Aktualności,  Świętego spotkałem

Świętego… spotkałem, XXXVIII

 

 

Niekończąca się opowieść

Adam Nowosad

 

Często na spotkaniach rocznicowych, czy też przy innych okazjach jestem pytany kim w moim życiu jest błogosławiony ksiądz Jerzy. Odpowiedź na to pytanie jest zaproszeniem do niekończącej się opowieści. Nie sposób bowiem w kilku zdaniach opisać, czy też krótko opowiedzieć, jak wiele zmian zaszło w moim życiu od momentu, kiedy któregoś marcowego dnia 1982 roku, na zaproszenie kolegi podjechałem, jak mi się wówczas wydawało na chwilę do kościoła na warszawskim Żoliborzu. Jeśli jednak ma być to krótka historia, to wspomnę tylko, że w tamtym marcowym dniu wydarzyło się coś, czego przez wiele następnych lat nie potrafiłem do końca zrozumieć. Wystarczyło jedno spojrzenie tego, na pierwszy rzut oka dość zwyczajnego księdza, żeby zwaliły się w gruz wszystkie dotychczasowe wyobrażenia, o tym jak powinno wyglądać moje życie. Byłem wtedy dobrze rokującym przedsiębiorcą, zdeterminowanym by odnieść sukces i ani w głowie była mi polityka, albo problemy Kościoła w Polsce. Okazało się jednak, że w jednym momencie, bez chwili wahania stawiłem się do dyspozycji księdza, który był wówczas bardzo zaangażowany w organizację Mszy św. za Ojczyznę. Tak już było rok po roku, i zapewne trwać będzie po kres moich dni. Zaczynając od kwietnia 1982 roku, pomagałem księdzu przy organizacji każdej z Mszy za Ojczyznę, aż do tej ostatniej, którą pozwolono mu celebrować w sierpniu 1984 roku.

Uczestnicząc w wielu Jego działaniach powolutku uświadamiałem sobie, że droga którą wcześniej zamierzałem podążać, była drogą prowadzącą na manowce. Byłem jednak długo jeszcze przekonany, że jestem człowiekiem na tyle samodzielnym i zaradnym, że nie muszę o nic nikogo prosić, a Pan Bóg – no cóż, może kiedyś, zapewne na starość będę Go potrzebował… Punktem zwrotnym w moim życiu była spowiedź generalna, którą odbyłem przed tym kapłanem, jak pamiętam – na pół roku przed Jego męczeńską śmiercią. Nigdy nie zapomnę tej chwili, kiedy po udzieleniu rozgrzeszenia przytulił mocno moją głowę do swojej piersi i długo się modlił. Dziś wiem, że była to Jego rozmowa z Bogiem, w sprawie szansy na moje życie wieczne. Od tego czasu w moim sercu, w moim umyśle, zaczęły się dziać dziwne procesy – mogę je chyba nazwać poznawczymi. Powolutku zaczęły ukazywać mi się w innej niż dotychczas perspektywie, sprawy tego świata i mojego w nim miejsca. Oczywiście po śmierci księdza nadal rozwijałem swoją działalność gospodarczą przekonany, że sam sobie zapewnię dobrą przyszłość. Poza działalnością ogrodniczą, którą prowadziłem jeszcze za czasów życia księdza Jerzego, rozwinąłem liczne inne formy przedsiębiorczości. Założyłem trzy hurtownie z materiałami budowlanymi i siedem sklepów tej branży. Zatrudniałem licznych pracowników. Niestety musiałem się też zmagać z wieloma pułapkami jakimi była w latach 90 obciążona działalność gospodarcza. Trzeba było interwencji opatrzności Bożej, jak ufam za przyczyną błogosławionego Jerzego, żebym zatrzymał się na tej drodze. Po pierwszym poważnym ostrzeżeniu jakim było doświadczenie zawału serca, przeświadczony o Jego interwencji zacząłem sukcesywnie likwidować źródła stresu. Kiedy znów wydało mi się, że może jednak poradzę sobie, następowały kolejne incydenty kardiologiczne. W końcu musiałem poddać się poważnej operacji kręgosłupa, która definitywnie pozbawiła mnie sił i złudzeń, że jestem taki mocny. Wszystkie te doświadczenia ze zdrowiem, jak już wiem, były wyraźnym sygnałem, że nie tędy droga – były łaską. Po trzydziestu kilku latach od spotkania tego Bożego posłańca mogę stwierdzić, że przewartościowaniu
uległy niemal wszystkie moje poglądy i reguły postępowania, którym niegdyś hołdowałem. Likwidując olbrzymim kosztem swoje działalności zarobkowe, musiałem przejść też przez liczne upokorzenia i doświadczyć jak się okazało ozdrowieńczego ogołocenia z zasobów materialnych i z poczucia dumy – jeśli nie pychy.

Kim więc jest w moim życiu ten, który odmienił je tak gruntownie? Czy jest tylko orędownikiem przed Bogiem w setkach spraw, z którymi za Jego pośrednictwem zwracam się do Pana? Czy może moim przewodnikiem, po najeżonych szatańskimi pułapkami drogach świeckiej rzeczywistości. A może rozmówcą do którego zwracam się codziennie o poradę, o pomoc? Czasem mam nadzieję, że może kiedyś będę Jego nieużytecznym narzędziem, którym zechce posłużyć się wobec kogoś potrzebującego – bym mógł choć odrobinę odwdzięczyć się za wszystko co dla mnie uczynił. Urodziłem się w 1952 roku, jestem więc ledwie kilka lat młodszy od bł. ks. Jerzego. Obecnie cały swój dany mi jeszcze czas poświęcam wyłącznie szerzeniu kultu Błogosławionego Męczennika.

Potrzebowałbym wielu kartek papieru, żeby to wszystko opisać i ogromnie dużo czasu, żeby opowiedzieć o tym wszystkim czego doświadczyłem w ciągu tych lat, od czasu, kiedy zostałem przez Niego zaproszony do pomocy w Jego dziele. Byłaby to być może ciekawa opowieść, tylko, czy są jeszcze tacy ludzie, którzy zechcieliby tego wszystkiego słuchać, a co gorsza przeczytać? Świat promuje dziś ideologię błyskawicznego sukcesu i dobrobytu – tu i teraz. Tymczasem ksiądz Jerzy przywołuje nas do innej, jakże dziś niepopularnej rzeczywistości. On sam przeszedł przez swoje życie śladami naszego Nauczyciela i zachęca nas, żebyśmy wszyscy wstępowali na tę drogę, ale, czy my tego właśnie chcemy? Czy jesteśmy gotowi, by zrezygnować z tak wielu błyskotek tego świata. Jeśli ktoś czytający ten tekst będzie zainteresowany, to opowiem, czy i jak to jest możliwe. Najlepiej jednak pytajcie o to samego, wkrótce już kanonizowanego świętego – księdza Jerzego Popiełuszkę.

 

foto: Paweł Kęska /GOŚĆ.PL

Adam Nowosad

Emeryt, ojciec dwójki dzieci, dziadek jednej wnuczki. 48 lat w sakramentalnym związku małżeńskim. Obecnie jestem przewodnikiem wolontariuszem w Muzeum bł. ks. Jerzego w Jego Sanktuarium na warszawskim Żoliborzu. Jestem też świadkiem w procesie beatyfikacyjnym bł. Księdza Jerzego – Męczennika.

 

piszcie proszę: ksalek@tlen.pl
czytajcie: www.misjonarzeksjerzego.pl
fb: misjonarze bł. ks. Jerzego Popiełuszki