Święta Ziemia: Ziemia Święta…

Sam na sam…
Piotr Krysa
Po co tam jedziesz, przecież jest wojna? Nie boisz się? A tam jest bezpiecznie? Ja też zadawałem sobie podobne pytania. To była moja druga wizyta w Ziemi Świętej, da Bóg, że nie ostatnia.
Ta pielgrzymka składała się z dwóch części. Pobyt w Izraelu i Jordanii. Pierwsze dwa dni to Betlejem i Jerozolima. Do miejsca, w którym urodził się Jezus próbowaliśmy się dostać trzy razy i za trzecim razem wreszcie się udało. Miejsce dla każdego chrześcijanina niezwykłe. Nowością była dla mnie wizyta w Grocie Trwogi Józefa i Św. Hieronima. I sama historia narodzin Zbawiciela opowiedziana przez ks. P. Łabudę – tak różna od tej, którą większość z nas zna z lekcji religii, z filmów czy pocztówek.
Mieliśmy tez okazję przejść drogę z Wieczernika do Ogrodu Getsemani. Dzisiaj ta droga pełna jest samochodów, ludzi i hałasu. Wtedy pełna była trwogi i cierpienia.
Pewnie ze względu na wojnę Jerozolima jest teraz niemal wolna od turystów. Doświadczyliśmy tego między innymi podczas Drogi Krzyżowej (dane nam było zobaczyć miejsce, w którym Piłat skazał Jezusa na śmierć – Lithostrotos) i szczególnie w Bazylice Grobu Pańskiego. Dla mnie w tym roku to miejsce okazało się wyjątkowo szczególne. W Bazylice byliśmy dwukrotnie, dzień po dniu. Pierwszego dnia na Golgocie nie było prawie nikogo. Nie wiem jak to się stało, ale był taki moment kiedy u stóp Krzyża Jezusa byłem zupełnie sam. Do samego Grobu udało mi się wejść dwa razy, pewnie dlatego, że w Bazylice było naprawdę niewielu turystów. Ale jak zwykle w kilka osób, w sporym pośpiechu. Chwila, której nie sposób ubrać w słowa.
Kolejnego dnia Msza Święta na Golgocie tylko dla naszej grupy. Jedna z intencji to dziękczynienie za wszystkie błogosławieństwa dla mojej rodziny. Wielkie wyróżnienie. Po mszy krótki czas na „zwiedzanie” Bazyliki. I znów nie wiem jak to się stało, ale był taki czas kiedy przed Krzyżem byłem tylko ja sam. Potem wszyscy chcieli nawiedzić Grób Pański, ale ze względów obiektywnych okazało się to niemożliwe. Poszedłem zatem do kaplicy, w której wieki temu odnaleziono krzyż, na którym oddał życie Jezus. I znowu nie było tam nikogo oprócz mnie.
I kiedy już niemal wszyscy zgromadzili się przed kościołem, a do momentu zbiórki zostało dosłownie kilka minut, poszedłem raz jeszcze do Grobu i… udało się. Byliśmy tylko ON i ja. Te dwie minuty sam na sam zapadną mi w pamięci na całe życie.
Kolejny dzień to Galilea, miejsce w którym mógłbym zamieszkać, no przynajmniej przez jakiś czas.
Góra Błogosławieństw, Tabgha, Kościół Prymatu Piotra, jedno z moich ulubionych miejsc i rejs po Jeziorze Galilejskim, a w tle pieśń „Ana Bekoach”. Ktoś mógłby powiedzieć, że kiczowata. Nie w tym miejscu i nie na tej łodzi.
Nazaret i wizyta w Bazylice Zwiastowania równie niezwykła. Tutaj spędziłem około dwie godziny. Wreszcie był czas, nie musieliśmy się spieszyć. I paradoksalnie po dłuższej chwili przed Grotą Zwiastowania zostałem sam.
Druga część naszego pielgrzymowania to Jordania, a tam miejsca, które zapierają dech w piersi. Kraina Gedareńczyków, Jerash, Petra, pustynia Wadi Rum. Niezwykłe widoki. A na koniec wisienka na torcie czyli Góra Nebo. Warto stanąć w miejscu, w którym Mojżesz zakończył swe ziemskie życie i doświadczyć tego widoku, który z pewnością był i jego udziałem. I jeszcze kazanie ks. Łabudy. Na tej górze wyjątkowo wyjątkowe.
Bogu niech będą dzięki za ten niezwykły czas.





