Aktualności,  ON-LINE,  Oratorium Domowe,  Świętego spotkałem

Świętego… spotkałem, XI

 

 

„Ks. Franciszek to szalony ksiądz!
Ale Bóg potrzebuje tak szalonych ludzi jak On!”

 

Ewa Korobut

 

Zwykle tak zaczynam opowieść o Księdzu Franciszku Blachnickim na rekolekcjach Ruchu Światło-Życie, ruchu, który to on założył, a przez to sprawił, że jestem, kim jestem!
 
 
Mam na imię Ewa. Jestem animatorem Ruchu Światło-Życie i posługuję, mieszkam i działam w Afryce.
 
Sługa Boży ks. Franciszek Blachnicki urodził się 100 lat temu a zmarł 27 lutego 1987 roku. W ciągu swojego życia zrobił dużo zamieszania. Harcerz za młodu, więzień Auschwitz i celi śmierci, cudownie nawrócony w więzieniu, tajny seminarzysta a potem duszpasterz służby liturgicznej, młodzieży, rodzin. Był solą w oku komunistów. Wyprzedzał swoją epokę, wdrażał myśl Soboru Watykańskiego II.
 
Założył Ruch Światło-Życie, inicjatywy abstynenckie – aktualnie Krucjatę Wyzwolenia Człowieka, Instytut Niepokalanej Matki Kościoła, Unię Kapłanów Chrystusa Sługi, które zmieniły oblicze polskiego Kościoła i, co ważniejsze, wiarę i religijność WIEEEELUUUU! W tym moje. 
 
Do oazy trafiłam przez reformę systemu edukacji i oczywiście przez Bożą łaskę. Moje gimnazjum złączyło dzieciaki z dwóch parafii. W klasie poznałam Weronikę, która opowiadała o swoje grupie młodzieżowej przy parafii, o ich wyjazdach, spotkaniach, ogniskach… W końcu zaprosiła mnie na spotkanie. Pamiętam je bardzo dobrze. Nigdy nie byłam w tej sąsiedniej parafii. Wszystkie salki w domu parafialnym były zajęte. Animatorka robiła, co mogła, ale żadnego tematu nie udało się zrealizować. Było za to bardzo miło. Po latach, dzięki pamiętnikowi jednej z dziewczyn dowiedziałam się, że był to 27 lutego – 15. rocznica śmierci ks. Franciszka. Właścicielka pamiętnika jest do dziś moją przyjaciółką. A ja matką chrzestną jej pierworodnego. 
 
I od tego pierwszego spotkania się potoczyło. Pierwsze rekolekcje uważam za datę mojego nawrócenia. Pierwsze piosenki śpiewane altem – to właśnie na oazie. Tam też pierwsza miłość, najbliższe przyjaźnie, myśli o powołaniu. Przez dziewczyny z grupy wybrałam liceum, za tym studia, drugi kierunek – dlatego, że każdy z paczki oazowej myślał o czymś drugim. Dzięki oazie stawałam na scenie, czytałam z ambony, pierwszy raz zaśpiewałam do mikrofonu… 
 
Jezus działał przez spotkania, modlitwy, wydarzenia, ludzi. Tak, jak założył to ksiądz Blachnicki – że człowiek budując relacje z Panem Jezusem będzie miał znaczące relacje z ludźmi. Że człowiek będący aktywnym parafianinem poczuje się częścią powszechnego Kościoła. Że człowiek mający szansę zaangażować się aktywnie w liturgię rozkocha się w niej. Że człowiek, który darmo dostał, będzie się chciał dzielić z innymi… 
 
Kiedy opowiadam o Ojcu na rekolekcjach tu w Kenii czy Tanzanii, przytaczam historię, jak to nie miał pieniędzy na dom rekolekcyjny w Krościenku. Osoby z jego środowiska mówiły mu, że znalazły jeden taki, jeden taki, ale i ten za drogi, i ten za drogi. Co na to odpowiedział mój szalony Ojciec? „To kupmy oba!” To samo przekonanie o Bożej trosce w kwestiach materialnych towarzyszyło mi, kiedy zdecydowałam się uzbierać pieniądze na nowy budynek w szkole-sierocińcu, gdzie tu w Kenii mieszkam. Pieniędzy nie miałam wcale, ale już po 2 miesiącach zbiórki 569 000 zł poszło w obieg.
 
Mam nadzieję, że ks. Franciszek nie przewraca się w grobie w Krościenku, widząc z nieba jakie akcje dzieją się tu, w Afryce na rekolekcjach. Pozytywne oczywiście. Był wizjonerem, ale nie wiem czy przewidział, że Tanzańczycy będą sobie łamać język na jego nazwisku, a kenijskie dzieci z ubogich rodzin – podopieczni oazowej „Adopcji na odległość” – będą rozpoznawać go na zdjęciu. Wiem na pewno, że gdyby nie Oaza, nie byłabym tym, kim jestem. Nie miałabym tych najlepszych przyjaciół, których mam. Nie zamieszkałabym w Kenii i nie przytulała tylu dzieciaków dziennie.
 
 

 

 

 

 
Ewa Korobut
Do nieba chcę iść z oazowiczami z Afryki. 
I codziennie staram się być takim Bożym Szaleńcem jak czcigodny sługa Boży ks. Franciszek Blachnicki.