Aktualności,  ON-LINE,  Oratorium Domowe

Newman – święty dla nas, inspiracja 57

 

 

Rady Newmana dla każdego

 

Isaac Withers

tłumaczenie: s. Anna Musiał RSCJ

 

Od 1828 do 1843 roku John Henry Newman był wikariuszem w kościele uniwersyteckim St. Mary’s w Oksfordzie, gdzie regularnie wygłaszał kazania. Kazania te zapoczątkowały tzw. Ruch Oksfordzki i wywołały sensację w środowisku uniwersyteckim i w całym kraju. Pozostają one jednymi z najbardziej wpływowych kazań, jakie kiedykolwiek słyszano w świecie anglojęzycznym. Na szczęście zachowały się pełne teksty tych nauk, dzięki czemu możemy nadal kierować się radami Newmana w wielu kluczowych kwestiach moralności i duchowości. Wszystkie fragmenty w tym artykule pochodzą z Kazania XXVI: „Chrześcijańskie człowieczeństwo”.


Stać się przybranym dzieckiem Ducha Świętego

Jan Henryk Newman rozpoczyna swoje rozważania o chrześcijańskim człowieczeństwie od znanego wersetu biblijnego: Gdy byłem dzieckiem, mówiłem jak dziecko, czułem jak dziecko, myślałem jak dziecko. Kiedy zaś stałem się mężem, wyzbyłem się tego, co dziecięce. (1 Kor 13,11)

Dla Newmana to właśnie Duch Święty przeprowadza nas od duchowej dziecięcości do duchowej dojrzałości. Zwraca uwagę, że kiedy Jezus opuszcza swoich uczniów, „nazywa ich sierotami; dziećmi jak gdyby (…), które jeszcze nie potrafiły same sobą kierować i które wkrótce miały stracić swojego opiekuna”.

Jezus jednak posyła im Ducha Świętego, aby był ich opiekunem. „Tchnął w nich życie Boże i obdarzył ich duchową dojrzałością (…) Odtąd odłożyli rzeczy dziecinne: mówili, rozumieli, myśleli jak ci, których nauczono decydować o sobie”.

Jaką więc różnicę robi posiadanie Ducha Świętego? Cóż… Newman wskazuje na zachowanie uczniów przed otrzymaniem Ducha, aby pokazać, że to właśnie ta siła przemieniła ich w misjonarzy, jakich znamy po Zesłaniu Ducha Świętego, mądrych i zdecydowanych. Pisze tak:

Zanim zstąpił Duch Święty, byli oni tak bezradni i nieświadomi jak dzieci; nie mieli jasnego rozeznania, czego i jak powinni szukać; i byli prowadzeni na manowce przez ich przypadkowe uczucia i długo pielęgnowane uprzedzenia… Czyż nie było to dziecinnym postępowaniem pytać, ile razy powinniśmy przebaczyć, gdy brat zawini wobec nas, jak to uczynił św. Piotr? Albo prosić – jak św. Filip – by ujrzeć Ojca? Albo proponować stawianie namiotów na górze, jak gdyby mieli nie wrócić do kłopotów tego świata? Albo spierać się, kto ma być największy?

Rzucając wyzwanie współczesnemu chrześcijaninowi, Newman wskazuje, że „Duch Święty już dawno wylał się na nas, we wczesnych latach naszego dzieciństwa, a jednak pojawia się poważne pytanie: jak wielu z nas jest tak dalece zaawansowanych w znajomości Prawdy, jak Apostołowie byli przed dniem Pięćdziesiątnicy”.


Oderwanie od świata 

Co ciekawe, kiedy Newman mówi o wzrastaniu w duchowej dojrzałości, nie ma na myśli tylko grzechu, ale zachęca nas do znacznie szerszego zastanowienia się nad naszym stosunkiem do przyjemności, wygody i świata. Po pierwsze, stwierdza, że przyjemności w życiu są dobre.

„Rozważmy nasze zamiłowanie do przyjemności życia. Jestem gotów zgodzić się, by istniała niewinna miłość do świata, niewinna sama w sobie. Bóg stworzył świat (…) i dał nam w nim obfite przyjemności; nie mówię, że przyjemności trwałe, ale jednak, gdy są obecne, są naprawdę przyjemne. Jest rzeczą naturalną, że młodzi powinni patrzeć z nadzieją na perspektywę, która jest przed nimi”.

Jednak szybko wskazuje również na rzeczy, które nie są niewinne i które powstrzymują nas przed duchowym wzrostem. „Zamiłowanie do szukania poklasku jest jedną z nich: jesteśmy próżni w naszych talentach, w naszych sukcesach, w naszym bogactwie czy wobec naszego wyglądu; odkrywamy naszą słabość w wielomówstwie, w miłości do rządzenia czy nadmiernej trosce o ubranie.

Wszystkie one wydają się być związane z ego i naszym poczuciem własnej ważności, które, jak ma nadzieję Newman, chrześcijanie powinni „porzucać w miarę jak wzrastają w łasce”. Wydaje się, że są to również rzeczy, które wiążą się z wygodnym życiem, a Newman zachęca nas, byśmy wznosili się wyżej niż to, co świat materialny ma nam do zaoferowania. „Nasz skarb nie jest tutaj, lecz w niebie z Tym, który tam wstąpił, abyśmy wiedzieli, że mamy do dźwigania krzyż naśladując Tego, który najpierw cierpiał, zanim zwyciężył.”

Newman dostrzega problem wtedy, gdy to, co materialne i wygodne, zajmuje pierwsze miejsce w życiu chrześcijańskim.

„Nie powiedziałem ani słowa przeciwko umiarkowanemu i wdzięcznemu korzystaniu z dóbr tego świata, kiedy one rzeczywiście pojawiają się na naszej drodze; ale przeciwko gorącemu pragnieniu ich, szukaniu ich i przedkładaniu ich nad sprawiedliwość Bożą, co dzieje się powszechnie.”

Ostatecznie, jak mówi, po otrzymaniu Ducha Świętego, dojrzały chrześcijanin stara się „zerwać ze światem i skoncentrować się na religii jako najważniejszej”. Nie chce jednak, abyśmy postrzegali zerwanie ze światem jako akt negatywny, ale jako akt przyjęcia wiecznej perspektywy życia.

„Chrystus każe ci porzucić świat, ale czyż wtedy świat nie porzuci wkrótce i ciebie? Czy możesz go zachować, będąc jego niewolnikiem? (…) Czego żąda od ciebie twój Pan, jak nie tego, byś patrzył na wszystkie rzeczy takimi, jakimi są naprawdę, byś uważał je jedynie za Jego narzędzia i wierzył, że dobro jest dobre, ponieważ On tego chce”.


Nie żyj religią opartą tylko na zasadach

Newman mówi dalej, że dojrzała wiara nie może polegać jedynie na posłuszeństwie temu, co łatwe w naszej religii, czy na wypełnianiu obowiązków, ale raczej, że nasza wiara musi być pasją, która nas przynagla.

„Bardzo często zdarza się, że chrześcijanie odnajdują istotę religijnego posłuszeństwa w kilku skromnych obrzędach lub szczególnych nakazach moralnych, których łatwo przestrzegać i które uważają za stosowne nazywać wyrzeczeniem się świata, a następnie… gratulują sobie sukcesu i potępiają innych, którzy nie podążają dokładnie po tej samej linii drobnych praktycznych zasad, które oni przyjęli”.

Dla Newmana dojrzała wiara nigdy nie może być tylko odhaczeniem listy publicznych obowiązków. Podkreśla, że Jezus właśnie z tą kwestią mierzy się w historii bogatego młodzieńca. „Pismo święte mówi, że go umiłował, tj. litując się i nie potępiając surowo jego przewidywań dotyczących szczęścia płynącego z bogactwa i władzy, ale jednocześnie nie ukrywając przed nim ofiary z tego wszystkiego, którą musi złożyć, jeśli chce być doskonały, to znaczy człowiekiem, a nie zwykłym dzieckiem z Ewangelii. Bogaty młodzieniec spełniał wszystkie kryteria wiary, ale nie mógł zostawić swojego bogactwa, aby pójść za Jezusem. Jednak Newman szybko stwierdza, że: „Bez wątpienia nasz Pan obchodzi się z nami łagodnie”.


Nie wolno stać w miejscu! 

Instrukcja, która ma sens na naszej drodze do świętości – nie może być miejsca na stanie w miejscu!
„Czas płynie powoli, nie stojąc w miejscu, od narodzin do wieku dojrzałego, podobnie więc nasze umysły, choć powoli formowane do miłości Chrystusa, wciąż muszą się kształtować. Gdy ludzie są dojrzali w latach, a pozostają „dziećmi na poziomie rozumu”, wtedy są nie do zniesienia, ponieważ osiągnęli swój wiek, a wciąż nie są we właściwym miejscu. Wtedy zdarza się, że ambicje, błahe dążenia i rozrywki, namiętne pożądliwości i wielkie oczekiwania oraz robienie czegoś na pokaz, są w swej istocie grzeszne, ponieważ są popełniane świadomie.”


Wreszcie, nie bójcie się! 

„Nie bójcie się! – jest to tylko ból od czasu do czasu i walka; porozumienie ze sposobem waszego patrzenia i post na pustyni, trochę spokojnej i zwyczajnej czujności oraz wysiłek serca, aby być posłusznym, a wszystko będzie dobrze. Nie bójcie się! On jest pełen łaskawości i przeprowadzi was, krok po kroku. On nie odsłania, dokąd was prowadzi, bo moglibyście się przestraszyć, gdybyście zobaczyli od razu całą perspektywę… Podążajcie za Jego planem, nie wybiegajcie z niepokojem w przyszłość, ale patrzcie pod nogi, „aby nie zboczyć z drogi”. Niezłomnie wierzę, że macie nadzieje, których nie możecie porzucić, a które obecnie was wspierają. Niech tak będzie! To, czy one się spełnią, czy nie, jest w Jego ręku”.

 

 

za: