Leisure time
Aktualności

“Trzy Palce Świętości” – Ogólnopolskie Spotkanie Oratorium Młodych w Tarnowie 30.04-3.05.2015

Św. Filip Neri często powtarzał, że świętość mieści się na przestrzeni trzech palców. Mówiąc to przykładał trzy palce do czoła, pokazując w ten sposób, że droga do świętości prowadzi w pierwszej kolejności przez umartwienie rozumu, a więc sądów o sobie i innych. Pozbycie się dumy i własnej pychy było również, według św. Filipa, koniecznym warunkiem prawdziwej chrześcijańskiej radości wolnej od melancholii, skrupułów i depresji. Te słowa były główną inspiracją dla tarnowskiej wspólnoty Oratorium Młodych podczas planowania organizacji tegorocznego Ogólnopolskiego Spotkania Oratorium Młodych, które odbyło się pod hasłem "Trzy Palce Świętości". Program spotkania zawierał też w sobie elementy trzech bardzo ważnych dla duchowości filipińskiej filarów: familiarnego rozważania słowa Bożego, adoracji Najświętszego Sakramentu i pielgrzymowania.

Na spotkanie, które odbyło się w dniach od 30 kwietnia do 3 maja 2015 roku przybyły do Tarnowa grupy z prawie wszystkich domów oratoryjnych w Polsce, m.in. z Poznania, Gostynia, Tomaszowa Mazowieckiego i Radomia. Młodzi wraz z duszpasterzami zjeżdżali się przez całe popołudnie w czwartek, 30 kwietnia. Spotkanie oficjalnie zaczęło się wieczorem, podczas Mszy Świętej. Podczas kazania opiekun tarnowskiego Oratorium Młodych, ks. Mateusz Kiwior COr wprowadził uczestników w temat spotkania skupiając się na przesłaniu słów św. Filipa dotyczących Trzech Palców.

Jeszcze tego samego dnia miał miejsce wieczór integracyjny. Zabawa o intrygującej nazwie „bal bibułowy”, zaplanowana i poprowadzona przez wspólnotę z Tarnowa, była dość nietypowa, jednak – co najważniejsze – dostarczyła wszystkim mnóstwo śmiechu i radości i pozwoliła przełamać lody w budowaniu wspólnoty. Dzień zakończył się krótką adoracją Najświętszego Sakramentu w ciszy.

Następnego dnia bardzo wczesna pobudka, zbiórka, zabieranie suchego prowiantu… Głównym punktem tego dnia była bowiem piesza pielgrzymka do Tuchowa. Jest to coroczna tradycja tarnowskiego Oratorium, w którą w tym roku włączyli się również przyjezdni na Spotkanie Młodych. Pielgrzymka, licząca ok. 400 osób, wyruszyła spod kościoła Filipinów o godzinie 7:00. Podczas bardzo różnorodnej trasy (od asfaltowych dróg okolicznych wsi po rozległe, zacienione lasy w pobliżu Tuchowa) miało miejsce wspólne śpiewanie godzinek, odmawianie różańca, którego rozważania przygotowali młodzi z Tarnowa oraz śpiewy pieśni pielgrzymkowych. Przyjezdni z poszczególnych domów oratoryjnych mieli również możliwość przedstawienia do mikrofonu swojej wspólnoty i jej aktywności.

Około godziny 12:00 pielgrzymka dotarła do Sanktuarium Nawiedzenia Najświętszej Marii Panny w Tuchowie. Pielgrzymów przywitał kustosz sanktuarium, o. Bogusław Augustowski CSsR, który przedstawił też specjalnie dla uczestników spoza Tarnowa historię sanktuarium. O 12:30 została odprawiona Msza Święta przed obrazem Matki Bożej Tuchowskiej. Po niej miała miejsce agapa, którą zorganizowali gospodarze sanktuarium, a następnie pielgrzymi zaczęli zbierać się przy autokarach, które zawiozły ich z powrotem do Tarnowa. Mimo coraz bardziej dającej się we znaki deszczowej aury pielgrzymka przebiegła pomyślnie i owocnie. Magda z Oratorium w Gostyniu tak wspomina ten dzień: Nie było lekko. Nie przywykłam do dłuższych spacerów, ale świetne towarzystwo, modlitwa i moc z Wysoka pozwoliły dojść do celu. W Tuchowie pierwszy, ale nie ostatni raz poczułam, że Matka Boża niejako upomina się o mnie, o bliższą z nią relację.

