Aktualności,  ON-LINE,  Oratorium Domowe

Newman – święty dla nas, inspiracja 40

 

św. Jan Henryk kard. Newman COr

Wyznawanie wiary bez spełniania uczynków

„Kazania parafialne”, tom I, Kazanie 10.

 Kiedy wielotysięczne tłumy zebrały się koło Niego, tak że jedni cisnęli się na drugich, zaczął mówić najpierw do swoich uczniów: «Strzeżcie się kwasu, to znaczy obłudy faryzeuszów». Łk 12,1

 

Obłuda to poważne słowo. Jesteśmy przyzwyczajeni do tego, by mieć obłudnika za kogoś nienawistnego, podłego i rzadko spotykanego. Jak to zatem jest, że nasz Błogosławiony Pan, otoczony niezliczonym tłumem, rozpoczął przede wszystkim od ostrzeżenia swych uczniów przed obłudą, tak jakby byli oni w szczególnym niebezpieczeństwie stania się takimi, jak ci nikczemni oszuści – faryzeusze? Zatem, zostaje nam przedstawione pouczające zagadnienie do rozważenia, za które teraz się zabieram.

Uważam, że jesteśmy przyzwyczajeni do tego, by mieć obłudnika za osobę skrajnie niegodziwą i spotykaną bardzo rzadko. Tego, że obłuda to wielka nikczemność nie ma potrzeby kwestionować, ale to, że nie jest to częsty grzech nie jest prawdą, co też pokaże nam mała analiza. Kim bowiem jest hipokryta? Jesteśmy skłonni rozumieć przez obłudnika kogoś, kto czyni wyznanie wiary dla nieczystego zysku, bez praktykowania tego, co wyznaje, który jest złośliwy, chciwy lub rozwiązły, podczas gdy przybiera zewnętrzną postawę świętości w słowach i zachowaniu, a który czyni tak rozmyślnie i bez skrupułów, oszukując innych, lecz nie samego siebie. Taki człowiek tak naprawdę zaprzecza temu, że w pewnych wiekach, a właściwie w każdym wieku, istnieli tego typu ludzie. Wydaje się jednak, że nie to rozumiał przez obłudnika nasz Zbawiciel, ani nie tacy byli faryzeusze.

Faryzeusze, co prawda, mówili jedno, a robili drugie, ale nie byli świadomi swojej niekonsekwencji. Oszukiwali oni samych siebie tak samo jak innych. W rzeczywistości w ludzkiej naturze nie leży oszukiwanie innych przez długi czas bez oszukiwania w pewnym stopniu także i siebie. W większości przypadków potrafimy oszukać samych siebie tak samo, jak oszukujemy innych. Faryzeusze chlubili się tym, że byli dziećmi Abrahama, w ogóle nie rozumiejąc, nie wiedząc, co zawierało się w tym określeniu. Tak naprawdę nie zostali oni włączeni do błogosławieństwa danego Abrahamowi, a chcieli, by świat uwierzył, iż tak właśnie było. Ale oni sami także sądzili, że zostali do niego włączeni, albo przynajmniej, ogólnie biorąc, pomimo wątpliwości, zostali o tym przekonani. Oszukiwali siebie tak samo jak oszukiwali świat. Dlatego też nasz Pan przedstawia im doniosłą, szczerą prawdę, o której oni najzwyczajniej zapomnieli. „Gdybyście byli dziećmi Abrahama, to byście pełnili czyny Abrahama” (J 8, 39).

O tej prawdzie, jak uważam, oni zapomnieli, ponieważ nie ma wątpliwości, że kiedyś ją znali. Był taki czas, kiedy bez wątpienia znali oni samych siebie w pewnej mierze i wiedzieli, co czynili. Kiedy zaczęli – każdy z nich w sobie właściwym czasie – oszukiwać ludzi, to w tamtej chwili nie oszukiwali samych siebie. Stopniowo jednak zapomnieli, bo nie troszczyli się o to, by zatrzymać to w swojej wiedzy – zapomnieli, że aby być błogosławionymi jak Abraham muszą być świętymi jak Abraham, że zewnętrzne obrzędy nie służą niczemu bez wewnętrznej czystości, że ich myśli i motywacje muszą być niebiańskie. O części swoich obowiązków całkowicie przestali oni pamiętać, o reszcie mogą istotnie ciągle wiedzieć, ale nie doceniają ich tak, jak powinni. Stali się nieświadomi własnej kondycji duchowej. Nie dotarło do nich, że w dużym stopniu ulegli wpływowi świata, a gorliwość w służbie Bogu stała się jedynie drugorzędną zasadą postępowania, i że umiłowali chwałę ludzką bardziej niż Bożą. Wciąż tylko mówili o religii, o niebie i piekle, o zbawionych i potępionych, aż ich mowy stały się jedynie słowami w ustach, bez przypisanego im prawdziwego znaczenia. Oni zaś bądź nie czytali Pisma Świętego w ogóle, albo czytali je bez gorliwości i uwagi co do jego prawdziwego sensu. Wskutek tego stali się skrupulatnie uważni jeśli chodzi o płacenie dziesięciny, nawet w najmniejszych kwestiach, z mięty, anyżu i kminku, podczas gdy omijali poważniejsze kwestie Prawa: sąd, miłosierdzie i wiarę. Na tej podstawie nasz Pan nazywa ich „przewodnikami ślepymi” – nie bezczelnymi, bezbożnymi oszustami, którzy wiedzieli, że są fałszywymi przewodnikami, ale ślepcami (Mt 23, 24; Łk 11, 39-52). Co więcej, byli oni ślepi w swym myśleniu, iż jeśli żyliby w czasach swoich ojców, nie zabiliby proroków, jak to uczynili ich ojcowie. Nie znali oni samych siebie. Nieświadomie oszukali samych siebie tak samo, jak innych ludzi. Niewiedza co do własnej niewiedzy była dla nich karą i dowodem ich grzechu. „Gdybyście byli niewidomi” – nasz Pan mówi im, że gdyby byli tylko niewidomi i świadomi, że tak jest, i zaniepokojeni tym faktem – „nie mielibyście grzechu, ale ponieważ mówicie: «Widzimy»” – oni nawet nie wiedzieli o swojej ślepocie – „grzech wasz trwa nadal” (J 9, 41).[1]

Tym właśnie jest obłuda – nie tylko oszukiwaniem innych ze strony człowieka, wiedzącego przez cały czas, że ich w tym momencie oszukuje, ale oszukiwaniem siebie oraz innych równocześnie, pragnąc pochwał z ich strony za wyznawanie wiary, bez zauważania, że bardziej się kocha ich pochwały niż chwałę Bożą, a także, że deklaruje się dużo więcej niż się czyni. Jeśli zaś to właśnie jest prawdziwe, biblijne znaczenie tego słowa, wydaje się, że zyskujemy pewien wgląd w powody, które skłoniły naszego Boskiego Nauczyciela do ostrzeżenia Jego uczniów przed obłudą w tak dobitny sposób. Niezliczone tłumy ludzi tłoczyły się wokół Niego, a uczniowie Jego otaczali Go. Dwunastu z nich zostało wyznaczonych, by Mu służyć jako Jego specjalni przyjaciele. Innych siedemdziesięciu zostało wysłanych z cudownymi darami, a po powrocie, z triumfem opowiadali oni o swoich własnych, wspaniałych czynach. Wszystkich ich On nazwał solą ziemi, światłem świata i dziećmi Jego królestwa.[2] Oni to byli pośrednikami pomiędzy Nim a ogółem ludzi, niosąc Jego naukę chorym i uciemiężonym. Teraz zaś stali przy Nim, mając udział w Jego popularności, być może doznając chwały z powodu swego związku z Chrystusem i odczuwając zadowolenie z faktu, że niecierpliwy tłum był w nich wpatrzony. To właśnie wtedy, zamiast zwrócić się do tłumu, On przemówił najpierw do swoich uczniów, mówiąc: „Strzeżcie się kwasu, to znaczy obłudy faryzeuszów”,[3] tak jakby mówił: „Jaki jest główny grzech Moich wrogów i prześladowców? Nie to, że otwarcie zaprzeczają Bogu, ale to, że miłują wyznawanie wiary ze względu na chwałę ze strony ludzi, która za tym idzie. Lubią oni porównywać się z innymi ludźmi, szczycą się tym, że pośród potępionych stanowią mała trzódkę,[4] dla której zapewnione jest życie. Lubią stać i być podziwiani w czasie swoich religijnych obrzędów i mają się za zbawionych, nie dzięki swojej osobistej świętości, ale dzięki wierze ich ojca, Abrahama. Całe to złudzenie może też dotyczyć was, jeśli zapomnicie, że każdy z was w przyszłości zostanie osądzony według swoich czynów przed Bożym Tronem. Obecnie rzeczywiście macie udział w Mojej chwale i spotyka was uznanie z powodu Mojej nauki i świętości, ale «nie ma nic ukrytego, co by nie wyszło na jaw, ani nic tajemnego, co by się nie stało wiadome,»[5] aż do dnia sądu.”

