Aktualności,  ON-LINE,  Oratorium Domowe,  Świętego spotkałem

Świętego… spotkałem, IV

 

 

Freski były jego kazaniami*

Wojciech Gomułka OP

 

pamięci Marcina Babraja OP

„Nie wziął pędzla do ręki, zanim nie odmówił modlitwy” – podają historycy. To jednak jeszcze mało, bo właśnie fakt, że był gotowy poświęcić malarstwo, czyli swoje życie, sprawił, że Bóg hojnie mu pobłogosławił. Fra Angelico, bo o nim mowa, zyskał sobie ten przydomek dlatego, iż w sposób zupełnie wyjątkowy przedstawiał te istoty duchowe, które same w sobie wydają się nieuchwytne. Nazwano go też pośmiertnie Il beato, bo mimo tego, że beatyfikował go dopiero święty papież Jan Paweł II w 1983 roku, czyniąc go patronem artystów i świata sztuki, to od czasu śmierci 18.02.1455 roku uchodził za w pełni zjednoczonego z Chrystusem już w tym życiu.

Urodzony około 1387 roku w Vicchio w Toskani Guido di Pietro od młodych lat uczył się wraz ze swoim bratem tworzenia miniatur, ozdabiając nimi księgi. Kiedy w wieku około 20 lat, poruszony nauczaniem św. Jana Dominici, dominikanina obserwanta (w tym czasie w Zakonie Kaznodziejskim, na skutek ruchu odnowy zapoczątkowanego przez św. Katarzynę ze Sieny i bł. Rajmunda z Kapui, oprócz dotąd istniejących klasztorów, powstawały tzw. klasztory obserwanckie, w których bracia żyli według ostrzejszej obserwancji, czyli m.in. poświęcali więcej czasu na modlitwę, zachowywali surowe milczenie, wstrzemięźliwość od mięsa i inne posty), mimo faktu, że sztuka renesansu uchodziła za przeciwieństwo sakralności, a on wstąpił do Zakonu, a dokładniej do klasztoru w Fiesole, przyjmując imię Jana Chrzciciela, czyli jednego z największych ascetów historii zbawienia, kontynuował swoją pracę twórczą.

Zdziwienie budzić może fakt, że kapituła klasztoru zgodziła się na to, żeby po święceniach kapłańskich nadal malował. Wtedy tworzył już nie tylko miniatury, ale freski w celach braci, w których można zaobserwować jak bardzo dbał o szczegóły i o to, by forma nie przysłaniała treści, ale była jej nośnikiem. To pokazuje, że malarstwo było formą jego kaznodziejstwa, a freski kazaniami, pomagającymi jego wspólnocie w modlitwie, a nie tylko piękną dekoracją wnętrz. Poza tym bł. Jan z Fiesole był raczej surowym ascetą, niż wiodącą hulaszczy tryb życia gwiazdą tego świata. Może dlatego na krótki okres wybrano go przełożonym klasztoru San Marco we Florencji.

Malowanie i warsztat, gdzie szkolił swoich następców, był jednak jego głównym zajęciem. Tworzył także w innych miejscach, zwłaszcza w Rzymie, gdzie na prośbę papieża Mikołaja V wymalował freski w jego osobistej kaplicy. Potrzeba czasu z miniaturzysty zrobiła artystę wielkoformatowego. Papież, widząc jego poświęcenie chciał go nawet nominować biskupem Florencji, ale brat Anielski zasugerował, że lepiej tę funkcję wypełni św. Antonin, jego współbrat, który rzeczywiście biskupem został, a Jan z Fiesole w Rzymie pozostał aż do śmierci. Został pochowany w kościele Santa Maria Sopra Minerva, nieopodal grobu św. Katarzyny ze Sieny.

Il beato nie był rewolucjonistą, ale uczniem swojej epoki – wczesnego renesansu. W jego twórczości, podejmującej jedynie tematy religijne, widać np., że był uważnym obserwatorem Massachia i Lorenzo Monaco. Wpływ na niego miał jednak nie tylko Zachód, ale także, napotkany w wyniku powszechnych Soborów Kościoła, Wschód. Jego prace charakteryzuje bowiem ikonografia rozumiana jako przedstawianie tego, co konieczne, aby przekazać obserwatorowi prawdziwą i budującą wiarę naukę o Bogu. Duch modlitwy sprawił, że nie widać w jego freskach poprawek, a kluczem do zrozumienia sensu przedstawianych przezeń scen są gesty postaci, a zwłaszcza ich oczy – kierunek i sposób patrzenia.

Fra Angelico jest przedstawicielem malarstwa popaschalnego – co prawda uładzonego i pozbawionego nacisku na cierpienie i ból, ale przede wszystkim kierującego wzrok na rzeczywistość niebieską, przemienioną Bożą łaską. Może dlatego tak często jego ikony, bo tak trzeba je nazwać, przedstawiają postać Najświętszej Maryi Panny i aniołów, które grając na instrumentach i tańcząc, objawiają nam „to, czego ani oko nie widziało, ani ucho nie słyszało”. Wobec tak wielkich tajemnic nie pozostaje nam nic innego, jak razem z bł. Janem Anielskim, wołać 'Salve Mater pietatis et totius Trinitatis nobile Triclinium’, ufając, tak jak on, we wstawiennictwo Tej, która pobożnie wypowiadając swoje ‘Fiat’ przyjęła do siebie Trójjedynego, stając się dla nas naczyniem Miłosierdzia.

 

 

 

 
 
 
Wojciech Gomułka OP

Dominikanin, po 3 latach pracy w Rzeszowie
jako duszpasterz i katecheta wyjechał na Ukrainę.
Mieszka we Lwowie.
 

 

*tytuł pochodzi od filipini.eu
wykorzystano: Paul Hippolyte Flandrin: “Fra Angelico visité par les anges”, 1894; wikimedia.org

SPECJALNE PODZIĘKOWANIA DLA BARTKA STACHNIKA