J.H. Newman, Listy na temat powołania filipińskiego, List VII

Dublin, 9 marca 1856
Najdrożsi Ojcowie,
- Po rozważeniu tematu: obowiązek posłuszeństwa regule, zajmiemy się teraz tematem: posłuszeństwo przełożonym. Aby przyciągnąć waszą uwagę, jak to uczyniłem wcześniej, rozważę najpierw temat posłuszeństwa sam w sobie, a później w stosunku do przełożonych, którym należy się posłuszeństwo. Co do posłuszeństwa jako takiego, trudno wysilać się tutaj na mądrzejsze słowa niż te, które czytam w mądrych książkach. Wszystkie rzeczy niech się dokonają pod znakiem posłuszeństwa – mówił ojciec Ancina. Ojciec Airoli w „straszliwym momencie” śmierci, w tym szukał podstawowego zadowolenia, że w życiu działał z całkowitym oddaniem świętemu posłuszeństwu.
Christus factus est pro nobis oboediens usque ad mortem – aż do śmierci, mówił ojciec Tarugi – et exemplum dedit nobis. Bądźcie jak laska – mówił do swego siostrzeńca – w rękach waszych przełożonych; nie mając ani uczuć, ani woli własnej. Przede wszystkim strzeżcie się tych, którzy nie mają ducha i dlatego mają prawdziwą pobożność małą lub drobiazgową. Aczkolwiek ojcowie i bracia – mówił autor „Próśb” – nie czynią ślubu posłuszeństwa jak zakonnicy, niemniej realizują go w doskonałości tej cnoty, wywiązując się z niego z miłością i gotowością. Na innym miejscu mówi: Superior lub dyrektor, który zarządza, czy będzie święty jak św. Filip, czy też mały i bez żadnej cnoty, posłuszeństwo jednak będzie zawsze to samo. Jeśli nie ma takiego posłuszeństwa u jakiegoś ojca, podejrzana jest jego wiara, tzn. że upada przed krzyżem ze złota, a nie przed krzyżem z drzewa. Ojciec Airoli wspomniany wyżej, okazywał swoim przełożonym, jacykolwiek byli, swój szacunek i cześć, i był im posłuszny z największą radością i gotowością. - To było posłuszeństwo ze względu na samą tę cnotę. Jeśli chcemy rozważyć problem posłuszeństwa ze względu na samych przełożonych. musimy wziąć pod uwagę:
a) Kongregację samą w sobie oraz – myślę – jej zdolność ustawodawczą. Ona jest największą władzą, której musi być posłuszny Ojciec Prepozyt, jak też i inni. Nawet urzędujący Prepozyt – mówi autor „Próśb” – nie jest zwolniony z posłuszeństwa, ponieważ i on musi być posłuszny radzie większej, która składa się z ojców mających dziesięciolecie i radzie mniejszej, która składa się z Ojców Deputatów. Kiedy te urzędy ustanowią coś większością głosów (o ile nie jest to w kompetencji tylko Przełożonego), jest on zobowiązany do posłuszeństwa i zatwierdzenia tych dekretów, nie mając władzy zmieniania ich, chociaż są one przeciwne jego osobistemu osądowi.
b) Co się tyczy Ojca Prepozyta: jego władza jest raczej ograniczona niż powiększona przez regułę; przy czym pragnę powiedzieć, że jego władza wynika z cnoty (zalet) jego stanu. Reguła i tradycja określają sprawy, w których prawo, które idzie z urzędem jest ograniczone i nie da się określić w normach. Ta granica jest wyznaczona w „Prośbach” – warto dodać – wówczas, gdy Prepozyt chce wprowadzić bezpośrednio jakąś nowość przeciwną regułom lub niszcząc te reguły. To zastrzeżenie może być konieczne tam, gdzie na urzędzie są ludzie mniejszego formatu od np. św. Filipa. Gdy zaś odznaczają się jego przenikliwością i dyskrecją, można sobie pozwolić na dobitne słowa Tarugiego: cały respekt, poszanowanie i całe poddanie się św. Filipowi powinno przesunąć się na Przełożonego, który zajmuje jego miejsce. Ta sama opinia była potwierdzana przez ojca Consoliniego: Posłuszeństwo – mówi o nim ojciec Marciano – jakie żywił wobec żyjącego świętego Filipa, przeniósł na jego następców, którzy zarządzali Kongregacją po jego śmierci. Jeden bardzo znany przykład opowiada o posłuszeństwie błogosławionego Sebastiana. Podczas jubileuszu filipińskiego w 1675 r. poprosił on o możliwość odwiedzenia Rzymu. Otrzymał pozwolenie od Superiora i Deputatów. Przed wyjazdem Superior wręczył mu list, który miał on przeczytać przed wejściem na statek. Gdy jego bagaż był już załadowany, otworzył list. W liście było napisane: Ojciec Valfre natychmiast powróci do domu. Może bardziej jest dziwny rozkaz niż posłuszeństwo; mimo to, nikt nie uważał, że Superior nadużył swojej władzy.