To ostrzeżenie przed obłudą staje się jeszcze bardziej potrzebne i poruszające, jeśli weźmie się pod uwagę wielkość przywilejów chrześcijan, kiedy ich porównamy z Żydami. Faryzeusze chlubili się tym, że są dziećmi Abrahama. My mamy nieskończenie większe błogosławieństwo, które daje nam braterstwo z Chrystusem. W okresie niemowlęctwa wszyscy zostaliśmy obdarowani najbardziej zaszczytnymi i chwalebnymi tytułami, takimi jak: dzieci Boga,[6] członkowie Chrystusa[7] i dziedzice królestwa niebieskiego.[8] Zostaliśmy zaszczyceni darem działania Ducha, który nas ogarnął i spoczął na nas, czyniąc nasze ciała świątyniami Boga.[9] Kiedy zaś osiągnęliśmy wiek używania rozumu, zostaliśmy dopuszczeni do tajemnicy niebiańskiej komunii z Ciałem i Krwią Chrystusa. Czy biorąc pod uwagę naszą przewrotną naturę, jest coś bardziej prawdopodobnego niż to, że zlekceważymy obowiązki, równocześnie pragnąc pozostawić sobie przywilej wyznawania wiary chrześcijańskiej? Nasz Pan ze smutkiem przepowiedział w swych przypowieściach to, co stanie się z Jego Kościołem, kiedy, na przykład, porównał go do sieci, która łowiła ryby z każdego gatunku, ale została sprawdzona dopiero na końcu, kiedy wyciągnięto z niej zróżnicowaną zawartość, dobrą i złą.[10] Aż do dnia nawiedzenia[11] Kościół widzialny zawsze będzie pełny takich obłudników jak opisałem, którzy żyją w jego cieniu, ciesząc się mianem chrześcijan i na próżno wyobrażając sobie, że będą mieli udział w szczęściu wiecznego zbawienia.