Po południu uczestnicy Spotkania mieli chwilę czasu wolnego, którą część z nich poświęciła na zwiedzanie Tarnowa. Większość jednak, z powodu deszczowej aury, pozostała w miejscu zakwaterowania by spędzić czas na wspólnych rozmowach, graniu w gry lub odpoczywaniu po długiej drodze.

Wieczorem wszyscy zgromadzili się w kościele, by wysłuchać konferencji tarnowskiego kleryka Mirosława Jasnosza COr dotyczącej Eucharystii oraz adoracji Najświętszego Sakramentu w życiu św. Filipa. Kl. Mirosław przybliżył uczestnikom tę wielką tajemnicę, wielokrotnie podkreślając jak ważne i cenne jest jak najczęstsze poszukiwanie spotkania z Chrystusem w Najświętszym Sakramencie. Po konferencji nastąpiło przejście od słów do czynów – podobnie jak poprzedniego dnia wystawiony został Najświętszy Sakrament, tym razem na znacznie dłużej. Adorowanie w ciszy było z pewnością sporym wyzwaniem. Adoracja jest chwilą krótkiego postoju w ciągłej gonitwie za życiem. – opisuje Karol z Tarnowa. – Przypomina nam o tym, że za nami stoi Ktoś jeszcze. Niesamowite jest to, że w chwili adoracji każdy pokazuje przed Bogiem swoją prawdziwą twarz, swoje prawdziwe oblicze, z jakim się być może nieco krępuje przed innymi. Adoracja zakończyła się błogosławieństwem, po którym wszyscy udali się na nocleg.

Podczas sobotniego popołudnia uczestnicy Spotkania skupili się na kolejnym elemencie: rozważaniu Słowa Bożego. Najpierw młodzi podzielili się na grupy, by odbyć w nich warsztaty na temat metody Lectio Divina (jednej z metod rozważania, medytacji i modlitwy Słowem Bożym). Podczas warsztatów przedstawiciele tarnowskiego Oratorium najpierw przedstawili krótko metodę, następnie zawiązali dyskusję na temat modlitwy Słowem Bożym i problemów, jakie młodzi ludzie mogą w związku z nią napotykać. Uczestnicy chętnie dzielili się swoimi przeżyciami i spostrzeżeniami, co sprzyjało wzajemnemu ubogacaniu się. Po dyskusji nastąpiło przejście do rozważania konkretnego fragmentu Ewangelii, który opowiadał o powołaniu Filipa i Natanaela (J 1,43-51). Młodzi mieli czas na pochylenie się nad nim, po czym znów zastąpiło podzielenie się spostrzeżeniami i odczuciami, tym razem z lektury fragmentu.

Metoda Lectio Divina opiera się jednak głównie na medytacji w ciszy. Po zakończeniu pracy w grupach wszyscy spotkali się więc w kaplicy na półgodzinnej adoracji w ciszy, podczas której mogli raz jeszcze skupić się na rozważanym fragmencie i posłuchać, co Bóg chce im przez niego przekazać. Po adoracji miała miejsce Eucharystia.

Warsztaty z Lectio Divina były też sporym wyzwaniem dla gospodarzy spotkania, młodych z Oratorium w Tarnowie. Dostali pod opiekę grupy, którym mieli wytłumaczyć na czym polega medytacja oraz kontrolować przebieg dyskusji – było to sporym sprawdzianem ich własnej wiedzy oraz umiejętności organizacji pracy w grupie. Lectio Divina podczas tegorocznych dni młodych było czymś niezwykłym. – Wspomina Bogna z tarnowskiego Oratorium. – Było tez wyzwaniem, bo razem z Gosią miałyśmy prowadzić własną grupę. Na początku każdy był trochę onieśmielony i zamknięty w sobie, ale już po kilku minutach nawiązała się rozmowa i żywa dyskusja. Każdy miał trochę inny punkt widzenia i zauważał coś innego w czytanym fragmencie Pismo.

Po obiedzie przyszedł czas na ponowną wyprawę poza Tarnów, tym razem autokarową, do Nowego Wiśnicza. Celem wycieczki było głębsze poznanie historii Sługi Bożego Ferdynanda Machaya COr. Urodził się on w 1914 roku w Jabłonce. Po maturze wstąpił do Kongregacji Oratorium św. Filipa Neri i przeniósł się do Tarnowa, by tam odbyć formację oraz studia teologiczne. Kiedy wybuchła II wojna światowa, ks. Ferdynand posługiwał przez pewien czas jako kapelan w miejscowym szpitalu. Gdy jeden z jego spowiedników, który okazał się niemieckim szpiegiem doniósł na niego, ks. Ferdynand został aresztowany i przetransportowany do Gestapo. Następnie przeniesiono go do więzienia Montelupich w Krakowie, gdzie przetrzymywano go w kaplicy wraz z innymi księżmi-współwięźniami. W kaplicy znajdowało się wszelkie wyposażenie liturgiczne, dzięki czemu ks. Ferdynand miał możliwość odprawiania Mszy Świętej, z czasem jednak kaplicę zlikwidowano a księżom zakazano celebrowania Eucharystii.

