Aktualności,  ON-LINE,  Oratorium Domowe

Newman – święty dla nas, inspiracja 72

 

 

Nasz nowy święty: John Henry Newman

o. Brendan Thomas OSB

 

tłumaczenie: s. Anna Musiał RSCJ

 

„Nie proszę, aby dostrzegać, nie proszę, aby wiedzieć. Proszę jedynie, aby się mną posłużono”.

W Belmont świętowaliśmy moment, ogłoszenia przez papieża Franciszka nowego świętego dla Kościoła w Anglii, Jana Henryka Newmana. W weekend, kiedy odbywała się kanonizacja, stali diakoni z archidiecezji Birmingham byli z nami na rekolekcjach.

Przy okazji tej kanonizacji nasuwa się pytanie: dlaczego Newman? W czym tkwi jego wielkość? Co zaważyło: czy jego wykłady jako profesora, czy ciepło i człowieczeństwo jako duszpasterza? Czy raczej odwaga człowieka poszukującego prawdy kosztem osobistych korzyści? Czy jako człowiek wielkich przyjaźni, który nawet przy bolesnym rozstaniu z przyjaciółmi, zachował wielką sympatię dla tych, których pozostawił? Jak sam mówił, chciał być „ogniwem w łańcuchu, pomostem między ludźmi, aniołem pokoju, kaznodzieją prawdy na właściwym miejscu”. Był tym wszystkim i wiele więcej!

Książę Karol, pisząc wspaniały hołd dla nowego świętego w Osservatore Romano, docenił sposób, w jaki Newman z szacunkiem angażował się w publiczną i prywatną debatę:

„W epoce, w której żył, Newman stanął w obronie życia duchowego przeciwko siłom, które deprecjonują godność każdej osoby i ludzki los. W czasie, kiedy osiągnął świętość, jego przykład jest potrzebny bardziej niż kiedykolwiek: potrafił bronić się bez zarzutów, mając odmienne zdanie nie okazywał pogardy, a przede wszystkim postrzegał różnice jako miejsce spotkania, a nie wykluczenia.” Pochwalił także jego teologię anglikańską i katolicką za „niezmąconą niczym uczciwość, bezwzględną precyzję i oryginalność myśli.

Jaka zatem jest oryginalność jego myśli i dlaczego ludzie mówią, że jest nie tylko świętym, ale i nowym Doktorem Kościoła? Dlaczego jest uważany za wczesnego ojca Soboru Watykańskiego II?

Jako anglikański ksiądz i naukowiec zagłębiał się w tradycję Kościoła, z szacunkiem dla Słowa Bożego i jego wielkich interpretatorów, Ojców Kościoła. Kiedy jednak doszedł do przekonania, że ​​„zanurzyć się głęboko w historii, to przestać być protestantem”, mógł jedynie szukać komunii z Kościołem katolickim, prowadzonym przez „łagodne światło” Ducha Świętego, a szukając prawdy, proponował nie tyle nowe rzeczy, co odkryte wieczne prawdy, które zostały na wpół zapomniane i sprawił, że ponownie zabłysły.

To, co znalazł w Kościele, nie było antykwariatem ze starożytnymi skarbami, które należy nostalgicznie szanować i strzec. To, co odnalazł w Kościele, to żywe ciało trwające przez historię, którego wiara się nie zmienia, ale którego oblicze rozwija się i pogłębia. Widzimy rzeczy w sposób nowy, widzimy rzeczy wyraźniej, z czasem prawdy wiary stają się coraz jaśniejsze.

W wielkim dziele teologii historycznej Newmana, w jego Eseju o rozwoju doktryny chrześcijańskiej, powiedział, że „żyć to zmieniać się, a być doskonałym to zmieniać się często”. Zastanawiając się nad tym, ówczesny kardynał Ratzinger powiedział o sobie: „właśnie zmieniając się, starałem się pozostać wierny temu, co zawsze było bliskie memu sercu”. Jak zauważył kardynał Claudio Hummes, „to posuwanie się naprzód sprawia, że ​​Kościół jest wierny swojej prawdziwej tradycji”. Newman przypomina nam, że Kościół kroczy poprzez historię, a wiara jest czymś dynamicznym. Nie jesteśmy antykwariatem polerującym skarby przeszłości, a Kościół nie jest zanurzony w formalinie.

Ale dlaczego pewien angielski prałat rzymski w czasie jego nawrócenia nazwał Newmana „najbardziej niebezpiecznym człowiekiem w Anglii?”. Częściowo z powodu jego poparcia wśród świeckich, o których prałat uważał, że powinni trzymać się polowania, strzelania i rozrywki. Świeccy są w sercu Kościoła, odpowiadał Newman, i zachowywali wiarę w czasach historycznych, kiedy biskupi ją zgubili. „Zawsze – nalegał Newman – świeccy byli miarą ducha katolickiego”.

Kiedyś, podczas dyskusji o świeckich, arcybiskup Ullathorne z pogardą zapytał Newmana: „Kim są świeccy?” Newman zapisał w swoim dzienniku to, co chciałby powiedzieć w odpowiedzi: „Mój panie! Bez nich Kościół wyglądałby raczej głupio”. W wykładzie na temat katolików w Anglii powiedział: „Chcę świeckich, nie aroganckich, nie pochopnych w mowie, nie kłótliwych, ale ludzi, którzy znają swoją religię, którzy ją pogłębiają, którzy wiedzą, na czym stoją… którzy znają swoje CREDO tak dobrze, że mogą z niego zdać relację, którzy znają historię na tyle, że potrafią jej bronić. Chcę inteligentnego, dobrze wykształconego laikatu…”

Pod koniec życia Newmana odwiedził go arcybiskup Ullathorne, a kiedy odchodził, Newman ukląkł u jego stóp i poprosił o błogosławieństwo, mówiąc, że jego własna słaba praca dla Kościoła jest niczym w porównaniu z pracą Ullathorne’a. „Czułem się mały w jego obecności. – powiedział Ullathorne – W tym człowieku jest święty”.

Newman modlił się przed Najświętszym Sakramentem: „Nie proszę, aby dostrzegać, nie proszę, aby wiedzieć. Proszę jedynie, aby się mną posłużono”. Nie modlił się, by widzieć odległe widoki, ale by zrobić kolejny konieczny krok. Jest to modlitwa, którą możemy uczynić naszą własną.

Edward Elgar skomponował muzykę do znanego wiersza Newmana Sen Geroncjusza. Cudownie jest słuchać, jak wplótł urywki śpiewu mnichów w swoją oprawę muzyczną wielkiego poematu Newmana, ich pieśń dodała kolorytu całemu dziełu. Teraz, gdy anielskie twarze uśmiechają się i radują w niebie z nowego świętego, możemy powtórzyć ich odwieczny hymn: „Niech będzie chwała Najświętszemu Bogu na wysokości, a w głębinach niechaj będzie uwielbiony. Najwspanialszy we wszystkich swoich słowach, najpewniejszy na wszystkich swych drogach!”

 

za: