Aktualności

Święta Ziemia: Buen Camino!

 

 

„TA DROGA zmienia człowieka, idąc po niej – stąpasz po Świętej Ziemi”. Tak zapewne o drodze do Santiago de Compostela może powiedzieć każdy „peregrino”. Wraz z księdzem Michałem pielgrzymując w wakacje do grobu świętego Jakuba Apostoła mogliśmy się sami przekonać o niezwykłości tej drogi.

Każdy idąc szlakiem jakubowym ma jakiś wyznaczony cel. Motywacje pielgrzymów mogą być bardzo różne. Jedni idą tutaj by odnowić swoją relacje z Bogiem, drudzy by lepiej zrozumieć samego siebie. Inni idą po to, by przeżyć przygodę swojego życia, jeszcze inni swój trud ofiarują w konkretnej intencji.

Wielu pielgrzymów idących do Santiago de Compostela ogromnie docenia wolność. Tutaj jej nie brakuje. Każdy sam ustala sobie plan dnia to: kiedy wstaje, jak długie robi postoje, co chce pozwiedzać, kiedy się modlić, aż wreszcie gdzie udać się na nocleg. Tu każdy ma swoją drogę do pokonania. Swoje tempo. Swój czas. Nikt sobie nie przeszkadza i nikt nie ma do nikogo pretensji. Wszyscy otaczają się ogromną autentyczną życzliwością, czego doświadczyliśmy wiele razy. Już pierwszego dnia drogi, każdy wchodzi w ogromną rodzinę pielgrzymów, której ojcem jest Apostoł Jakub.

Ta wolność wiąże się również z docenieniem minimalizmu. Cała szafa na ubrania i buty, półka na kosmetyki, lodówka, sypialnia i biurko musi zmieścić się w jednym plecaku, który oby jak najszybciej polubiły Twoje plecy. Rzeczy, które wydają się niezbędne, po pierwszym dniu drogi są ocenianie jako niepotrzebne. Wielu pielgrzymów po pierwszym dniu zostawia 1/3 bagażu. (My tylko zostawiliśmy „kilka” rzeczy). To tylko potwierdza, że, aby osiągnąć cel duchowy trzeba zostawić i uwolnić się od tego co materialne.

Stojąc z księdzem Michałem pod katedrą w mieście Santander, gdzie rozpoczęliśmy naszą drogę nie byłem chyba do końca świadomy, co znaczy 15 dni pielgrzymki i 530 km w słonecznej Hiszpanii. Śmiało mogę powiedzieć, że na mapie wyglądało to zupełnie inaczej. Jednakże wszystko to co wydarzyło się w czasie tych dwóch tygodni, mogę uznać za pewnego rodzaju rekolekcje.

Nasza droga przebiegała chyba przez wszystkie możliwe krajobrazy: od piaszczystych plaż wzdłuż morskiego wybrzeża, przez surowe góry, w których przez cały dzień drogi nie było żadnego zabudowania, po zatłoczone miasta czy maleńkie wsie z niemożliwą do policzenia ilością krów (z wypasów krów i produkcji serów słynie Asturia – jeden z regionów przez który szliśmy kilka dobrych dni).

Nasza droga przez pierwsze 6 dni biegła wzdłuż północnego wybrzeża szlakiem Camino del Norte. Po sześciu dniach dotarliśmy do Oviedo, skąd przez kolejne 9 dni i 320 km kontynuowaliśmy naszą drogę szlakiem Camino Primitivo przez takie miasta jak: A Fonsagrada, Lugo czy Melide.

[Tu mała dygresja: W katedrze w Oviedo znajduje się chusta (Chusta z Oviedo), w którą zawinięto w grobie głowę Pana Jezusa. Chustę można zobaczyć od poniedziałku do soboty. My w Oviedo byliśmy…. w niedzielę. Nie można mieć wszystkiego i nie wszystko można zaplanować, jednakże, ja odczytuję to jako znak, że trzeba się tam koniecznie wrócić].

Choć widoki zmieniały się jak w kalejdoskopie to jednak rytm każdego dnia wyglądał bardzo podobnie. Wyruszaliśmy z samego rana (niekiedy musieliśmy używać latarek), zaczynaliśmy śpiewem godzinek, później różaniec (zawsze po pierwszym postoju), koronka do Bożego Miłosierdzia, brewiarz, Msza święta i co ważne całe godziny na refleksje, przemyślenia, medytacje i rozmowy bardziej lub mniej poważne. Nie sposób zliczyć spotkanych ludzi, odwiedzanych miejsc, wrażeń i wspomnień, które pozostaną na długo w pamięci.

Dnia 11 lipca naszym oczom ukazała się piękna katedra – cel naszej drogi. [Długo szukałem słów, aby opisać uczucie, które nam wtedy towarzyszyło, ale poddałem się. To znacznie wykracza poza moje umiejętności]. Do wnętrza katedry nie można wejść z dużym plecakiem, dlatego podobnie jak wielu pielgrzymów najpierw długo celebrowaliśmy naszą radość na ogromnym placu przed katedrą, by później po oddaniu plecaka „pokłonić się Jakubowi”.

Modlitwa przy relikwiach, przytulenie figury św. Jakuba, to szczególne momenty, które pomimo kolejki starałem się przeżyć jak najlepiej. Niestety w środku katedry panuje ogromny ruch i gwar. Co kilka minut można usłyszeć: „silencio, por favor – proszę o ciszę”. Msza święta to w zasadzie jedyny moment, gdzie można się skupić na modlitwie. Jednakże „nie rezygnujemy” – to motto towarzyszyło nam przez ostatnie dni. Po Eucharystii idziemy do przeszklonej kaplicy adoracji Najświętszego Sakramentu. Tam dopiero nastaje cisza. Biorę głęboki oddech. Uspokaja się serce. Czuję ogromną radość. Można wracać do domu.

Ps. Niedawno spotkaliśmy naszego wykładowcę ze studiów – wielkiego miłośnika drogi do Santiago de Compostela. Kiedy opowiedzieliśmy mu o naszej wakacyjnej pielgrzymce pogratulował i powiedział: „zawsze mówię moim znajomym, że jeśli ktoś chce iść na Camino, musi to zrobić jak najszybciej, bo zakocha się i będzie chciał czym prędzej tam wracać. Kiedy zacznie zwlekać, braknie mu czasu na rozwijanie tej miłości…”

A więc… „do zakochania jeden krok”.

Buen Camino!

 

Mirosław Jasnosz COr