14 maja 1940 r. ks. Ferdynand został przetransportowany do obozu koncentracyjnego w Nowym Wiśniczu. Obóz mieścił się w dawnym klasztorze Karmelitów Bosych wybudowanym w latach 1621-1635 jako wotum za zwycięstwo pod Chocimiem, zamienionym w 1783 roku na więzienie. Wewnątrz kompleksu obozowego istniał kościół pod wezwaniem Chrystusa Salwatora. Na początku wojny w 1939 r., już 7 września, niemieckie władze wojskowe urządziły tutaj przejściowy obóz dla polskich jeńców wojennych. Po ich przetransportowaniu do Niemiec, w połowie grudnia 1939 r. niemieckie władze policyjne zorganizowały w tych budynkach obóz koncentracyjny. Dla ks. Ferdynanda był to zdecydowanie najtrudniejszy okres w jego krótkim życiu; był tam wielokrotnie bity, często do nieprzytomności. Mimo to nigdy nie okazywał żadnych oznak rozpaczy; często uspokajał współwięźniów i podnosił ich na duchu, powtarzając, że „to się skończy”.

Kiedy 27 maja 1940 roku z więzienia uciekł jeden z więźniów o nazwisku Krzykacz, esesmani za karę skazali na śmierć 10 pozostałych więźniów. Wśród nich znalazł się ks. Machay. Egzekucja odbyła się w tajemnicy, 5 czerwca między czwartą a piątą rano, w pobliskim leśnym wąwozie. Ks. Ferdynand aż do samej śmierci był obiektem szczególnych drwin i tortur cielesnych ze strony dwóch strażników, którzy szczerze go nienawidzili. Nawet kiedy tuż przed egzekucją uklęknął by się pomodlić, jeden ze strażników bił go dotkliwie kolbą.

Współwięźniowie ks. Ferdynanda w Krakowie i Nowym Wiśniczu wielokrotnie podkreślali, że przez cały czas był on dla nich źródłem nadziei, apostołem, podtrzymywał ich na duchu i modlił się za nich. Za tę właśnie niezłomną postawę został szczerze znienawidzony przez oprawców i najprawdopodobniej już w Krakowie skazany na śmierć. Dowodem na to, że funkcjonariusze obozu działali z czystej nienawiści do wiary katolickiej jest barbarzyńskie zniszczenie znajdującego się na terenie obozu pięknego barokowego kościoła ufundowanego w XVII wieku przez książąt Lubomirskich. W połowie czerwca 1940 r. wydali więźniom, w tym także księżom, rozkaz burzenia ołtarzy, zrywania ze ścian cennych obrazów, wyrzucania drewnianych figur, konfesjonałów, niszczenia paramentów liturgicznych, jednym słowem ogołocenia kościoła ze wszystkiego. Następnie przystąpiono do burzenia dachu i murów. W ten sposób doprowadzono kościół do zupełnej ruiny. Strażnicy zeszli także do grobowych krypt, rozbijali trumny i rabowali z nich cenne przedmioty, a następnie wyniesiono trumny na plac przed kościołem i ustawiono z nich oraz drewnianych figur wielki stos z kukłą księdza ubraną w szaty liturgiczne na szczycie, który następnie podpalono. Ciało księdza Ferdynanda zostało niedawno przetransportowane z Krakowa i po ponownej ekshumacji spoczywa obecnie w prawej nawie kościoła Księży Filipinów w Tarnowie. Czynione są też starania o jego rychłą beatyfikację.

Po przyjeździe do Nowego Wiśnicza młodzi mieli okazję zwiedzić więzienie, na terenie którego znajdował się dawniej obóz oraz ruiny zburzonego w 1940 r. kościoła. Na miejscu wysłuchali z ust ks. Mateusza przedstawionej wyżej historii ks. Ferdynanda. Na ruinach kościoła wciąż można zobaczyć ślady spalenizny, które spowodował płonący stos dewocjonaliów, co zrobiło na wszystkich duże wrażenie. Po wizycie w więzieniu zobaczyli i zwiedzili okoliczny zamek Kmitów i Lubomirskich wzniesiony w XIV wieku, po czym udali się do wąwozu, w którym został stracony ks. Machay. Na miejscu mieli okazję obejrzeć tablicę pamiątkową, odmówiono też wspólnie Koronkę do Bożego Miłosierdzia prosząc o jego rychłą beatyfikację.

