Aktualności,  ON-LINE,  Oratorium Domowe

Newman – święty dla nas, inspiracja 32

 

św. Jan Henryk kard. Newman COr

Grzechy niewiedzy i słabości

„Kazania parafialne”, tom I, Kazanie 7.

„Przystąpmy z sercem prawym, z wiarą pełną, oczyszczeni na duszy od wszelkiego zła świadomego i obmyci na ciele wodą czystą.” (Hbr 10, 22)

 

Pośród powodów, które mogą zostać przypisane przestrzeganiu modlitw w wyznaczonych godzinach znajduje się jeden zupełnie oczywisty, a być może jednak nie rozważany z uwagą i nie wykorzystywany tak, jak powinien. Mam na myśli konieczność oczyszczania się od czasu do czasu przez grzeszników z ciągle gromadzącej się winy, obciążającej ich sumienia. Ciągle grzeszymy, a chociaż Chrystus umarł raz za wszystkich, by uwolnić nas od naszej kary, to jednak nie jesteśmy ułaskawieni raz na zawsze, ale zgodnie z tym na ile i kiedy wypraszamy ów dar. Poprzez modlitwę bierzemy go w posiadanie, ale tylko na jakiś czas, nie na zawsze. Wina zostaje zaciągnięta ponownie i ponownie musi zostać objęta żalem i zmyta. Nie jesteśmy w stanie jednym aktem wiary znaleźć się na zawsze w łasce Bożej. Nasza niecierpliwość co do ostatecznego usprawiedliwienia jest przekraczaniem Jego woli, kiedy nakazano nam prosić tylko o chleb powszedni.[1] Cały czas znajdujemy się w położeniu Izraelitów, a choć nie składamy ofiar, ani nie przestrzegamy dosłownie obmyć według Prawa, to jednak ciągle potrzeba nam okresowej odnowy owych błogosławieństw, które wcześniej zostały przekazane w pewnej mierze przez prawa mojżeszowe, a chociaż otrzymujemy od Boga dużo doskonalsze dary niż Żydzi, i to bardziej duchowym zrządzeniem, to jednak ciągle potrzebujemy środków służących przystępowaniu do Niego oraz środków do podtrzymywania nas w usprawiedliwieniu, które po raz pierwszy otrzymaliśmy na chrzcie. O tym przypomina nam nasz biblijny tekst. Jest on adresowany do chrześcijan – do odrodzonych – ale dalekich od tego, by ich odrodzenie oczyściło ich raz na zawsze. Winni oni nieustannie skrapiać swoje sumienia krwią Chrystusa i odnawiać swój chrzest, jakby ciągle stając w obecności Wszechmogącego Boga.

Podejmijmy teraz wysiłek uświadomienia sobie prawdy, której niewielu z nas będzie zdolnych zaprzeczyć w odpowiednich słowach.

1. Najpierw zastanówmy się nad naszą obecną sytuacją, tak jak pokazano nam ją w Piśmie. Chrystus jej nie zmienił pomimo swojej śmierci. Jest ona taka sama, jaką była na początku – mam na myśli nasz stan jako ludzi. Mamy naturę Adama w takim samym sensie jakby odkupienie nie przyszło do świata. Ono przyszło do całego świata, ale świat nie uległ przez to zmianie jako całość. Owa zmiana nie została dokonana i zakończona w Chrystusie. Jesteśmy zmieniani indywidualnie. Rodzaj ludzki jest taki jakim zawsze był – winny – taki jakim był zanim Chrystus przyszedł, z tymi samymi złymi namiętnościami i tak samo zniewoloną wolą. Historia odkupienia, aby być skuteczna, musi zaczynać się z każdym z nas z osobna i być kontynuowana w naszym własnym życiu. Nie jest to dzieło wykonane wieki przed naszym narodzeniem. Nie możemy czerpać korzyści z czynu naszego Zbawiciela, pomimo tego, że jest On Błogosławionym Synem Bożym, tak by dostąpić zbawienia bez wkładu naszej własnej pracy. Mamy bowiem moralność, mamy swoją własną wolę, zaś Chrystus winien zostać ukształtowany w nas [2], aby nas przenieść z ciemności do światła [3], o ile łaskawy zamysł Boga, wypełniony na krzyżu, ma być w naszym przypadku czymś więcej niż tylko kwestią słów – niż nadużytym i zmarnowanym przywilejem. Tak więc świat, widziany oczyma Boga, nie może nigdy stać się mądrzejszy lub bardziej oświecony niż był do tej pory. Nie jesteśmy w stanie wspiąć się na wysiłki naszych przodków. Mamy taką sama naturę, jaką człowiek zawsze miał i musimy zacząć od tego samego punktu, od którego człowiek zawsze zaczynał i wypracowywać nasze zbawienie w ten sam, powolny i wytrwały sposób.