Być może jednak da się przyznać, że istnieją w chrześcijańskim świecie rzesze ludzi, wyznających wiarę bez spełniania właściwych jej uczynków, a równocześnie zaprzeczyć, że to wystarczy, by stać się obłudnikiem w biblijnym sensie tego słowa – tak jakby obłudnik, kierując się jakąś złą motywacją, twierdził, że jest kimś innym niż to ma miejsce w rzeczywistości. Można argumentować, że dla tego, co czynili faryzeusze, był jakiś koniec, którego nie ma dla niedbałych i bezdusznych chrześcijan. Zastanówmy się jednak przez chwilę nad tym, jaki był motyw, który skłonił faryzeuszy do obłudy? Bez wątpienia taki, że mogli zostać zauważeni przez innych ludzi i zyskać sobie ich pochwałę.[12] Oto wyjaśnienie co do ich sytuacji, podane przez naszego Pana. Któż więc powie, że poważanie i lęk przed osądem ze strony świata, jak też oczekiwania co do światowych korzyści nie wywierają najsilniejszego wpływu na większość ludzi w wyznawaniu wiary chrześcijańskiej? Do tak wielkiego stopnia jest to trudny problem, że uważa się działanie ze strony ludzi, którzy żyją w świecie za wielkie i szlachetne, jeśli wypełniają w sposób rzetelny to, co jak wierzą, jest ich obowiązkiem wobec Boga w sytuacji, gdy opinia społeczna akurat im nie sprzyja. Istotnie, od czasów apostolskich właściwie nie było okresu, w którym ludzie byliby bardziej skłonni wykonywać swoje czyny tak, aby być widzianymi przez ludzi niż w obecnej epoce, kiedy wydaje się pieniądze dla ludzkiej pochwały i w ten sposób kształtuje swoje czyny w oparciu o zasady świata zamiast woli Bożej. Winniśmy być bardzo podejrzliwi, każdy z nas, co do solidności naszej wiary i naszej cnoty. Zastanówmy się czy postępowalibyśmy równie surowo jak czynimy to obecnie gdyby oczy naszych znajomych i sąsiadów nie były na nas zwrócone. Nie chodzi o to, że wzgląd na opinię innych jest złą motywacją – w poddaniu się lękowi przed Bożym sądem jest on niewinny i dopuszczalny, a w wielu sytuacjach dopuszczenie go jest obowiązkiem, zaś możliwość takiego postąpienia to łaskawy dar dany przez Boga, by nas prowadzić właściwą drogą. Jednak, gdy wolimy zawodny ludzki osąd od nieomylnych Bożych nakazów, wówczas postępujemy źle, i to z dwóch powodów – zarówno dlatego, że go wolimy, jak też dlatego, że będąc omylnym, zwiedzie nas. To zaś, o co was pytam, bracia moi, to nie to czy macie jedynie wzgląd na opinię ludzką dotyczącą was samych – który powinniście mieć – ale czy przedkładacie go nad Boży osąd, czego z pewnością czynić nie powinniście, a co – jeśli tak czynicie – upodabnia was do faryzeuszów jeśli chodzi o bycie obłudnym, nawet jeśli może nie posuwacie się tak daleko, jak oni w swym fałszywym postępowaniu i oszukiwaniu siebie.

1. To, że nawet uczciwie postępujący chrześcijanie kierują się w dużym stopniu lękiem o opinię społeczną na swój temat, zamiast żyć wiarą w niewidzialnego Boga, znajduje dowód w moim umyśle w następującej okoliczności. Mianowicie, zgodnie z tym na ile ich pozycja w życiu czyni ich niezależnymi od sądu innych, na tyle ich wierność w systematyczność i stanowczość zostaje zarzucona. Istnieją dwa rodzaje ludzi, którzy nie podlegają osądowi społeczeństwa – ci, którzy są ponad nim oraz ci, którzy są pod nim – najbiedniejsza klasa ludzi, którzy nie martwią się o utrzymanie poprzez własny wysiłek i utracili poczucie wstydu oraz ci, których nazywa się, używając słów tego świata, wyższą sferą społeczną, przez którą niekoniecznie mam na myśli bogatych, ale tych spośród ludzi bogatych i szlachetnie urodzonych, którzy wychodzą poza nawias społeczeństwa, zrywają więzy, łączące ich z innymi, czy to postawionymi ponad nimi, czy pod nimi, i żyją dla siebie samych i dla innych spośród nich, a ich codzienne czyny pozostają niezauważone dla reszty świata. Zatem, skoro tak się dzieje, że te dwie grupy społeczne, wyjęte spod osądu opinii publicznej, jeśli tak to można nazwać, są, generalnie rzecz ujmując, najbardziej otwarte i odważne w utracjuszowskim postępowaniu, jak wiele można w takim razie wywnioskować na temat wpływu samego tylko umiłowania swojej reputacji na utrzymywanie się każdego z nas na właściwej drodze! Jest jasne, że, prawdę mówiąc, wielkie rzesze ludzi są chronione przed grzechem ciężkim poprzez etykiety społeczne. Przyjęte przepisy dotyczące własności oraz przyzwoitości i perspektywa utraty opinii stoją na warcie i alarmują na długo zanim chrześcijańskie zasady postępowania znajdą czas, by zadziałać. Jednak pośród ludzi z najbiedniejszej i najprostszej klasy jest na odwrót – tacy sztuczni strażnicy, strzegący przed przestępstwem nie są znani. Zauważcie, powiadam, że to pośród nich i tej drugiej klasy ludzi, o których mówiłem, wady i przestępstwa są najczęstsze. Czy w takim razie my jesteśmy lepsi od nich? Nie bardzo. Bez wątpienia ich pokusy są większe, co samo w sobie nie pozwala nam przechwalać się wobec nich, ale poza tym, czy raczej poprzez to, że widzimy ich bardziej skandaliczne grzechy, nie otrzymujemy ważnej lekcji i pilnego ostrzeżenia dla siebie, wezwania do uczciwego sprawdzania siebie? My bowiem mamy taka samą naturę i takie same namiętności, jak oni. Może i jesteśmy lepsi od nich, ale to, że nam się tak wydaje, nie jest jeszcze dowodem na to, że tak istotnie jest. Pytanie brzmi: czy pomimo pozornie większej cnoty nie upadlibyśmy tak, jak oni, jeśli ograniczenia społeczne zostałyby zniesione, to znaczy, czy nie jesteśmy zasadniczo obłudni, jak faryzeusze, uznając Bożą cześć, ale czcząc Go jedynie na tyle, na ile ludzie tego od nas wymagają?

2. Można przeprowadzić inny sprawdzian tego, na ile jesteśmy podobni do faryzeuszów. Nasz Pan ostrzega nas przed obłudą w trzech kwestiach – w dawaniu jałmużny, modlitwie i poście. „Kiedy więc dajesz jałmużnę, nie trąb przed sobą, jak obłudnicy czynią w synagogach i na ulicach, aby ich ludzie chwalili. (…). Gdy się modlicie, nie bądźcie jak obłudnicy. Oni lubią w synagogach i na rogach ulic wystawać i modlić się, żeby się ludziom pokazać. (…). Kiedy pościcie, nie bądźcie posępni jak obłudnicy. Przybierają oni wygląd ponury, aby pokazać ludziom, że poszczą” (Mt 6, 2-16). Tutaj zapytajmy samych siebie, najpierw o naszą jałmużnę, czy nie jesteśmy jak obłudnicy. Nie ma wątpliwości co do tego, że część naszej działalności charytatywnej musi mieć charakter publiczny, bo samo wymienianie naszego imienia już zachęca innych, by podążali naszym wzorem. Pytam dalej o to, czy część naszej działalności dobroczynnej ma też miejsce na osobności? Czy tak wiele jest tej wypełnianej bez świadków, jak tej publicznej? Nie pytam czy dużo więcej jest czynione w ukryciu niż przed ludźmi, choć, o ile to możliwe, tak to winno wyglądać. Jeśli jednak na pierwszym miejscu nawet tylko myślimy o naszej publicznej dobroczynności, a dopiero na drugim miejscu znajduje się obowiązek dawania jałmużny na osobności, czyż nie jest jasne, że jesteśmy jak obłudni faryzeusze?

