Aktualności

Newman – święty dla nas, inspiracja 123

 

 

 

Świadkowie Zmartwychwstania 

Justyna Majewska-Michy

 

 

Trwamy w okresie Wielkiej Nocy, świadcząc o powstaniu z martwych Jezusa Nazareńskiego. John Henry Newman, znamienity teolog epoki wiktoriańskiej, jedno ze swoich kazań poświęca świadkom zmartwychwstania.

 

Nieliczni kanałami błogosławieństw

Newman rozpoczyna kazanie od stwierdzenia, że Jezus Chrystus po Swoim zmartwychwstaniu ukazał się tylko wybranym świadkom, choć można by się spodziewać, iż objawi się On wielkiej liczbie ludzi, a zwłaszcza tym, którzy Go ukrzyżowali: Na pierwszy rzut oka wydaje się to dziwne. Jesteśmy skłonni wyobrażać sobie zmartwychwstanie Chrystusa jako jakąś uderzającą, widzialną manifestację Jego chwały, taką, jaką Bóg od czasu do czasu zapewniał Izraelitom za czasów Mojżesza. Wiktoriański kaznodzieja przyznaje, że publiczny triumf Jezusa wzbudziłby tylko zamieszanie wśród pospólstwa i przerażenie w gronie Jego morderców. Newman na pytanie dlaczego Zbawiciel nie pokazał się po Swoim zmartwychwstaniu wszystkim ludziom, odpowiada, iż był to najskuteczniejszy sposób propagowania Jego religii na świecie. Jeśli zatem – kontynuuje swoją wypowiedź znamienity teolog – istnieją powody, by sądzić, że pokazując się raczej nielicznym niż wielu, z większą pewnością przyczyni się do osiągnięcia tego wielkiego celu, jakim jest szerzenie Ewangelii, jest to wystarczający powód, dla którego nasz Pan tak zarządził. Mesjasz nie objawił się całemu narodowi żydowskiemu po Swoim powstaniu z martwych, gdyż wiedział, że nie przyniesie to korzyści.

Chrystus chciał uczynić nielicznych kanałami Swoich błogosławieństw dla wielu. Świadkami tego spektakularnego cudu zostali ci, którzy znali Jezusa jeszcze przed Jego śmiercią. Znając ludzką psychikę, kaznodzieja z wiktoriańskiej Anglii wysuwa taki oto wniosek: Ludzi nie jest jednak łatwo nakłonić do bycia wiernymi orędownikami jakiejkolwiek sprawy. Nie tylko tłumy są zmienne, ale najlepsi ludzie, jeśli nie są zachęcani, dyscyplinowani do pracy, ustępują; niewytrenowana natura nie ma zasad. Wydaje się zatem, że nasz Pan poświęcił Swoją uwagę nielicznym, ponieważ jeśli niewielu zostanie pozyskanych, wielu pójdzie za nimi. Tym nielicznym ukazywał się wciąż na nowo. Wszystkie wielkie dzieła nie są bowiem dokonywane przez tłumy. Newman uwypukla, iż czyniąc wybraną garstkę sługami Swego miłosierdzia dla całej ludzkości, Zbawiciel działał zgodnie z ogólnym biegiem Swej opatrzności. Każda wielka zmiana dokonywana jest przez zdecydowanych, niezłomnych i gorliwych nielicznych. Znamienity teolog wymienia jeszcze jeden powód, dla którego świadków zmartwychwstania było niewielu, a mianowicie, że byli po stronie Prawdy. Nazywa swoich słuchaczy „duchowymi świadkami rzeczywistego zmartwychwstania Chrystusa”.

 

Jezus utajony

John Henry Newman przypuszcza, że gdyby Mesjasz pokazałby się rzeszom ludzi tak otwarcie, jak to miało miejsce podczas Jego publicznej działalności, kiedy to głosił kazania w świątyni i na ulicach miast, przemierzając ziemię ze Swoimi Apostołami i tłumami podążającymi za Nim, aby zobaczyć cuda, które czynił, odniosłoby to odwrotny skutek. Zaczęto by szemrać i podważać autentyczność cudu powstania z grobu Syna Człowieczego. Skoro poprzednie cuda Jezusa, jak podkreśla Newman, nie poruszyły wystarczająco Izraelitów, bez wątpienia i ten najbardziej widowiskowy cud również pozostawiłby ich obojętnymi. Chrystus chciał uniknąć czczego splendoru i gwałtownej żarliwości, które pojawiłyby się na wieść o Jego zmartwychwstaniu.

Natura ludzka jest niestała, raz woła „Hosanna”, a następnie „Ukrzyżuj Go”. Wiktoriański teolog snuje domysły, iż gdyby Zbawiciel świata ukazałby się w sposób efektowny po Swojej męce, to lud ponownie wykrzyknąłby „Hosanna” i „Ukrzyżuj Go”. Poza tym cud zmartwychwstania był o wiele bardziej narażony na zarzuty niedowiarstwa. Wielu mogłoby zaprzeczyć, że On powstał z martwych, będąc uprzednio ukrzyżowanym i pogrzebanym. Inni mogliby zanegować fakt, iż kiedykolwiek umarł, będąc przypuszczalnie zdjętym z krzyża zanim życie z Niego uszło. Uczyniliby z tego cudu magiczną iluzję, jak to wcześniej uczynili faryzeusze, przypisując Jego dzieła Belzebubowi; i nie staliby się lepsi ani bardziej religijni przez Jego widok, podobnie jak zwykli ludzie przez opowieści o zjawach i czarownicach – konkluduje Newman.

 

 

 

za: Głos Luksemburga 

 

 

Justyna Majewska-Michy


organizator sympozjów naukowych i debat o charakterze ekumenicznym; niezależny publicysta; członek Polskiego Towarzystwa Historycznego; specjalizuje się w tematyce poświęconej Kościołowi anglikańskiemu i osobie Johna Henry’ego Newmana; jej drugim domem jest Francja; to kolejny artykuł Autorki na filipini.eu