(1). Kiedy się o tym wszystkim myśli, jakże ważne staje się dla chrześcijan żydowskie Prawo! Ważne samo w sobie, ponad wszystkimi w nim odniesieniami do Ewangelii, którą zapowiedziało. Do dnia dzisiejszego wypełnia ono swój pierwotny cel przekonywania człowieka o jego wielkiej winie i słabości. Owe prawne ofiary i oczyszczenia, które teraz są już wszystkie zniesione, ciągle pozostają dla nas dowodem faktu, którego Ewangelia nie zniosła – naszego zepsucia. Niech nikt z nas nie przechodzi z lekkością obok Księgi Kapłańskiej, mówiąc, że zawiera tylko rytuał prawa narodowego. Niech nikt nie studiuje jej tylko okiem krytyka, zadowolonego z połączenia jej w dobrze zorganizowany system z Ewangelią, tak jakby była jedynie proroctwem. Nie – ona do nas przemawia. Czy jesteśmy lepsi niż Żydzi? Czy nasza natura jest mniej nieufna, zmysłowa albo pyszna niż ich natura? Z pewnością w każdym czasie człowiek jest taką samą istotą, o czym mówią nam nawet filozofowie. A skoro tak, ów drobiazgowy rytuał Prawa przedstawia nam obraz naszego codziennego życia. Poświadcza on dobitnie, że ciągle grzeszymy, sugerując, że pokutowanie jest potrzebne we wszystkich, najbardziej trywialnych okolicznościach naszego postępowania, oraz że niebezpieczne dla nas jest, kiedy podążamy naprzód nieostrożnie i bezmyślnie, ufając temu, że już raz dostąpiliśmy przebaczenia – czy to na chrzcie, czy, jak myślimy, w pewnych okresach żalu za grzechy, albo, jak nam się może wydawać, dokładnie w chwili śmierci Chrystusa, tak jakby wówczas cały rodzaj ludzki został naprawdę i w jednej chwili ułaskawiony i wywyższony, albo, co gorsza, jeśli bluźnierczo wątpimy w to, że człowiek kiedykolwiek popadł w przekleństwo i próżno ufamy Bożemu miłosierdziu, bez autentycznego poczucia niedoli i nieustannego zagrożenia grzechem.

Zastanówcie się nad rytuałem sprawowanym w wielki dzień przebłagania [4], a zobaczycie jaka była grzeszność Izraelitów, a stąd też całego rodzaju ludzkiego, w Bożych oczach. Wybierano arcykapłana, by reprezentował najświętszą osobę na całym świecie. Naród sam w sobie był doskonalszy niż reszta świata. To on został wybrany na święty naród, ze świętego narodu – święta rodzina, a z tej rodziny – święta osoba. Był to arcykapłan, który w taki sposób zostawał wyznaczony jako wybrany przedstawiciel całego rodzaju ludzkiego. Jednakże, nawet on nie miał przyzwolenia, pod groźbą śmierci, by wstępować przed przebłagalnię Boga [5], za wyjątkiem tego jednego dnia w roku: wtedy też jednak ani nie w swoich ozdobnych szatach, ani nie bez ofiar za grzechy swoje i ludu, których krew wnosił ze sobą do miejsca świętego.