Sposób, w jaki się modlimy dostarczy nam jeszcze mocniejszego testu. Zebraliśmy się tutaj, aby chwalić Pana. To dobrze. Czy naprawdę modlimy się tak dobrze, jak to się może zdawać? Czy nasze umysły aktywnie uczestniczą w próbie wypracowania w sobie trudnego przyzwyczajenia do modlitwy? Dalej, czy w modlitwie do naszego Ojca w swojej izdebce jesteśmy tak samo stali, jak w chwilach modlitwy publicznej?[13] Czy odczuwamy silne wyrzuty sumienia jeśli pominiemy poranne lub wieczorne modlitwy lub odmówimy je pospiesznie i bez szacunku? A jednak, czy nie doznajemy wielkiej przykrości i wstydu na myśl o jawnie nieprzyzwoitym zachowaniu w kościele? Jeśli, na przykład, ulegniemy pokusie głośnego śmiechu albo innego lekkomyślnego zachowania podczas nabożeństwa, czy nie czujemy się dotkliwie zawstydzeni i nie myślimy o tym, że się zhańbiliśmy, pomimo tego, że podczas modlitwy w swojej izdebce jesteśmy przyzwyczajeni, by już po chwili całkiem zapomnieć o każdej grzesznej niestaranności? Czyż w tym nie jesteśmy jak faryzeusze?

Weźmy teraz kwestię postów. Niestety! Większość z nas nie zastanawia się nad postem w ogóle. Nawet nie dopuszczamy go do naszej myśli, ani nie zastanawiamy się czy byłoby dla nas konieczne lub odpowiednie by pościć, albo w jakikolwiek sposób umartwiać swoje ciało. Tak więc, oto jeden ze sposobów lekceważenia słów Chrystusa. Co więcej, nawet nie zmieniamy naszego zewnętrznego wyglądu tak, by wydawało się, że pościmy, jak czynili to faryzeusze. Wydaje się, że w tym różnimy się od nich. Tak naprawdę jednak owa pozorna różnica stanowi osobliwe potwierdzenie naszego faktycznego podobieństwa do nich. Im surowość przyniosła uznanie, ale nam ona jej nie przyniesie. Nam przyniosłaby jedynie nieco pośmiewiska ze strony świata. Czasy się zmieniły. Za życia Chrystusa poszczenie na pokaz sprawiało, że ludzie wyglądali na świętych w oczach innych. Popatrzcie jednak na to, co my robimy. Podtrzymujemy ów zewnętrzny pokaz dawania jałmużny i publicznej modlitwy – tak się dzieje, że te praktyki świat aprobuje. Zarzuciliśmy poszczenie na pokaz – tak się dzieje, że świat dzisiaj z postu drwi. Czy mamy pewność, że gdyby post miał poważanie u ludzi, to my nie zaczęlibyśmy praktykować postów na wzór faryzeuszów? Szukamy więc pochwały ze strony ludzi. Czy jednak we wszystkim tym do jakiegokolwiek stopnia podążamy za Bożymi wskazówkami i obietnicami?

Widzimy zatem, jak bardzo trafne jest ostrzeżenie dane przez naszego Pana nam, Jego uczniom, by przede wszystkim wystrzegać się kwasu faryzeuszów, który jest obłudą – wyznawaniem wiary bez spełniania uczynków. Ostrzega On nas przed czymś takim jak przed kwasem, jak przed subtelnie skradającym się złem, które po cichu rozprzestrzeni się w całym człowieku, jeśli na to pozwolimy. On ostrzega nas, swoich uczniów, pełen miłości i delikatności wobec nas, abyśmy nie wystawiali się na pośmiewisko i pogardę u bezbożnych tłumów, które tłoczą się i spoglądają z ciekawością, albo z niechęcią, albo egoizmem na Jego czyny. Oni szukają Go nie po to, by adorować Go z powodu Jego cudów, ale, jeśli tylko się da, by móc otrzymać cokolwiek od Niego, albo spełnić swoje zachcianki, równocześnie mówiąc o szacunku dla Niego, podczas gdy w chwili próby Go opuszczają. Czynią oni z pobożności sposób na zysk albo modę. Zatem mówi On nie do nich, ale do nas, swojej małej trzódki, swojego Kościoła, któremu Jego Ojcu spodobało się dać królestwo.[14] Następnie, nakazuje nam On uważać, byśmy nie upadli tak, jak to przydarzyło się faryzeuszom przed nami i byśmy, jak oni, nie rozminęli się z nagrodą. Ostrzega nas On, że pozory religijności w swym oszustwie nie sięgają daleko w czasie, że wcześniej czy później „wszystko, co powiedzieliście w mroku, w świetle będzie słyszane, a coście w izbie szeptali do ucha, głosić będą na dachach”.[15] Nawet jeszcze na tym świecie odkrywa się te sprawy. Człowiek zostaje przywiedziony do takiego czy innego rodzaju pokusy, a nie mając w sobie korzenia,[16] odpada i wrogom Pana daje sposobność do bluźnierstwa. Mało tego, przydarza mu się to bez uświadomienia sobie tego faktu. Albowiem chociaż człowiek zaczyna oszukiwać innych zanim oszuka samego siebie, to jednak nie oszukuje ich tak długo, jak oszukuje samego siebie. Ich oczy w końcu otworzą się na niego, kiedy jego własne będą zamknięte na samego siebie. Świat go przejrzy, wykryje – i zatriumfuje, wykrywając – jego podłą motywację oraz bezbożne plany i sztuczki, podczas gdy on sam będzie ledwie zdawał sobie z nich sprawę, a jeszcze mniej miał pojęcie o tym, że inni wyraźnie je widzą. W ten sposób będzie on nadal hołdował najdoskonalszym zasadom i uczuciom, podczas gdy ludzie źli będą nim gardzić i obrażać jego prawdziwą pobożność.