c) Są również inni, którzy ze względu na swoje stanowisko również zaliczani są do przełożonych, którym należy się posłuszeństwo w tych rzeczach, w których mają do tego prawo. W stosunku do nich należy zachować bez wahania w taki sposób, w jaki jest się posłusznym superiorowi.
O ojcu Consolini czytamy, że nie tylko w stosunku do św. Filipa i jego następców okazywał wielkie posłuszeństwo, lecz również w stosunku do urzędów podrzędnych Kongregacji aż do ostatniego z braci. Było jego maksymą, powtarzaną wiele razy, że ten Bóg, który postawił jednego na miejscu przełożonego, powierzył innemu troskę o drzwi lub o kuchnię. Dzwon brata furtiana nazwał „Głosem Boga”, ojciec Marciano mówi nam to samo o św. Filipie, że był gorliwy czy to w poleceniu, czy też w zachowywaniu reguły, a nawet w posłuszeństwie zakrystianowi, czy też furtianowi. Jeden urzędnik jest zależny od drugiego – mówi autor „Próśb” – tak, że pierwszy deputat, sekretarz, minister prefekt studentów a także inni, a nawet sam Prepozyt, wszyscy powinni w różnych okazjach słuchać prefekta, zakrystianina, furtiana, kucharza”.
Posłuszeństwo dobrowolne – mówi ojciec Sozzini – rozciąga się nie tylko na przełożonego, lecz na wszystkich mających urzędy w Kongregacji, każdy w swoim stopniu domagając się bez jakichkolwiek różnic nie tylko posłuszeństwa, lecz także pokory i miłości braterskiej.
Ojciec Marciano daje stosowny przykład o ojcu Grassi z Fermo. Dla szacunku wobec posłuszeństwa – mówi on – aczkolwiek, będąc przez długi czas superiorem, nie miał okazji do ćwiczenia się w tej cnocie, tym niemniej wiedział bardzo dobrze, jak ją zachowywać. Najpierw składał własną wolę w ręce swego spowiednika, prawie jakby był dzieckiem. Następnie, mimo że był superiorem, miał w zwyczaju okazywać najbardziej właściwe posłuszeństwo urzędnikom Kongregacji. Wołany przez brata furtiana lub przez zakrystianina, nigdy nie powiedział: nie mogę. A gdy w ostatnich latach jego życia przydzielono mu brata, aby się nim opiekował, nazwał go swoim aniołem stróżem, uznawał go za swojego przełożonego i był mu posłuszny do tego stopnia, że nie zmienił miejsca bez jego pozwolenia. W swoich podróżach zależny był tak bardzo od swojego towarzysza, któremu nadawał imię dyrektor, że jego wskazania były dla niego normami zobowiązującymi”. To samo mówi się o ojcu Consolini. - A teraz, Ojcowie moi najdrożsi, powiedziałem wszystko to, co mogłem może mówić przez kilka tygodni, chociaż zaledwie weszło się w temat. Poprzez to rozumiem, że zamiast podania tutaj jakiejś definicji ojca z Oratorium, ja nie zrobiłem nic innego, jak tylko ustaliłem pewne zachowania, prawa i cele, które jemu przynależą; pewne okoliczności, w których może się znaleźć; pewne cechy charakterystyczne, które jemu są właściwe; pewne granice w których nie może się on przekraczać. Wskazałem na pewne prawa, których on nie ma i pewne zakazy, które dla niego są prawem.
