kongo1
Aktualności

Kongo u Filipinów

Tydzień Misyjny w Kościele Filipinów
 

Wtorek
 

Skromne szeregi naszych wolontariuszy zostają postawione w stan pełnej gotowości. Jest wtorek,
19 lipca, około godziny 13. Na ulicę Goldhammera podjeżdża ogromny autokar. Leniwe wczesne popołudnie rozbrzmiewa nagle śpiewem i okrzykami. Spoglądamy na prawdziwą eksplozję pozytywnej energii, jaką tworzą przybysze z dalekiej Republiki Konga.
Już od pierwszych chwil między nami, a naszymi gośćmi zawiązuje się nić przyjaźni. Tydzień Misyjny rozpoczynamy od ugoszczenia Kongijczyków obiadem w klasztorze księży filipinów. Chwilę później przechodzimy do Auli św. Filipa. Z początku nieśmiało zerkamy jedni na drugich. Zaraz jednak pierwsze lody zostają przełamane, czego najlepszym świadectwem są wspólne tańce i śpiewy, począwszy od francuskiego „Frere Jacques", a na nieśmiertelnej belgijce kończąc.
 Iza i Maciek dzielnie stawiają czoła francuskiej mowie. Dzięki nim już za krótki moment największym hitem tego tygodnia zostaje utwór „Nie ma innego jak Jezus”. Okazuje się to tym łatwiejsze, że przybysze z Afryki znają już tę piosenkę, tyle, że po francusku. Uczymy się wzajemnie obu wersji, choć widać, że to polska naprawdę przypadła Kongijczykom do gustu. Odtąd śpiewają ją przy każdej okazji!
Około godziny 16.30 następuje pierwsze spotkanie Kongijczyków  z goszczącymi ich rodzinami. Mimo bariery językowej, szybko znajdują wspólny język. Niestety, nie jest im dane odpocząć po wyczerpującej podróży. Nasi wolontariusze zjawiają się u rodzin już dwie godziny później, aby zaprowadzić gości z Konga na Mszę Świętą w naszym kościele. Wtedy to zostajemy oczarowani przepięknym odśpiewaniem modlitwy Ojcze Nasz w języku lingala.
Kiedy koło godziny 20 odprowadzamy Kongijczyków do domów, nie zdajemy sobie jeszcze sprawy, że kolejne dni będą przypominały maraton…

 

Środa
 

Następny dzień rozpoczynamy Mszą Świętą w Katedrze. Mniej więcej o 10.30 wskakujemy do autokarów i ruszamy do Sromowców Niżnych. Po drodze oczywiście śpiewamy. Ksiądz Michał Witek tworzy podręczny słownik języka polskiego dla afrykańskiego współpasażera, a z kolei Bartek cierpliwie odpowiada na pytania o tablety, telefony i samochody, które można kupić w Polsce. Trzy godziny później wsiadamy na tratwy i prześlizgując się po falach Dunajca, podziwiamy piękno Pienińskiego Parku Narodowego. Flisacy ze sporą dawką humoru opowiadają o historii mijanych przez nas miejsc i otaczającej je przyrodzie. Pierwszym czarnoskórym flisakiem na Dunajcu zostaje „nasz” Padre Franck. Od razu widać, że doskonale sprawdza się w tej roli.
Wracamy na stały ląd i przechodzimy przez urokliwą Szczawnicę, gdzie delektujemy się pysznymi lodami. Podczas godzinnej przerwy Kongijczycy nie tracą ani chwili i w pobliskim parku organizują taneczną zabawę. Gdy jakiejś osobie zostanie włożony na głowę kapelusz jednego z kongijskich księży, wchodzi ona w centrum roztańczonego koła.
W końcu ten entuzjastyczny korowód rusza do autokarów. Podróż powrotna przebiega spokojnie.
Ze zdziwieniem stwierdzamy, że Kongijczykom też zdarza sie odczuwać zmęczenie.

 

Czwartek
 

W czwartek odwiedzamy malowane domy w Zalipiu oraz synanagogę w Dąbrowie Tarnowskiej.
W uszach dźwięczą nam języki z różnych stron świata: Kongo, Peru, Niemiec, Ukrainy oraz Norwegii.
Po południu natomiast udajemy się na spacer po Tarnowie, choć niewątpliwie największą atrakcją turystyczną są sami zwiedzający. Jeden z naszych gości uznaje, że zostanie pierwszym kongijskim tarnowianinem.
Wieczorem zbieramy się na Starej Kapłanówce. Głośne śpiewy i tańce cichną, kiedy na olbrzymią scenę wkraczają członkowie wspólnoty Cenacolo. Przez następne 2 godziny ze wstrzymanych oddechem oglądamy dopracowany w najmniejszych detalach, przepiękny spektakl "Credo".
Po przedstawieniu przeżywamy chwilę grozy, zgubiwszy dwójkę Kongijczyków. Na szczęście już za moment okazuje się, że po prostu sami wrócili do rodzin, bezbłędnie odnajdując drogę. Poczuli się
w Tarnowie jak u siebie w domu.

 

Piątek
 

Piątek nosi nazwę Dnia Pielgrzymkowego, dlatego i my wyruszamy z Pleśnej do Zawady. Jak zwykle idziemy w rytmie afrykańskich melodii, mimo ogromnego upału i palącego słońca.  W Zawadzie z ulgą odpoczywamy w pobliżu zabytkowego kościółka, gdzie zorganizowano Festiwal Młodych.
Wracamy do Tarnowa, ale to jeszcze nie koniec wrażeń. Dla naszych najwytrwalszych "podopiecznych" organizujemy krótką lekcję języka polskiego. Pani Aldona Czernecka-Mitera z V LO cierpliwie uczy kolejnych polskich zwrotów, a my nie możemy ukryć uśmiechu, obserwując językową gimnastykę Kongijczyków, przy próbie wymawiania niektórych polskich wyrazów (wyjątkową trudność sprawiało im najzwyklejsze „cześć”). Wielkie wrażenie wywarło na nas to, że tak szybko zapamiętali podane wyrażenia.

 

Sobota
 

W sobotni ranek spotykamy się na wspólnej modlitwie w klasztorze, a następnie kontynuujemy kurs języka polskiego. Równocześnie przybliżamy naszym gościom polską historię i nasze tradycje oraz opowiadamy o Kongregacji św. Filipa Neri. Kongijscy kapłani wydają się zainteresowani utworzeniem filipińskiej wspólnoty na terenie swojego państwa.
W klasztorze zostajemy jeszcze na obiedzie, a później pędzimy na zbiórkę na ulicy Goldhammera. Witamy się z pozostałymi uczestnikami Tygodnia Misyjnego i w pogodnej atmosferze udajemy się do Starego Sącza.
Na miejscu odkrywamy przedsmak centralnych uroczystości, gdy razem z ogromnym tłumem pielgrzymów modlimy się, tańczymy, śpiewamy i uwielbiamy Boga. Zmęczeni, ale bogatsi o nowe doświadczenia, wracamy do domu dopiero przed północą.

 

Niedziela
 

Dzień rozpoczynamy Mszą Świętą o 10.30 w kościele pw. św. Krzyża i św. Filipa. Po Eucharystii wykorzystujemy okazję, aby porobić sobie wspólne zdjęcia.
Podczas gdy nasi afrykańscy bracia i siostry spożywają uroczysty obiad z rodzinami, wolontariusze przygotowują się do świętowania 501. urodzin św. Filipa. Wkrótce dołączają też do nas Kongijczycy, którzy chętnie biorą udzia we wszelkich atrakcjach, jak np. skakanie na skakance czy puszczanie wielkich mydlanych baniek.
Na 18:00 idziemy na rynek, gdzie odbywa się przygotowany specjalnie na tę okazję koncert. Czas upływa nam na pogawędkach, tańcach i śpiewach. Po kolacji w filipińskim klasztorze przybysze spod równika wracają do domu, gdzie przygotowują się do wyjazdu do Krakowa.

 

Poniedziałek
 

O 9 rano uczestniczymy w ostatniej wspólnej Eucharystii w tarnowskiej Katedrze, robimy ostatnie zdjęcia i przeprowadzamy ostatnie rozmowy. Uściski i ukradkiem ocierane łzy świadczą o wzajemnej przyjaźni i życzliwości oraz owocnie przeżytym Tygodniu Misyjnym. Choć widać, że naszym gościom najwyraźniej nie za bardzo się spieszy, to jednak o godzinie 12.30 żegnają się z nami i znikają za ciemnymi szybami autokaru. Powoli wracamy do normalności, choć z pewnością nigdy nie zapomnimy tego wspaniałego doświadczenia jedności i zarazem różnorodności Kościoła.

Tekst: Agnieszka Sądowicz