Nie sądźcie, że mówię o jednym czy dwóch ludziach, gdy omawiam skandal, jaki wywołuje niekonsekwencja chrześcijanina wobec samego siebie. Czymże jest tak zwany świat chrześcijański w praktyce, jeśli nie świadkiem szatana zamiast Chrystusa? Jeśli dobrze rozumujemy, to nie ma wątpliwości co do tego, że nieposłuszeństwo ze strony chrześcijan świadczy na korzyść Chrystusa, który zawsze zwycięża, ilekroć jest poddawany osądowi. Czy jednak istnieje jakieś wcześniejsze uprzedzenie wobec religii, tak wielkie jak to, które jest wywoływane przez życie jej wyznawców? Pamiętajmy zawsze, że wszyscy ci, którzy nie naśladują Boga całym sercem umacniają ręce Jego wrogów, dają ludziom niegodziwym powód do wywyższania się, wprawiają w zakłopotanie tych, którzy poszukują prawdy i przynoszą hańbę Imieniu swego Zbawiciela. Jest dobrze znanym faktem, iż niewierzący z triumfem utrzymują, że wielka część narodu angielskiego jest po ich stronie, że nieposłuszeństwo wyznających chrześcijaństwo stanowi dowód na to, iż, cokolwiek by nie twierdzili, w swoim sercu są oni jednak także niewierzącymi. Sami być może słyszeliśmy takie rzeczy i to wypowiadane nie w gorączce sporu albo jako satyrę, ale ze spokojną powagą, z prawdziwym i pełnym przekonaniem, że jest to prawda. Oznacza to, że ludzie, którzy odrzucili Zbawiciela, pocieszają się myślą, że ich sąsiedzi, choć zbyt nieśmiali i zbyt opieszali, by uczynić to otwarcie, to jednak potajemnie, albo przynajmniej w szczerości serca, czynią tak samo. Będąc zaś świadkami owej niekonsekwencji, pogardzają oni nimi jako ludźmi słabymi, tchórzliwymi i zniewolonymi, nienawidząc religii jako źródła takiego upodlenia umysłu. „Ci ludzie, którzy w tym kraju nazywają siebie chrześcijanami” – mówi taki człowiek – „z kilkoma wyjątkami, nie są ludźmi wierzącymi. Zaś każdy człowiek mający rozum, który nie został zaślepiony swą bigoterią, musi widzieć, że ludzie, którzy ewidentnie poświęcają się światowym korzyściom albo światowym marnościom, czy też luksusowym uciechom, nawet jeśli ciągle zachowują nieco przyzwoitości, podczas gdy udają, że wierzą w nieskończenie wzniosłe nauki chrześcijaństwa, są aktorami w nędznej farsie, która jest poniżej pogardy.” Oto słowa otwartego wroga Chrystusa – tak jakby myślał, że ośmielił się wyznać swą niewiarę, a okazał pogardę wobec nikczemnej obłudy tych, którzy go otaczają. Wprawdzie jego argument nie przetrwa próby sądu Bożego na końcu czasów, bo nikt nie staje się niewierzącym inaczej jak tylko z własnej winy, ale, choć dla niego nie ma żadnej wymówki, będzie to potępienie tych, którzy są wokół niego. Jak tak właściwie będą się oni bronić przed Tronem Boga, gdy po ujawnieniu wszystkich ich ukrytych czynów, ten przeklinający religię człowiek przypisze do pewnego stopnia swoja niewiarę ich niekonsekwentnemu postępowaniu? Kiedy wypomni ten uczynek lub tamtą rozmowę, owo brutalne i światowe postępowanie, tamtą chciwą i niesprawiedliwą transakcję albo to życie polegające na dogadzaniu sobie jako, po części, powód jego własnego upadku? „Biada światu” – jak napisano – „z powodu zgorszeń! Muszą wprawdzie przyjść zgorszenia, lecz biada człowiekowi, przez którego dokonuje się zgorszenie” (Mt 18, 7). Biada oszukującym i oszukanym przez samych siebie! „Nadzieja nieprawych zaginie, na krótko im starczy nadziei, ich ufność jak nić pajęczyny. Kto się jej uchwyci, ten nie ustoi, upadnie szukając oparcia. (Hi 8, 13-15). Oby Bóg udzielił nam łaski, byśmy uniknęli tej niedoli, dopóki mamy czas! Badajmy swoje sumienia by sprawdzić, czy nie kroczymy drogą niegodziwości. Dążmy do tego, by uzyskać niezachwianą pewność, iż jesteśmy na wąskiej drodze, które prowadzi do życia. Módlmy się też, by Bóg nas oświecił i prowadził, i dawał nam chęć przypodobania się Jemu oraz siłę.

 

tłumaczenie: Marcin Kuczok

Przekład ukazał się drukiem w „Oratoriana” nr 85 (2016), s. 75-87 (ISSN 2080-105X)

 

[1]  Zob. Jk 1,22.
[2] Zob. Mt 5,13-16 (przyp. tłum.).
[3] Łk 12,1 (przyp. tłum.).
[4] Zob. Łk 12,32 (przyp. tłum.).
[5] Łk 12,2 (przyp. tłum.).
[6] Zob. np. 1 J 3,1 (przyp. tłum.).
[7] Zob. np. 1 Kor 12,27 (przyp. tłum.).
[8] Zob. np. Jk 2,5 (przyp. tłum.).
[9] Zob. np. 1 Kor 3,16 lub 1 Kor 6,19 (przyp. tłum.).
[10] Mt 13,47-50 (przyp. tłum.).
[11] Zob. 1 P 2,12. Biblia Tysiąclecia w przypisie do tego wersetu z 1 Listu św. Piotra odwołuje się do Iz 10,3 i mówi, że chodzi o dzień, w którym Bóg będzie sądził, bądź też udzieli poganom łaski nawrócenia (przyp. tłum.).
[12] Mt 2,5.
[13] Mt 6,6.
[14] Łk 12,32.
[15] Łk 12,3 (przyp. tłum.).
[16] Zob. Mt 13,1-9 (przyp. tłum.).