Aktualności,  ON-LINE,  Oratorium Domowe

Newman – święty dla nas, inspiracja 60

 

 

„Prowadź mnie Światło” – czyli posłuchajmy o nadziei


Andrew Petiprin

tłumaczenie: s. Anna Musiał RSCJ

 

 

Jakieś dziesięć lat temu czułem się przytłoczony różnymi sprawami w moim życiu i zwierzyłem się z niektórych moich problemów mojemu zaufanemu przyjacielowi. Później dowiedziałem się, że przeżywał w tym czasie coś naprawdę okropnego i obiektywnie patrząc, moje zmartwienia były błahe w porównaniu z jego problemami.

Kiedy opowiedziałem mu o swoich troskach, zatrzymał się na dłuższą chwilę, po czym spojrzał na mnie i niespodziewanie zapytał: „Czy to jest prawdziwe?”

„Co czy jest prawdziwe?” –  odpowiedziałam.

„No… te rzeczy związane z Jezusem – krzyż, pusty grób, to wszystko? Wiem, że mówisz, że to jest prawdziwe, ale czy naprawdę w to wierzysz?”

I w tym momencie uświadomiłem sobie, że zdecydowanie zbyt często w moim życiu praktycznie jestem ateistą.

Chodzi o sposób, w jaki reaguję w trudnych okolicznościach – moim odruchem nie jest myślenie o Bożej dobroci i miłosierdziu, ani nawet o Jego gniewie i sądzie. Nadzieja nie jest moją pierwszą reakcją, ale raczej myślę tylko o sobie. Zastanawiam się w jaki sposób ta sytuacja spowoduje jeszcze większe trudności niż te, z którymi już się borykam? Czy ten problem zostanie kiedykolwiek rozwiązany? Jak ja mam sobie z tym poradzić?

Nawet w najbardziej błahych sprawach wyobrażam sobie najgorsze scenariusze i w moich kalkulacjach całkowicie pomijam Bożą łaskę. Kiedy przychodzą takie chwile, wydaje mi się, że na pytanie mojego przyjaciela odpowiadam: „Nie, to nie zawsze jest prawdziwe.”

W zeszłym tygodniu obudziłem się po ciężkiej i bezsennej nocy z powodu rozmyślania nad moimi problemami i natknąłem się na tweeta od innego mądrego przyjaciela, który zacytował pierwszą strofę słynnego hymnu św. Jana Henryka Newmana:

Prowadź mnie, Światło, swą błogą opieką,
Światło Odwieczne!
Noc mroczna, dom mój tak bardzo daleko,
więc Ty mnie prowadź.
Nie proszę rajów odległych widoku,
starczy promyczek dla jednego
kroku.

Mój przyjaciel podzielił się tymi słowami, ponieważ była to 188. rocznica ich napisania. Newman mówi nam w Apologii:

Bardzo pragnąłem wrócić do domu; jednak – jako że nie było statku – zatrzymano mnie w Palermo na trzy tygodnie. Zacząłem odwiedzać kościoły, a one koiły moją niecierpliwość, choć nie uczestniczyłem w żadnym nabożeństwie. Nie wiedziałem nic o obecności Najświętszego Sakramentu w tym miejscu. W końcu wsiadłem do pomarańczowej łodzi, płynącej do Marsylii. Wtedy właśnie napisałem słowa: „Prowadź, mnie łagodne światło”, które od tego czasu stały się dobrze znane.

Nie nazwałbym Newmana optymistą. Bycie dobrym chrześcijaninem nie zawsze oznacza bycie radosnym i postrzeganie trudnych rzeczy w korzystnym świetle. Słowa Newmana nie wywołują łatwej afirmacji „Bóg panuje nad sytuacją”. Są za to pełne nadziei, a Newman był człowiekiem wielkiej nadziei, co zawsze sprawiało, że czułem się w moim życiu lepiej. Jego dzieło sprawia, że Chrystus staje się na nowo realny i na wskroś we mnie obecny. Znakomity hymn Newmana, napisany u szczytu jego oddziaływania na środowisko anglikańskie, równocześnie zapowiada wejście w pełną komunię z Kościołem katolickim dwanaście lat później. Znosiłem straty i cieszyłem się zyskami na mojej własnej drodze w dużej mierze dzięki jego przykładowi. Newman pozbawił mnie wszelkich złudzeń, że będę mógł wejść do wspólnoty lub żyć pełnią życia bez żadnych problemów. Ale jego świadectwo zawsze upewniało mnie, że jeśli będę szedł naprzód, w Bożym kierunku, to – choć będzie to wymagało czasu – znajdę moją drogę.

Widok znajomych słów Newmana pojawiających się na moim ekranie podczas mojej ostatniej ciemnej nocy przypomniał mi, że Kościół – a zwłaszcza media katolickie – powinien zrobić nieco więcej dla swojego swoich wiernych, którzy chcieliby – a raczej bardzo potrzebują – umocnienia nadziei w codziennych okolicznościach.

Ludzie przeżywają ciężkie chwile z różnych powodów – stresu, samotności, złości, problemów zdrowotnych, kłopotów finansowych, itd. Nie ma nic złego w powiedzeniu wprost: Ponieważ Chrystus umarł i żyje dla ciebie, wszystko będzie dobrze. Nie ma nic złego w uspokajaniu ludzi: Twoja trudna sytuacja może się znacząco poprawić, a jeśli tak się stanie, to będzie to zwycięstwo dla Królestwa Bożego.

Słowa Newmana „starczy promyczek dla jednego kroku” na nowo wskazały mi kierunek. Czasami to wszystko, czego potrzebujemy. Odrobina dobrej nowiny może dać potężny strumień łaski. I tak właśnie działa nadzieja. Nie jest ona szczególnie rozsądna, nie jest zależna od faktów. Nie jest tym, czego my lub ktokolwiek inny powinien oczekiwać. To wszystko dlatego, że Jezus jest prawdziwy – krzyż, pusty grób, wszystko to.

Jaki dowód oparty na faktach ma alkoholik, który myśli, że może rzucić picie? Wszystkie argumenty wydają się być wymierzone przeciwko niemu. A jednak udaje mu się to w jednej minucie, godzinie, dniu, tygodniu. Zostaje wprowadzony w nowe otoczenie, z zupełnie nowym rytmem życia. Staje się kimś, kto już nie pije, ale nigdy nie odważy się iść sam, nigdy nie przestaje podążać krok za krokiem.

„Noc mroczna” Newmana jest ciągle z nami. Nie chodzi tylko o pandemię, blokady, wybory, protesty czy kościelne spory. To wszystkie chwile pustki odbierające nadzieję przy pierwszych oznakach trudności w naszym codziennym życiu.

Okłamujemy samych siebie, jeśli ignorujemy świadomość, że wszystko, co jest dla nas ważne, może się po prostu rozpaść. A czasami sprawy mają się naprawdę źle – tak jak dziesięć lat temu w przypadku mojego mądrego przyjaciela i tak jak w przypadku Newmana, ciężko chorego i osamotnionego na wyspie, gdzie nie znał języka i nie praktykował wiary. Ale w obu przypadkach Pan był tam.

I w tym jest źródło nadziei, nawet dla tych, którzy nie są tego świadomi.

Mogę zapomnieć o Bogu, ale On nigdy nie zapomina o mnie. Do dnia, w którym zrobię ostatni krok w Jego stronę, modlę się, abym podążał tam, gdzie On mnie prowadzi.

 

 

Andrew Petiprin jest wykładowcą kultury współczesnej w Instytucie Word on Fire.
Pisarz i były duchowny anglikański.
1 stycznia 2019 r. przystąpił do pełnej komunii z Kościołem katolickim.
Uzyskał magisterium z teologii na Uniwersytecie Yale oraz magisterium z filozofii na Uniwersytecie Oksfordzkim.

 

 

za: