Aktualności,  ON-LINE,  Oratorium Domowe

Newman – święty dla nas, inspiracja 84

Ołtarz Adoracji – Międzynarodowe Centrum Modlitwy o Pokój w Medjugorje

 

 

Pokora i Wcielenie: 
nauka św. Johna Henry Newmana 

Cole de Santis

 

tłumaczenie: s. Anna Musiał RSCJ

 

 

Adwent i okres Bożego Narodzenia to czas, który sprzyja rozważaniu tajemnicy Wcielenia i narodzin Chrystusa, a także kontemplacji i przygotowaniu się na Jego powtórne przyjście. Istnieje wiele poziomów rozumienia słowa Wcielenie, co sprawia, że ​​historia narodzin Jezusa jest nie tylko wydarzeniem historycznym, ale prawdą, w którą powinniśmy coraz głębiej wnikać.

Jednym z poziomów znaczeniowych ukrytych we Wcieleniu jest to, że jest to przykład pokory Chrystusa. Zauważamy to w kazaniu wygłoszonym na początku działalności św. John’a Henry’ego Newmana.

Jednym z aspektów Wcielenia, nad którym powinni rozmyślać chrześcijanie, jest uniżenie Chrystusa. Samo w sobie jest to paradoksem: wszechmocny, całkowicie transcendentny i doskonały Bóg przyjął ludzką naturę, nie przestając być Bogiem. Kardynał Newman w jednym ze swoich kazań parafialnych – a dokładniej w kazaniu bożonarodzeniowym z 1837 r. – stwierdził, że głębia tajemnicy całkowitego ogołocenia Boga jest tak wielka, że ​​nie da się jej wyrazić słowami, i że „spośród wszystkich myśli, które się pojawiają w naszym umyśle, kiedy kontemplujemy zejście naszego Pana Jezusa Chrystusa na ziemię, żadna nie może być tak poruszająca i przygnębiająca jak ciemność, która temu towarzyszyła”.

Newman wyjaśnia dalej, że w pewnym sensie dość kłopotliwe jest stawienie czoła rzeczywistości wszechmocnego, całkowicie niezależnego i zupełnie innego Boga, który staje się jednym z nas. A jest to jeszcze bardziej zdumiewające, gdy weźmie się pod uwagę, że Chrystus ukazał się człowiekowi jako Ten, który był biedny i jako Ten, który pozwolił się odrzucić i zepchnąć na margines podczas swojej działalności, a ostatecznie skazany na niesprawiedliwą śmierć.

Kardynał Newman twierdzi: „Jego uniżenie w zstąpieniu z nieba, w opuszczeniu chwały Ojca i przyjęciu ciała, tak dalece przekracza możliwości słów i myśli, że na pierwszy rzut oka nie miało znaczenia, czy przyszedł jako książę, czy jako żebrak”.

Między Bogiem a człowiekiem istnieje nieskończona przepaść, tak więc ci, którzy według światowych standardów są pośród nas najlepsi, są tak samo daleko od Boga jak najgorsi z nas, a zatem można by sądzić, że nie ma to większego znaczenia, jaką kondycję ludzką objawił nam Chrystus. Można zatem logicznie powiedzieć, że jeśli Bóg ma zamiar uniżyć siebie w tak wielkim stopniu, aby stać się człowiekiem, równie dobrze mógłby pojawić się jako wielki przywódca, promieniując pełnią nie tylko boskiej, ale także ludzkiej chwały. Jednak gdyby tak było, to większość ludzi podziwiałaby i podążała za Chrystusem z niewłaściwych powodów, ponieważ, jak napisał Newman, „świat, ani trochę nie przypuszczałby, że jest Bogiem, ale przynajmniej spoglądałby na Niego i czcił jako księcia”.

W ten sposób Chrystus zostałby osądzony jako godny przyjęcia lub odrzucenia w oparciu wyłącznie o ludzkie standardy, a nie za to, kim naprawdę jest jako Syn Boży. Ukazując się jako ubogi człowiek, który nie miał żadnych widocznych zewnętrznych czy szczególnych cech, które byłyby charakterystycznymi oznakami mesjańskimi (Iz 53,2), najważniejszą rzeczą skłaniającą kogoś do przyjęcia i naśladowania Chrystusa byłaby łaska objawiona przez Chrystusa, z Chrystusem i w Chrystusie oraz zamieszkiwanie Ducha Świętego.

Jest w tym zawarte przesłanie moralne, a mianowicie: „Chrystus, bezgrzeszny Syn Boży, może żyć blisko nas, a my tego nie odkrywamy, mógłby być może żyć na świecie jako nasz sąsiad, a my być może byśmy tego nie odkryli.” To znaczy, że jest wielu ludzi, którzy są podobni do Chrystusa, a jednak nie wydają się zbytnio różnić od swoich bliźnich.

Oczywiście łatwo jest się dowiedzieć, którzy ludzie nie są podobni do Chrystusa, a mianowicie ci, którzy „prowadzą złe i niereligijne życie”, ale wśród bardziej „szanowanych” członków społeczeństwa trudno jest rozróżnić między tymi, którzy są „porządni i poprawni” a tymi, których naprawdę należy zaliczyć do szczerych naśladowców Chrystusa. Dzieje się tak dlatego, że ci, którzy naprawdę są Chrystusowi, robią wszystko, co mogą, aby upodobnić się do Niego w ukryciu, poza zasięgiem ludzkiego wzroku.

Według Newmana: „Są też tacy, którzy wyglądają tak samo dla świata, ale w swych sercach są bardzo inni, tzn. nie robią wokół siebie wielkiego szumu, ale tak naprawdę przygotowują się, aby być świętymi w niebie”.

„Wyglądają tak samo, dla zwykłych oczu, ponieważ prawdziwa religia jest ukrytym życiem serca”. Jednak ci, którzy dzięki łasce Bożej rzeczywiście są na drodze do świętości, mają moc przyciągania do siebie lub inspirowania innych, którzy tak jak oni mają silne pragnienie świętości i zjednoczenia z Bogiem. Newman konkluduje: „Często staje się to sprawdzianem, czy jesteśmy podobni w myśleniu do świętych i czy mają oni na nas wpływ”.

Dla Newmana ciemność w pierwszym przyjściu Chrystusa ma być lekcją moralną: Prawdziwe trzymanie się ewangelicznego przesłania nie oznacza unikania ujawniania prawdy ewangelicznego przesłania. Chodzi o to, by nie bać się wnosić ewangelicznego orędzia w każdy aspekt życia czy głosić prawdy Boże „na dachach”. Nie jest to jednak również coś, co przejawia się w czysto zewnętrznych czynach lub słowach. Istota życia ewangelicznym orędziem wymyka się temu, co jest w widoczny sposób dostrzegalne: orędzie ewangeliczne wzywa do radykalnego ukierunkowania (lub reorientacji) osoby ludzkiej z dala od grzechu i podążanie ku Bogu. Przejawy wewnętrznego i zewnętrznego nawrócenia muszą być ze sobą powiązane, ale ponieważ ludzie widzą tylko to drugie, trudno jest odróżnić kogoś, kto tylko przestrzega zewnętrznych zasad życia chrześcijańskiego, i tego, kto żyje tak, jak Chrystus tego pragnie, ponieważ jego wewnętrzny stan moralny i duchowy został radykalnie zmieniony dzięki łasce Bożej. Aby nas tego nauczyć, Chrystus przybrał ludzką postać: pomimo bycia jednym z najniższych w społeczeństwie izraelskim, to w Nim i przez Niego Bóg objawił się w najwyższy i najwspanialszy sposób. Prawie 180 lat później papież Franciszek wypowiedział się podobnie w słowach zawartych w kazaniu bożonarodzeniowym w 2016 roku:

Jeśli chcemy świętować prawdziwe Boże Narodzenie, rozważajmy ten znak: kruchą prostotę niemowlęcia, łagodność jego położenia, czułość pieluszek, w które był owinięty. Tam jest Bóg. Za pomocą tego znaku Ewangelia ukazuje nam paradoks: mówi o cesarzu, o rządcy, o wielkich tamtych czasów, ale Bóg nie jest tam obecny; nie pojawia się w okazałej sali pałacu królewskiego, ale w ubóstwie stajni; nie w blasku pozorów, ale w prostocie życia; nie u władzy, ale w zaskakującej małości.*

Jednak mimo swej małości Chrystus miał w sobie niezwykłą moc przywoływania ludzi do Siebie, doprowadzenia ich do prawdy głoszonego przez siebie ewangelicznego orędzia, a tym samym doprowadzenia ludzi do zbawienia. Jak chrześcijanie tradycji bizantyjskiej modlą się podczas hymnu Doxasticon na liturgii w Boże Narodzenie: „Dziś narodził się z Dziewicy Ten, który trzyma w swym ręku całe stworzenie. Ten, którego istoty nikt nie może dosięgnąć, jest owinięty w pieluszki”.

 

 

*Franciszek, Prawdziwy duch Bożego Narodzenia, homilia podczas Pasterki 24.12.2016 r., tłumaczenie na język polski za: opoka.org.pl

 

 

tekst pochodzi z: www.churchmilitant.com