Lub też rozważcie ofiary konieczne według Prawa za grzechy niewiedzy [6], albo też, co więcej, tylko za dotknięcie czegokolwiek, co Prawo uznawało za nieczyste, lub za chorobę ciała [7] i poznajcie, jak grzeszne muszą być nasze zwyczajne myśli i czyny, pokazane nam takimi, jakimi są poprzez owe zewnętrzne rytualne wykroczenia. Nawet swojego dziękczynienia Izraelici nie mogą ofiarować bez krwawej ofiary, aby je oczyścić [8], albowiem nasze zepsucie dotyczy nie jedynie takiego czy innego czynu, ale naszej natury.

(2). Następnie, odchodząc od Prawa żydowskiego, zauważcie, że w historii upadku Adama Bóg mówi nam wyraźnie, co oznaczały rytuały prawne – że tym, co jest grzeszne jest nasza własna natura. Stąd bierze się doniosłość nauki o grzechu pierworodnym. To bardzo upokarzające i jako takie stanowi jedyne prawdziwe wprowadzenie do przepowiadania Ewangelii. Można bez problemu doprowadzić ludzi do wyznania, że grzeszą, to znaczy, że popełniają grzechy. Wiedzą oni dostatecznie dobrze, że nie są doskonali, a co więcej, że niczego nie robią w sposób idealny. Nie lubią jednak oni, by im mówić o tym, iż ród, z którego się wywodzą, uległ zepsuciu. Nawet ludzie opieszali są pyszni tutaj. Sądzą oni, iż potrafią wykonywać swoje obowiązki, ale tylko nie decydują się, by to czynić. Lubią oni wierzyć, choć to naprawdę dziwne – bo wierząc w ten sposób potępiają samych siebie – że nie potrzebują pomocy. Człowiek musi zajść bardzo daleko w swoim zwyrodnieniu i utracić nawet tę fałszywą niezależność umysłu, która często stanowi zamiennik prawdziwej religii, prowadzącej ku wysiłkowi, by żyjąc w grzechu, pewnie i z zadowoleniem trzymać się zdania, że urodził się do grzechu. A o wiele bardziej ci, którzy są pracowici i aktywni nie lubią, by im wmawiać, że czegokolwiek by nie robili, we wszystkich ich czynach i wyobrażeniach jest skaza zepsucia. Wiemy, jak bardzo ludzie wstydzą się prostego urodzenia albo niechlubnego pokrewieństwa. Oto rodzaj wstydu narzucony każdemu synowi Adama. „Zgrzeszył twój pierwszy ojciec” [9] – oto napis na naszych czołach, którego nawet znak Krzyża nie wymazuje całkowicie, pozostawiając jego ślad. Oto nasz wstyd. Dostrzegam w nim jednak nie tyle upokarzającą myśl, co perspektywę odciśnięcia w waszych sumieniach poczucia konieczności stawania przed Bogiem o określonych porach, aby odłożyć na bok owo ciągle odnawiające się poczucie winy z powodu waszej natury. Któż ośmieli się trwać dzień po dniu w lekceważeniu wobec szczerej modlitwy i Komunii Świętej, podczas gdy każdy dzień przynosi swój własny straszny ciężar, nadchodzący jakby spontanicznie, wyłaniający się z naszej własnej natury, ale nie dający się usunąć bez dobrowolnych i bezpośrednich aktów wiary we Wspaniałą Ofiarę, która została ustanowiona dla jego zgładzenia?

(3). Dalej, spójrzcie w swoje własne dusze, bracia moi, i popatrzcie, czy nie jest tak, że nie potraficie rozpoznać pewnej części prawdy w stwierdzeniach Pisma, które próbowałem wam przedstawić. Przypomnijcie sobie złe myśli różnego rodzaju, które atakowały wasze umysły jak strzały. One właśnie staną się dowodem na nieczysty i odrażający charakter waszej natury. To prawda, że pochodzą one od waszego przeciwnika, diabła, zaś szczególne okoliczności, w jakich ich doświadczacie, nie stanowią żadnego dowodu waszej grzeszności, bo nawet Syn Boży, wasz Zbawiciel, cierpiał z powodu pokus co do nich. Jednakże, nie bardzo możecie zaprzeczyć, że są one przez was przyjmowane na tyle dobrowolnie i z chętnym sercem, że można wykazać, że Szatan kusi was poprzez waszą naturę, a nie wbrew niej. Co więcej, niech tak będzie, że pochodzą one na początek z zewnątrz, ale czy nie czynicie ich swoimi własnymi? Czy ich nie zatrzymujecie? Czy też raczej niecierpliwie otrząsacie się z nich ze zgorszeniem? Jeśli nawet je odrzucacie, to jednak czyż nie odpowiadają one celom Szatana, by rozpalić wasze umysły w tym momencie, a tym samym nie dowodzą, że materia, z jakiej są one utworzona, jest zepsuta? Czyż, na przykład, nie rozwodzicie się nad myślą o bogactwie i splendorze aż do chwili, gdy zaczynacie pożądać tych dóbr doczesnych? Albo czy nie pozwalacie sobie, nawet jeśli tylko na chwilę, być zawistnym, niezadowolonym, lub też zagniewanym, próżnym, nieczystym lub pysznym? Ach! Któż więc może oszacować skażenie z jednego tylko dnia, plugawienie się tylko dotykaniem martwego ciała grzechu, które odrzuciliśmy na chrzcie, ale które jest do nas przywiązane dopóki tutaj żyjemy i stanowi środek ataków naszego wroga na nas! Ślad śmierci znajduje się w nas i z pewnością zostaniemy zduszeni przez otaczającą nas zarazę, chyba, że Bóg zechce oczyszczać nas każdego dnia.

2. Ponownie zastanówmy się nad grzesznymi przyzwyczajeniami, które dodaliśmy do naszej grzesznej natury zanim zwróciliśmy się do Boga. Oto kolejne źródło trwałego skalania. Zamiast kontrolować pierwiastki zła w sobie, być może pobłażaliśmy im przez lata, a one naprawdę wydają owoc aż do śmierci. W ten sposób grzech Adama wzmógł się i pomnożył w nas. Była zmiana, ale na gorsze, nie na lepsze, a nowa natura, jaką zyskaliśmy, daleka od duchowej, dwukrotnie bardziej przypominała dziecko piekła niż tę naturę, z jaką się urodziliśmy. Zatem, kiedy wreszcie weszliśmy na lepsza drogę, jakaż skomplikowana praca na nas czekała, aby się zmienić! A jakkolwiek długo byśmy nad tym nie pracowali, jakże wiele nieświadomego i nieuniknionego grzechu, skutku przeszłych wykroczeń, zostaje wyrzuconych z naszego serca dzień po dniu dzięki sile naszego myślenia i działania! Zatem, poprzez grzechy naszej młodości władza cielesna jest wykorzystywana przeciwko nam, jako druga twórcza zasada zła, wspierająca złośliwość diabła – Szatan z zewnątrz, a nasze serca z wewnątrz, nie tylko biernie, poprzez rozniecanie pokusy, ale obmyślając zło i mówiąc wyraźnym głosem surowe rzeczy przeciwko Bogu, czy tego chcemy, czy nie! W ten sposób lata minione działają na przekór nam w występkach dzisiejszych, a w naszym charakterze ujawniają się poważne niekonsekwencje. Bardzo potrzeba nam nieustannie błagać Boga o wybaczenie naszych przeszłych wykroczeń, które ciągle żyją pomimo naszej skruchy i same z mocą działają na niekorzyść naszych dobrych myśli, słabo poddając się wpływowi owej młodej zasady wiary, mocą której z nimi walczymy.