- Pragnę krótko streścić to, co powiedziałem na ten temat. Wydaje się zatem, że ojciec z Oratorium to ksiądz świecki z pewnymi specjalnymi cechami. Jako kapłan diecezjalny, ma on obowiązki swego stanu i jest zobowiązany do dążenia ku doskonałości w tych obowiązkach. Realizując swoje obowiązki, dąży on do doskonałości przez każdy tydzień, miesiąc, rok swojego życia.
Ponadto trzeba pamiętać, że obowiązki księdza diecezjalnego są różne i wszystkie są podejmowane przez tą samą osobę. Ktoś jest misjonarzem, ktoś jest kaznodzieją, ktoś uczy w szkole, ktoś przykłada się do teologii i wygłasza różne konferencje, inny pisze książki, ktoś inny sprawuje opiekę nad siostrami zakonnymi, ktoś daje kursy ćwiczeń duchowych i misji. Obowiązki natomiast ojca z Oratorium są następujące: misja słowa Bożego i sakramentów świętych, tzn.
a) służba przy ołtarzu,
b) w konfesjonale,
c) na ambonie. - Obowiązki nie są czymś większym niż reguła. Zamierzam powiedzieć, że mogą znaleźć się kapłani, którzy po odprawieniu Mszy św., nie czynią w ciągu dnia innych rzeczy o charakterze religijnym (dla innych ludzi), ale oddają się literaturze lub naukom ścisłym, klasykom lub astronomii, chemii lub archeologii. Podobnie uważam, że znajdują się zawsze w Oratorium ojcowie, którzy są zwolnieni, w większej części przynajmniej, od tych obowiązków ściśle kapłańskich, które im przynależą jako kapłanom, niezależnie od faktu, że są synami św. Filipa. Trzeba tylko pamiętać, by nie poświęcać się zajęciom świeckim aż do tego stopnia, by zapomnieć, że nasz cel najwyższy skierowany jest ku życiu zakonnemu. Jest to bardzo ważne, gdyż św. Filip, jak pisze ojciec Bacci, szczególnie troszczył się o to, ażeby jego podwładni, w sposób przesadny, nie angażowali się w studium.
Na trzecim miejscu podkreśliłem, że zarówno obowiązki jak i charakter pracy księży diecezjalnych mogą być różne. Niektórzy są dla stanów wyższych, inni dla niższych; niektórzy są szlachcicami, inni zaś nie; jedni mają wrodzoną kulturę, inni nie. Są intelektualiści i są tacy, którzy nimi nie są. Powiedziałem też, że Oratorium w całości składało się z kapłanów należących do klas wyższych, bez rozumienia tego terminu w sensie zbyt zawężonym. - Niemniej jednak, jakiekolwiek będą cechy charakterystyczne i wyjątkowość osobista ojców z Oratorium, dążą oni w różny sposób do doskonałości. Ponieważ nie można osiągnąć doskonałości bez zachowania takiej czy innej cnoty, pytam się więc: jaka jest cnota, od której należy doskonałość Oratorium? Odpowiedziałem, że nie zawiera się ona w ubóstwie, albo w umartwieniu cielesnym, ani też w zrezygnowaniu z ogniska domowego lub w ślubach zakonnych, lecz zawiera się w życiu wspólnotowym.
Pomimo tego, że życie w rodzinie ma większą wartość i uczucie ludzkie jest wielką podporą w miłości nadprzyrodzonej, niemniej jednak ten rodzaj życia wspólnotowego w powściągliwy i trwający bez ślubów, zawiera w sobie wielkie umartwienie, według powiedzenia już cytowanego: vita communis mortificatio maxima. To życie dobrze przyjęte i prowadzone, ma specjalny wpływ na charakter i doskonałość naszego posłuszeństwa; ponieważ jest to zgodność z duchem jakiejś wspólnoty i jest aktem dobrowolnym, powtarzającym się nieustannie.
John Henry Newman
John Henry Newman, Listy na temat powołania filipińskiego, cz. II, Oratoriana 36(1996), s. 12-15; tłumaczenie: ks. J. Kiełbasa COr



