Aktualności,  ON-LINE,  Oratorium Domowe

Wspominamy dziś bł. Antoniego Grassi, filipina

Boże, wysłuchaj naszą modlitwę
i wzbudź w Twoim Kościele takiego ducha,
jaki nieustannie pobudzał błogosławionego Antoniego, kapłana,
do podtrzymywania zgody w Twoim ludzie
i troski o piękno Twojego domu.
Przez Chrystusa, Pana naszego. Amen.

 

 

Wierny przyjaciel Chrystusa i jego niestrudzone narzędzie

z „Braterskiego listu do wszystkich współbraci Oratorianów” Kardynała Alfonsa Capecelatro z Kongregacji Oratorium (Rzym, 24 maja 1900 r., Archiwum Postulacji Generalnej Oratorium)

 

               „Czcigodny Antoni Grassi z Oratorium Św. Filipa Neri bardzo słusznie może być zaliczany do najwierniejszych przyjaciół Chrystusa i do jego niestrudzonych narzędzi. Istotnie, przez osiemdziesiąt lat, im hojniej był przez Boga karmiony chlebem życia i intelektu oraz pojony wodą zbawiennej mądrości, tym doskonalej, z dnia na dzień, odpowiadał na dary Bożej łaski, mianowicie uważał, że nie należy pragnąć niczego innego, jak tylko tego, aby stawać się podobnym do obrazu Syna Bożego. Doskonałość jego świętości przede wszystkim ukazywała się w kultywowaniu pobożności i służby Bożej, w wyrzeczeniu się samego siebie, w żarliwości o zbawienie dusz, tak, że również ludzie wybitni, ze względu na godność i roztropność, szanowali go jako współzawodniczącego z Filipem Neri oraz prosili go o modlitwy i o rady niebiańskiej mądrości” (S.C.R. Dekr. o Zatwierdzeniu cudów, 12 listopada 1893 r.).

               „On bowiem okazał się we wszystkim znakomitym naśladowcą Ojca Filipa” (S.R.C. Dekr. super Tuto, 11 lutego 1894 r.).   

               Z pewnością jest rzeczą słuszną, że Stolica Święta wygłosiła tak wielkie oraz tego rodzaju pochwały dla czynów i gestów czcigodnego Sługi Bożego.

               Istotnie, już przed urodzeniem i zaraz po urodzeniu, został on zapowiedziany jako „święty” i „wielki sługa Boży”. Światło dzienne ujrzał w Fermo w 1592 roku, jeszcze za życia św. Filipa, i został ochrzczony przez ojca Civitella, który później został Prepozytem Oratorium w tymże mieście.

               Był człowiekiem o tak wielkiej czystości, jak nowy Bernardyn ze Sieny, że kiedy był jeszcze chłopcem, sama jego obecność lub słowa „To jest Antoni”, wystarczały do odciągnięcia młodszych kolegów od jakiejkolwiek mniej przyzwoitej rozmowy. Na tę anielską cnotę wskazywał miły zapach, jaki wydzielało ciało Antoniego, zarówno żyjącego jak i umarłego, oraz nieznośny smród, poprzez który w nadzwyczajny sposób rozpoznawał ludzi bezwstydnych, oraz, w końcu, cudowny okrzyk małej, liczącej zaledwie dwa lata, dziewczynki: „Oto Anioł, oto Anioł”, gdy kilkakrotnie wskazywała na niego w kościele.

               Uświadomiony przez swojego kierownika duchowego, który był uczniem św. Filipa, o jego powołaniu oratoryjnym, w wieku szesnastu lat pożegnał świat wstępując do Kongregacji w Fermo, do której Oratorium uczęszczał od dzieciństwa.

               „Mając w swoich oczach utrwalony obraz św. Filipa, swojego ojca i nauczyciela, był do tego stopnia stały i zawsze podobny do niego w strzeżeniu reguł, także tych najdrobniejszych, że nigdy, w ciągu sześćdziesięciu kilku lat, nie odchylał się ani na prawo ani na lewo w przestrzeganiu prawa Bożego. A z nich, przez trzydzieści siedem, jako wyjątkowy i niezwykły przykład, był Prepozytem tej Kongregacji, i jak świeca, która świeci na świeczniku, rozprzestrzeniał niegasnący blask swoich cnót i stawał się wszystkim dla wszystkich, aby pozyskać wszystkich dla Chrystusa” (S.R.C. Dekr. zatw. cnoty, 1 kwietnia 1770 r.).

               W 1625 roku przybył do Rzymu dla zyskania odpustu zupełnego z okazji Wielkiego Jubileuszu, i tam zadośćuczynił swoim uczuciom pobożności i przywiązania, przede wszystkim odwiedzając miejsca, w których jego Ojciec i Patron był sławny za życia.

               Płonący Bożą miłością, szukał słodkiego spoczynku w otwartej ranie boku Chrystusa i, będąc miłym Bogu i ludziom, zawarł przyjaźń i zyskał pochwałę od znamienitych, żyjących jeszcze, uczniów św. Filipa, jednym z nich był ojciec Consolini, którego św. Filip bardzo miłował. A nawet, swoją łagodnością oraz sławą cnoty, przyciągnął do siebie całą rodzinę Kongregacji Oratorium, do tego stopnia, że Filipini z innych regionów bardzo serdecznymi listami prosili, prześcigając się wzajemnie, o ostatnie błogosławieństwo Antoniego, już wycieńczonego starością i trudami.

               Był wielkim miłośnikiem pobożności maryjnej; każdego roku udawał się w pobożnej pielgrzymce do Świętego Domku Loretańskiego, w którym Słowo stało się ciałem, i tam doznawał cudownych uniesień oraz najwyższej słodyczy ducha. Ciągle głosił pochwały Najświętszej Maryi Panny i wyśpiewywał je z radością. Następnie zwracał się do św. Filipa jako pośrednika, aby skuteczniej otrzymywać wstawiennictwo Matki Bożej, mówiąc: „Wszystko, o co błaga Błogosławiona Dziewica Maryja Jezusa Chrystusa swojego Syna, to otrzymuje; wszystko, o co św. Filip błaga Błogosławioną Dziewicę, to uzyskuje”. Dlatego pobożnie sławił wielkie cnoty Świętego Ojca i miał zwyczaj mawiać do braci: „O, jakiegoż honoru i zaszczytu godnymi czyni nas to, że jesteśmy synami św. Filipa!”

               Z procesów apostolskich wynika, że wszystkie cnoty czcigodnego Antoniego były heroiczne. Dlatego Bóg niebiańskimi charyzmatami potwierdził nadzwyczajną świętość swojego sługi. Obdarzony przez Boga darem proroctwa, uzdrawiania i cudów, przez uczucie miłosierdzia na siebie przenosił cierpienia bliźniego, monety z brązu przemieniał w srebro, rozkoszował się upragnioną obecnością i śpiewem wróbelka oraz był sławny przez inne cuda.

               Zwłaszcza w ostatniej chorobie był doskonałym wzorem cierpliwości, czerpiąc wielką pociechę z pobożnego rozważania Stygmatów św. Franciszka, których – twierdził – chciałby być uczestnikiem, jako że był członkiem Arcybractwa Przepasanych Sznurem Ojca Serafickiego. W końcu, powiadomiony przez Błogosławioną Dziewicę Maryję, za pośrednictwem św. Filipa, o bliskiej śmierci i o wiecznym zbawieniu, z niesłychaną radością zawołał: „O jakie to szczęście, jak wielka pociecha, być synem św. Filipa podczas przechodzenia z tego życia!”.

               Zmarł 13 grudnia 1671 roku.