3. Dalej, zwróćmy uwagę ile grzechów związanych jest z naszym posłuszeństwem – mogę to powiedzieć na podstawie samej tylko konieczności trwania w takim stanie – to znaczy na podstawie braku owej bardziej żywiołowej i wyraźnej wiary, która umożliwiłaby nam bezbłędnie rozpoznać i ściśle się kierować drogą życia. Przypadek Żydów będzie przykładem tego, co mam na myśli. Istniały przepisy doskonałego Prawa Bożego, na których przestrzeganie nie naciskano, ponieważ przewidywano, że nie byłyby przyjęte tak jak naprawdę powinny, czy też, że Żydzi nie pojęliby ich w praktyczny sposób i nie podporządkowaliby się prosto i szczerze. My, chrześcijanie, z tak samo pełnymi zła sercami jakie mieli Żydzi, w większości tak samo niewyrobieni w świętych praktykach, mamy jednakże doskonałe Prawo. Jesteśmy zobowiązani do wzięcia i stosowania wszystkich wskazówek Nowego Testamentu, choć należy wyjaśnić, że w zasadzie wiele z nich wykracza poza nasze pojęcie. Mówię o bieżącym stanie sprawy i nie będę robił dygresji, by pytać dlaczego, albo w jakich okolicznościach spodobało się Bogu zmienić swój sposób postępowania z człowiekiem. Jest bowiem tak, że duchowny, sługa Chrystusa, ma nauczyć Jego grzesznych ludzi doskonałego posłuszeństwa, a nie wie jak się za to zabrać, albo jak kłaść nacisk na dane przykazanie, tak aby nie dopuścić do niezrozumienia lub nadużywania go. Widzi on ludzi działających w oparciu o prymitywne motywy i poglądy, i uważa za niemożliwe wzniesienie ich umysłów na raz, pomimo tego, że orzeczenia Prawdy są jasne. Czuje on, że ich dobre uczynki mogą być wykonywane w dużo lepszy sposób. Istnieją niezliczone drobne okoliczności, dotyczące ich sposobów postępowania, które go obrażają, takie jak insynuowanie słabej wiary, przesądy oraz ciasne cielesne poglądy. Jest on zobowiązany, by pozostawić ich samym sobie, w nadziei, że mogą się ogólnie poprawić i przezwyciężyć swoją obecną słabość i jest on często zakłopotany tym, czy ich chwalić czy winić. Tak samo jest z nami wszystkimi, duchownymi oraz ludem, tak samo jest z najbardziej zaawansowanymi w doskonałości chrześcijanami, dopóki pozostają w ciele, a Bóg to widzi. Jakież źródło ciągłego kalania się jest tutaj – nie tylko pomijanie tego, co mogłoby zostać dodane do naszego posłuszeństwa, ale powód do jednoznacznego wykroczenia w Oczach Wiecznej Czystości! Któż nie jest poirytowany kiedy próbuje wykonać zadanie, które jest ponad jego siły? Ale czyż jest to usprawiedliwienie dla miernych efektów gdy zadanie przekracza człowieka? Taki jest nasz stan – winniśmy służyć Bogu z doskonałym sercem – podniosła praca – zadanie, którego wykonanie zostaje upośledzone przez nasz grzech. A kiedy usiłujemy się go podjąć, z uwagi na konieczność naszych starań, jakże nędznie musi to wyglądać w oczach aniołów! Jakże żałosne jest nasze postępowanie i wbrew wszystkiemu, jakże grzeszne! Jeśli kochalibyśmy Boga bardziej z serca i służyli Mu od naszej młodości, nie bylibyśmy w takiej sytuacji. Tak więc, nasze własne powołanie, jako stworzeń oraz jeszcze raz, jako wybranych dzieci Boga i ludzi wolnych według Ewangelii, poprzez naszą grzeszność staje się naszym wstydem, bo nakłada na nas obowiązki i nadaje nam przywileje, które są poza naszym zasięgiem. Usiłujemy podjąć się wielkich rzeczy, mając pewność tego, że zawiedziemy, a równocześnie poczucie konieczności próbowania, więc tak długo jak podejmujemy próbę, potrzebujemy ciągłego wybaczania porażki związanej z próbą. Stoimy przed Bogiem tak, jak Izraelici podczas paschy Ezechiasza, który pragnął służyć Bogu zgodnie z Prawem, lecz nie mógł tego uczynić w sposób doskonały z powodu braku wiedzy [10], a możemy jedynie ofiarować poprzez naszego Najwyższego Kapłana naszą szczerość i poważne nastawienie zamiast wzorowego posłuszeństwa, tak samo, jak to uczynił dla ludu Ezechiasz. „Panie, który jesteś dobry, racz odpuścić każdemu, Kto swoje serce skłania do szukania Boga, Pana, Boga swoich ojców, choć nie jest tak czysty, jak należy, aby obcować z tym, co święte” [11], to znaczy, nie wypełnia w pełni obowiązków powołania.

A jeśli takie mają być niedoskonałości, nawet utwierdzonego chrześcijanina, w jego zwyczajnym stanie, jakże wielkie muszą być penitenta, który dopiero co niedawno rozpoczął służbę Bogu? Albo człowieka młodego, który pozostaje ciągle pod wpływem nieokiełznanej wyobraźni lub też jest zdominowany przez namiętności? Albo bardzo przygnębionego ducha, którego Szatan wiąże cielesną przypadłością, albo rzuca tam i z powrotem w natłoku wątpliwości i niezdecydowania? Niestety! Jakże niszczone jest ich sumienie poprzez myśli, mało tego – słowa – w każdej chwili! Jakże niewyrażalnie konieczne jest dla nich, by ulżyć sobie w doświadczeniu zła, które obciąża ich serca, przybliżając się do Boga z pewnością wiary i obmywając swoje winy poprzez pokutę, którą On wyznaczył!

Wszystko, co powiedziałem jest dla was wezwaniem, bracia moi, przede wszystkim, do codziennej osobistej modlitwy. Następnie, jest to wezwanie, by wziąć udział we wspólnym nabożeństwie kościelnym, nie tylko raz w tygodniu, ale kiedykolwiek istnieje okazja, wiedząc, że wasz Odkupiciel jest obecny w sposób szczególny tam, gdzie dwóch lub trzech zebranych jest razem [12]. Następnie, jest to szczególne wezwanie dla was, aby uczestniczyć w celebracji Wieczerzy Pańskiej, poprzez której błogosławione obrzędy prawdziwie dostępujemy życia duchowego, stanowiącego cel naszych codziennych modlitw. Ciało i Krew Chrystusa dają siłę i skuteczność naszej codziennej wierze i żalowi za grzechy. Przyjmijcie takie właśnie spojrzenie na Wieczerzę Pańską – jako na wyznaczony środek uzyskania tego wspaniałego błogosławieństwa, którego potrzebujecie. Codzienne modlitwy chrześcijanina wypływają z i odnoszą się do jego uczestnictwa w niej. Chrystus umarł raz, dawno temu – poprzez udział w Jego Sakramencie odnawiacie śmierć Pana, przyjmujecie do samych siebie tę ofiarę, która zgładziła grzechy świata, dostępujecie udziału w wynikających z niej korzyściach, chociaż spożywacie ją pod postaciami chleba i wina. Te zewnętrzne znaki są po prostu środkami niewidzialnej łaski. Nie oczekujecie, że uda wam się podtrzymać wasze życie biologiczne bez pożywienia – bądźcie tak samo racjonalni w waszych troskach duchowych, jak jesteście w doczesnych. Postrzegajcie konsekrowane postacie jako konieczne, z Bożą łaską, dla waszego ciągłego uświęcenia, traktujcie je jako sprawę zbawienia waszych dusz. Dlaczego bardziej dziwi to, że Bóg mógłby działać poprzez środki służące zdrowiu duszy, niż to, że mógłby przeznaczyć je dla podtrzymania życia cielesnego, dla którego je przecież ustanowił? To brak wiary, żeby myśleć, iż to, czy przyjmujecie Komunię, czy też nie, nie ma znaczenia dla waszego dobra duchowego. A jest czymś gorszym niż brak wiary, jest skrajnym brakiem rozsądku i zatwardziałością nie dostrzegać stanu śmierci i zepsucia, w jaki nieustannie wpadacie, jeśli zostajecie pozostawieni samym sobie. Dziękujcie raczej Bogu, że choć jesteście grzesznikami, zamiast zostawić wam poprzez swego Syna jedynie ogólną obietnicę życia, która skierowana jest do wszystkich ludzi, pozwolił wam – każdemu z osobna – przyjąć tę obietnicę do siebie, dając wam w ten sposób uniżoną nadzieję, że wybrał was spośród świata do zbawienia [13].

