bracia moi byliście mi bliscy. Wypchnięty na zewnątrz siłą jak gołębica z arki, zawsze pragnąłem powrócić, aby móc umrzeć w swoim gniazdku.
Kiedy ojciec Velei był umierający, uczucie dla współbraci, było jedynym przywiązaniem ludzkim, jakie odczuwał. Posłał wówczas, aby przywołano ojców, ażeby byli blisko niego w tej ostatniej chwili. Gdy jeden był nieobecny ze względu na odprawianą Mszę, czekał z niecierpliwością aż przyszedł, uścisnął go i oddał swojego ducha Stwórcy i Sędziemu. - Jak pozwolenie, a raczej obowiązek więzi uczuciowej z osobami i miejscem jest cechą charakterystyczną dla członków Oratorium, tak dla zakonnych jest ona sposobem umartwienia się. Stąd my mamy inne umartwienia, które u rodzin zakonnych są czymś zwyczajnym. Nasza doskonałość, jak już dobrze wiadomo, nie polega na regule ubóstwa. Habeant, possideant, były to słowa św. Filipa, wówczas, gdy ojcowie okazali się niezadowoleni, aby zaaplikować regułę ubóstwa w swojej Kongregacji.
- Nie mamy też jakichś nadzwyczajnych postów. Ojciec Manni, jeden z uczniów duchowych św. Filipa, mówi nam, że Święty chciał, ażeby codzienne słuchanie Słowa Bożego było rekompensatą za posty, za czuwania, za milczenie, za liturgię godzin, ponieważ słowo Boże słuchane jest na równi z takimi ćwiczeniami. Dlatego kiedy klasztor della Pace z Brescii pragnął przyjąć regułę św. Filipa, niektórzy z ojców wcale nie byli chętni, aby porzucić swoje umartwienia, jednak Chiesa Nuova przekonuje ich do przyjęcia z radością konstytucji Oratorium bez odrzucenia lub zmiany czegokolwiek.
A kiedy Grande, człowiek świątobliwy, wstąpił do Oratorium w Camerino, wprowadził post trzydniowy w ciągu tygodnia, lecz Ojciec Velli przełożony w tym czasie w Chiesa Nuova, sprzeciwił się temu i powiedział jemu oraz jego współbraciom, że mogą się powstrzymać od zachowania postu, jeśli chcą; mogą nie zachowywać innych postów jak tylko te, które wynikają z przykazań, ponieważ doświadczenie uczy, że w Oratorium posty dodatkowe niszczą czasem to, co jest bardziej podstawowe. - Doskonałość Oratorium nie jest też w tym, co zewnętrzne. Zewnętrzne manifestowanie świętości, uznawanie rygoru, są to rzeczy całkowicie obce duchowi św. Filipa Neri. Jego ojcowie musieli prezentować się, jako księża diecezjalni, tak jak zresztą faktycznie było; a to, że byli czymś szczególnym mieli wyrażać w sposób jak najbardziej naturalny. Musieli być ubrani jak księża diecezjalni i to jest bardzo znane we Włoszech, że niektórzy zmienili kołnierzyk filipiński na koloratkę rzymską, którą zwyczaje wprowadziły pośród duchowieństwa. A zatem św. Filipowi nie podobało się niedbalstwo i brud, brak kultury osobistej; nic nie mogło być wyniosłe lub nadmiernie kosztowne, lecz także nic, co by świadczyło o jakiejś niezwykłej surowości. Z tego wynika również jego wielkie naleganie na posłuszeństwo; nie mniej jednak, nie czynił tego nigdy w sposób jaskrawy, na pokaz. Istotnie mówi się, że użył on tylko jeden raz słowo: rozkazuję.
- W końcu, nie ma ślubów w Oratorium, ponieważ nie są one w Kongregacji narzędziem doskonałości. Na ten temat reguła jest dokładna i jasna w sposób szczególny. Fakt nieistnienia ślubów reguła czyni jednym z dwóch punktów niezmiennych w kształcie Kongregacji. Dekret tak mówi na ten temat: św. Filip Neri za natchnieniem Bożym zakazał ślubów pod przysięgą lub jakimś równoznacznym przyrzeczeniem; i przy jednomyślności zarówno z jego strony, jak i ze strony innych ojców, uczynił to w sposób tak absolutny, że gdyby większość członków Kongregacji miała w jakimkolwiek czasie myśleć o zmianie tego stanu rzeczy, ta większość jest wolna i może opuścić Kongregację, natomiast cała własność Kongregacji pozostaje dla mniejszości. Już do historii przeszła próba wprowadzenia ślubów w Kongregacji zaraz po śmierci św. Filipa, której to próbie sprzeciwił się jednak papież.
John Henry Newman
John Henry Newman, Listy na temat powołania filipińskiego, cz. II, Oratoriana 36(1996), s. 3-6; tłumaczenie: ks. J. Kiełbasa COr



