Aktualności,  Majówka z Kardynałem,  ON-LINE,  Oratorium Domowe

Majówka z Kardynałem 04



4 maja
Mater Admirabilis – Matka Cudowna

 

Kiedy Maryję, Virgo praedicanda, Dziewicę, którą głośno sławić trzeba, określa się jako admirabilis, dowiadujemy się, jaki jest skutek głoszenia Jej jako Niepokalanie Poczętej. Kościół święty głosi i sławi Ją jako poczętą bez grzechu pierworodnego; dzieci zaś Kościoła słuchając tej nauki zdumiewają się, ogarnięte są niezmiernym podziwem. Tak wielki to jest przywilej.

O doskonałości, nawet stworzonej, lękamy się myśleć, kiedy tak wysoka jest ona jak doskonałość Maryi. Co się tyczy wielkiego Stwórcy, to kiedy Mojżesz pragnął chwałę Jego zobaczyć, On tak o samym sobie powiedział: „Żaden człowiek nie może oglądać mojego oblicza i pozostać przy życiu”; a św. Paweł mówi: „Nasz Bóg jest ogniem trawiącym”. A kiedy św. Jan, tak święty zaiste, tylko ludzką naturę Pana naszego, takiego, jakim w niebie jest, zobaczył, „do stóp Jego upadł jak martwy”. To samo dotyczy zjawiania się aniołów. Świątobliwy Daniel, kiedy ukazał mu się archanioł Gabriel, padł „nieprzytomny twarzą na ziemię”. Kiedy ów wielki archanioł do Zachariasza przybył, ojca św. Jana Chrzciciela, ten także „Przeraził się na ten widok i strach padł na niego”. Inaczej jednak było z Maryją, gdy Gabriel zawitał do Niej. Zdumiona była oczywiście i zaniepokojona jego słowami, bo do Niej, która w swym własnym wyobrażeniu była tak ubogą istotą, przemówił jako do „pełnej łaski” i „błogosławionej między niewiastami”, ale potrafiła znieść jego widok.

Dowiadujemy się z tego dwóch rzeczy: po pierwsze, jak wielka była świętość Maryi, skoro mogła Ona sprostać obecności anioła, którego jasność poraziła świątobliwego Daniela tak, że omdlał i niewiele brakowało, żeby go ta jasność zabiła; po drugie – skoro Maryja jest o tyle świętsza od owego anioła, a my o tyle mniej święci od Daniela, jak bardzo słuszną jest rzeczą, żeby nazywać Ją Virgo admirabilis, cudowną, groźną Dziewicą, kiedy o Jej niewysłowionej czystości myślimy.

Niektórzy ludzie są tak bezmyślni, tak ślepi, tak przyziemni, że myślą, iż Maryja mniej brzydzi się dobrowolnymi naszymi grzechami niż Boski Jej Syn i dlatego możemy w Niej mieć przyjaciółkę i obrończynię, choćbyśmy zbliżali się do Niej bez skruchy w sercu, a nawet bez pragnienia prawdziwej pokuty i postanowienia poprawy. Jak gdyby Maryja mogła nienawidzić grzechu mniej, a kochać grzeszników bardziej niż nasz Pan! Nie, żywi Ona współczucie tylko dla tych, którzy pragną porzucić swe grzechy; inaczej jakże by mogła sama być bez grzechu? Jeśli nawet dla najlepszych spośród nas jest Ona, mówiąc słowami Pisma świętego, „piękna jak księżyc, jaśniejąca jak słońce, groźna jak zbrojne zastępy”, czymże musi być dla nieskruszonego grzesznika?




tekst pochodzi z: John Henry Newman, Rozmyślania i modlitwy, tłum. Z. Kubiak, Warszawa 1973