Na koniec, przez cały czas przemawiałem, zwracając się do prawdziwych chrześcijan, którzy podążają wąską drogą i mają nadzieję nieba. Tych jednak jest „mało”. Czy nie ma tutaj nikogo spośród owych „wielu” [14], którzy idą szeroką drogą i odczuwają ciężar wszystkich swoich grzechów, począwszy od chrztu? Czy raczej nie jest prawdopodobne, że w tym zgromadzeniu są ludzie, którzy, choć wymieszani z ludźmi Boga, nie dostąpili przebaczenia i gdyby teraz umarli, pomarliby w swoich grzechach? Najpierw, niech ci, którzy lekceważą Komunię Świętą zapytają sami siebie czy to nie jest ich stan, niech zastanowią się nad tym, czy pośród znaków, poprzez które dane nam jest sprawdzać nasze położenie, może być jakiś straszniejszy dla sumienia człowieka niż taki, że pomija on to, co zostało wyznaczone jako zwykły środek jego zbawienia. Oto prosty sprawdzian, co do którego nikt nie może oszukać samego siebie. Następnie jednak, niech ucieknie się człowiek do dokładniejszego badania swojego sumienia i niech się zapyta sam siebie czy, jak mówi tekst Pisma, „przystępuje do Boga z sercem prawym”, to znaczy, czy pomimo swoich modlitw i praktyk religijnych, nie ma w nim jakiś skrytych, nieodpartych żądz, które sprawiają, że jego pobożność staje się szyderstwem w oczach Bożych i utrzymuje go w jego grzechach; czy nie jest on tak naprawdę pusty, stając się religijny tylko o tyle, o ile jego przyjaciele sprawiają, że taki się wydaje, albo lekkomyślny i płytki w swojej religijności, pozostając w niewiedzy co do głębi swojej winy, opierając się zarozumiale na swojej niewinności, jak sądzi, i Bożym miłosierdziu; czy nie jest nastawiony na korzyść, podporządkowując się Bogu tylko o tyle, o ile służba Jemu nie kłóci się z jego służbą mamonie; czy nie jest niemiły, źle usposobiony, bezlitosny, pozbawiony współczucia lub arogancki, pewny siebie i spokojny; albo czy nie lubuje się w modach tego świata, które przemijają, żądny przyjaźni ludzi wielkich i obycia w towarzystwie; albo też czy nie poddał się jakiemuś pochłaniającemu dążeniu, które czyni go niezdolnym do myślenia o jego Bogu i Zbawcy.

Każde jedno dobrowolne przyzwyczajenie do grzechu czyni człowieka niezdolnym do przyjęcia darów Ewangelii. Wszystkie tego typu stany umysłu są straszliwymi objawami istnienia jakiegoś umyślnego grzechu w naszych sercach i proporcjonalnie do tego, gdy śledzimy takie przejawy w naszym postępowaniu, lękamy się, byśmy nie zostali potępieni.