Zwiedzanie tych miejsc oraz poznanie historii ks. Ferdynand Machaya było nowością nawet dla niektórych członków tarnowskiego Oratorium. Bogna z Tarnowa komentuje to wydarzenie następującymi słowami: O postaci ks. Ferdynanda słyszałam niewiele, aż do dni spotkania młodzieży oratoryjnej. Historię jego życia poznałam podczas zwiedzania więzienia w Nowym Wiśniczu. Było to wstrząsające przeżycie, słuchać historii człowieka w miejscu gdzie był katowany i gdzie spędził ostatnie dni życia. Słuchać, a zobaczyć, to dwie odmienne rzeczy. Co zobaczyliśmy? Osmoloną fasadę kościoła klasztornego, która do dziś nosi ślady wielkiego, płonącego stosu dewocjonaliów, utworzonego przez Niemców, wąwóz – miejsce stracenia ks. Ferdynanda jak i 9 innych więźniów. Niesamowite było dla mnie stać tam ze świadomością tego, co się tam stało i modlić się wspólnie w intencji pomordowanych i beatyfikacji ks. Ferdynanda. Uważam, że to bardzo ważne dla wspólnoty oratoryjnej, by pamiętać o tamtych wydarzeniach i o postaci ks. Ferdynanda Machaya.

 

Wieczorem, po powrocie do Tarnowa odbył się w klasztornym ogrodzie grill integracyjny. W atmosferze oratoryjnej radości młodzież spędziła czas na wspólnych rozmowach, śpiewach i wzajemnej integracji. Po trwającej do późna zabawie wszyscy wspólnie odśpiewali przy kapliczce w ogrodzie Litanię Loretańską i po błogosławieństwie udali się na spoczynek po tym długim i pełnym wrażeń dniu.

Niedzielne przedpołudnie ostatniego już dnia spotkania uczestnicy spędzili na sprzątaniu swoich pokoi i podsumowywaniu spotkania. O 10:30 odbyła się w kościele Msza Święta zamykająca spotkanie, po której wszyscy udali się jeszcze do nawy, w której spoczywa obecnie ks. Ferdynand Machay i raz jeszcze pomodlili się o jego beatyfikację.

Po obiedzie grupy zaczęły się powoli rozjeżdżać. Wzruszających pożegnań nie było końca. Te parę dni bardzo nas do siebie zbliżyły i umocniły w oratoryjnej wspólnocie. To był piękny czas, który z pewnością wszyscy będziemy jeszcze długo wspominać. Magda z Gostynia tak opisuje ten moment: Poza zaplanowanymi punktami programu uderzyła mnie niesamowita siła wspólnoty. Młodzież rozsiana po całej Polsce w jednym Duchu, opierająca się na tych samych wartościach, mająca za patrona KOGOŚ TAK WSPANIAŁEGO jak św. Filip, która potrafi się porozumieć, ba! zaprzyjaźnić i zapamiętać na długo po zamienieniu kilku słów. Wierzę, że nie ma przypadków i mój przyjazd do Tarnowa miał jakiś cel, który udało się zrealizować. Pan rzuca niespodziankami na lewo i prawo, sztuka w tym by je łapać.

Jadąc do Tarnowa zupełnie nie wiedziałam czego się spodziewać ani dlaczego Pan Bóg mnie tam posyła – mówi jej koleżanka Paulina. – Zarówno adoracje, spowiedź święta oraz Msze św. i pielgrzymka umocniły relację z Panem Jezusem, ale spotkanie biblijne oraz wszelkie rozmowy o różnych godzinach dnia i nocy niezwykle umocniły poczucie wspólnoty. Radość ze wspólnego przebywania i ubogacania się świadectwem. Mogłam rozmawiać z ludźmi w różnym wieku oraz różnych stanów i tak różnorodność otwierała oczy na nowe i świeże spojrzenia na wiarę oraz na Kościół. Jestem pewna, że Duch Święty wiał przez nasze serca w tym czasie i rozpalał w nas ogień miłości, który przepełniał serce św. Filipa.

Dziękujemy Bogu za to Spotkanie, za każdy moment wspólnej rozmowy, dyskusji, modlitwy, zabaw, śmiechu i radości. Nie wiemy na chwilę obecną jakie będą jego owoce. Chcemy powierzać mu ten czas, ufając, że zamieni to wszystko w coś pięknego.

autor: Maciej Garmada