Aktualności

20 dni w obozie zagłady w Nowym Wiśniczu

Dnia 14 maja 1940 r. ks. Machay, razem z grupą braci albertynów i z o. Hieronimem Michalskim, bernardynem, został przewieziony z więzienia Montelupich do obozu w Nowym Wiśniczu. „Na powitanie”, ks. Machay został szczególnie mocno pobity przez volksdeutschów a zarazem blokowych obozu koncentracyjnego. Dla ks. Ferdynanda Machaya tym samym rozpoczął się czas jego ostatniego, najważniejszego egzaminu. Egzaminem tym było 20 dni pobytu w wiśnickim obozie koncentracyjnym zakończone męczeńską śmiercią. Obóz mieścił się w dawnym klasztorze Karmelitów Bosych wybudowanym w latach 1621-1635 jako wotum za zwycięstwo pod Chocimiem, zamienionym w 1783 roku na więzienie. Wewnątrz kompleksu obozowego istniał kościół pod wezwaniem Chrystusa Salwatora. Na początku wojny w 1939 r., już 7 września, niemieckie władze wojskowe urządziły tutaj przejściowy obóz dla polskich jeńców wojennych. Po ich przetransportowaniu do Niemiec, w połowie grudnia 1939 r. niemieckie władze policyjne zorganizowały w tych budynkach obóz koncentracyjny. Od 15 stycznia 1940 r. jego komendantem był Standartenführer SS Wilhelm Oskar Asmus. Współwięzień ks. Machaya z obozowej celi w Nowym Wiśniczu dał świadectwo o ks. Machayu: „W człowieku tym, jakkolwiek wówczas jeszcze młodym, widziałem uosobienie dobroci, synonim wytrwania i przetrwania. Codzienne, kilkakrotne bicie pękami kluczy od bram więziennych po plecach, wywoływały okropny ból. Ten nie do zniesienia ból nie załamał mego towarzysza niedoli, często słyszałem z jego skrzywionych skurczem bólu ust słowa: „I to przetrwamy, i to się skończy”. Pokrzepiał stale współtowarzyszy celi więziennej, nie pozwalając im, bitym i katowanym, załamywać się duchowo. Pewnego wieczoru (dwaj księża) wyprowadzeni z celi na korytarz, zostali pobici do nieprzytomności i w tak okropny sposób, że ślady bicia zniekształciły ich wygląd zewnętrzny tak dalece, że nie można było rozpoznać powracającego do celi ks. Machaya. Dziury wybite pękami kluczy na twarzy, plecach i innych częściach ciała zdawały się oznajmiać bliski koniec maltretowanego. Ferdynand wytrzymał to wszystko, a wchodząc do celi, rzekł: ‘I to się skończy’”.

obóz koncentracyjny w Nowym Wiśniczu
w dawnym klasztorze karmelitów bosych