Zatem, przystąpmy wszyscy do Boga, wyznając, że nie znamy samych siebie, że jesteśmy winni dużo bardziej, niż jesteśmy to w stanie zrozumieć i że możemy jedynie nieśmiało mieć nadzieję, bez określania z pewnością, że posiadamy szczerą wiarę. Pocieszajmy się trwaniem w stanie łaski, choć nie mamy żadnej pewności zbawienia. Błagajmy Go, by nas oświecił i pocieszył, by przebaczył nam wszystkie nasze grzechy, pouczając nas o tych, których nie widzimy i uzdolnił nas do ich przezwyciężenia.

 

tłumaczenie: Marcin Kuczok

Przekład ukazał się drukiem w „Oratoriana” 81 (2015), s. 96-108 (ISSN 2080-105X)

 

[1] Zob. Mt 6, 11 (przyp. tłum.).
[2] Zob. Ga 4, 19 (przyp. tłum.).
[3] Zob. Kol 1, 13-14 (przyp. tłum.).
[4] Zob. Kpł 16. Rytuał dnia przebłagania obejmował przywdzianie przez kapłana specjalnej lnianej szaty, wybranie za pomocą losu jednego z dwóch kozłów ofiarnych dla Pana i złożenie go w ofierze. Następnie kapłan składał cielca jako ofiarę za swoje własne grzechy, a potem ofiarował kozła za grzechy ludu i skrapiał jego krwią Namiot Spotkania, Miejsce Najświętsze i ołtarz. Następnie drugi z kozłów, który pozostał przy życiu, zostawał obciążony wszystkimi winami Izraela i wypędzony na pustynię, uwalniając w ten sposób Izrael od grzechów (przyp. tłum.).
[5] Zob. Wj 25, 17. Jak podaje w przypisie Biblia Tysiąclecia, przebłagalnia (hebr. kapporet, gr. hilasterion) to złota płyta, znajdująca się na Arce Przymierza – miejsce, skąd Bóg przemawia do Mojżesza i zarazem jakby narzędzie odpuszczania grzechów (przyp. tłum.).
[6] Kpł 5 (W wersetach 17-19 czytamy: „Jeżeli kto zgrzeszy, czyniąc coś przeciwnego przykazaniom Pana, nie będąc tego świadomy, i stanie się winny, i popełni przestępstwo, to przyniesie kapłanowi baranka bez skazy, wziętego spośród drobnego bydła, według twojego oszacowania, jako ofiarę zadośćuczynienia. Wtedy kapłan dokona przebłagania za jego winę, którą tamten zaciągnął przez nieuwagę, nieświadomie, i będzie mu grzech odpuszczony. To jest ofiara zadośćuczynienia, bo naprawdę zawinił wobec Pana.” – przyp. tłum.).
[7] Kpł 5, 2-6; 14, 1-32 (Za nieświadome dotknięcie się padliny małych zwierząt, nieczystości ludzkiej lub rzeczy, która może uczynić człowieka nieczystym, a także jeśli człowiek nieświadomie przysięga na dobro i na zło oraz jeśli przez nieuwagę przywłaszczy sobie rzeczy poświęcone Panu, należało złożyć ofiarę przebłagalną. Podobnie ofiarę należało złożyć po uzdrowieniu z choroby trądu – przyp. tłum.).
[8] Zob. Kpł 7, 11-21 (przyp. tłum.).
[9] Zob. Iz 43, 27 (przyp. tłum.).
[10] Zob. 2 Krn 30, 18: „Wielka bowiem część narodu, zwłaszcza wielu z pokolenia Efraima, Manassesa, Issachara i Zabulona nie oczyściła się, jedli bowiem baranka paschalnego niezgodnie z przepisami.” Ezechiasz pragnął odnowić kult po latach niewłaściwego przestrzegania Prawa (przyp. tłum.).
[11] 2 Krn 30, 18-19 (Tłumaczenie cytatu podano za Biblią Warszawską, gdyż lepiej oddaje sens myśli Newmana niż przekład z Biblii Tysiąclecia).
[12] Zob. Mt 18, 20 (przyp. tłum.).
[13] Zob. Ef 1, 4 (przyp. tłum.).
[14] Zob. Mt 7, 13-14 (przyp. tłum.).