Aktualności,  Świętego spotkałem

Świętego… spotkałem, XXXVII

 

 

Widziałem św. Jana Pawła II i padł na mnie cień św. Piotra

Mauricio Pérez

 

Był styczeń 1979 roku. Miałem zaledwie 8 lat i uczęszczałem do drugiej klasy szkoły podstawowej. Po raz pierwszy, wybrany kilka miesięcy wcześniej papież, w październiku, odbył swą podróż apostolską. Jej celem był mój kraj: Meksyk. Podróżował, aby wziąć udział w konferencji biskupów Ameryki Łacińskiej. Do tego czasu świat nie był przyzwyczajony, do podróżowania papieży. Dla Jana Pawła II podróż ta miała stanowić przełom w jego, dopiero co rozpoczętym, pontyfikacie. To właśnie w Meksyku odkrył powołanie Pana, by iść na cały świat, tak jak polecił swoim Apostołom, przed swym wniebowstąpieniem. Z czasem stał się znany jako “papież pielgrzym”.

W dniu, gdy Jan Paweł II przybył do Meksyku, 26 stycznia, w powietrzu unosiła się atmosfera wyczekiwania i ekscytacji. Trzeba pamiętać, że wtedy nie było Internetu ani mediów społecznościowych, więc informacje i zdjęcia papieży były rzadkie i nie tak powszechne jak dzisiaj. Jednym ze sposobów, aby poznać papieża, było oglądanie go w telewizji lub jeszcze lepiej, wychodząc na ulicę, by zobaczyć go przechodzącego.

Wszystkich zaskoczył jego gest pokory i dobrej woli, gdy wyszedł z samolotu i pocałował meksykańską ziemię. To stało się jego osobistym zwyczajem – czynił to zawsze, gdy podróżował do jakiegoś kraju po raz pierwszy. Po powrocie ze szkoły, razem z rodziną obejrzałem go w telewizji, celebrującego Mszę w. w Katedrze Metropolitalnej. Następnie przejechał do nuncjatury apostolskiej, a jego trasa prowadziła kilka przecznic od mojego domu. Przerobiono autobus pasażerski, rozebrano dach i zamontowano podest, na którym Jego Świątobliwość mógł stać, błogosławiąc tłumy. To była pierwsza wersja tego, co później przemieniło się w „papamobile”.

Miliony Meksykanów wyszły na ulice, aby go zobaczyć. Moi rodzice i dziadkowie wynieśli krzesła z kuchni, abyśmy mogli stanąć na nich – ja i dwie moje młodsze siostry. Stanęliśmy na rogu naszej ulicy. Wokoło było mnóstwo ludzi. Nagle słyszeliśmy okrzyki coraz bliżej. Przejechał policjant na swoim motocyklu, a potem jeszcze inni, i nagle zobaczyłem go! Papież Jan Paweł II! Miał uśmiech pełen czułości i przenikliwe spojrzenie. Stał na swoim odkrytym autobusie, jedną ręką trzymając się barierki, a drugą wskazując raz w jedną, raz w drugą stronę i błogosławiąc nas wszystkich.

Ludzie krzyczeli ze wzruszeniem „VIVA EL PAPA, NIECH ŻYJE PAPIEŻ”. Słyszałem, jak mój dziadek, który był obok mnie, krzyczał tak samo jak inni. Chciałem krzyczeć, ale nie mogłem. Emocje mnie sparaliżowały i nie mogłem nic powiedzieć. Dosłownie Jan Paweł II sprawił, że zaniemówiłem. Czułem w sercu, jakby sam Jezus przechodził obok mnie. Nawet teraz pisząc te słowa, 44 lata później, moja skóra mrowieje, a oczy są pełne łez.

Była to miłość od pierwszego wejrzenia. Papież zakochał się w Meksyku, a Meksykanie w Janie Pawle II. Powiedział nam słowa, które zapadły w pamięci: „Zwykło się mówić o mojej Ojczyźnie: „Polonia Semper Fidelis”. Chciałbym również powiedzieć: „Mexico Semper Fidelis!” Ponadto mówił do nas prawie doskonale po hiszpańsku, którego nauczył się w młodości, aby delektować się poezją św. Jana od Krzyża, uznawanego za największego poetę języka hiszpańskiego. Zobaczyliśmy go jeszcze raz, a moje uczucia były takie same. W wieku 8 lat te krótkotrwałe spotkania z Janem Pawłem II skłoniły mnie do przekonania, że warto być katolikiem i żyć zgodnie z wiarą. Od tego momentu bardzo poważnie podchodziłem do swojej wiary.

I tak, w radiu słuchałem spotkania Jana Pawła II z młodymi, podczas którego powiedział nam: „Niesiecie w swoich rękach, jak kruchy skarb, nadzieję przyszłości… Nie traćcie nadziei, jesteście pielgrzymami nadziei”. Zawsze pamiętałem te słowa, a później, kiedy w czasie innego spotkania z młodzieżą Papież powiedział nam: „Jesteście nadzieją Kościoła. Jesteście moją nadzieją”, na zawsze wziąłem je sobie do serca. Obiecałem sobie, że nie zawiodę Papieża. Od tego momentu poświęciłem dużą część swojego czasu na apostolat katechetyczny dla dorosłych.

Przestałem być dzieckiem i młodym chłopakiem, miałem już 28 lat. Krótko przed ślubem, w styczniu 1999 roku, Papież ponownie odwiedził Meksyk. Wydawał się już stary i zmęczony, ale nieugięty. Tym razem widziałem go na ulicach częściej niż kiedykolwiek, wielokrotnie z moją narzeczoną, Lulú. Przyznam, że kilka razy spóźniłem się do pracy, ponieważ wolałem stanąć niedaleko nuncjatury i zobaczyć go w drodze na swoje pierwsze wydarzenie dnia. W trakcie przejazdu ludzie krzyczeli „JANIE PAWLE, BRACIE, JESTEŚ MEKSYKANINEM!” Podczas wzruszającego wydarzenia na Estadio Azteca, gdzie odbyły się dwie inauguracje i dwa finały Mistrzostw Świata, w 1970 i 1986 roku, Papież powiedział nam słowa, których nigdy nie zapomnieliśmy: „Dziś mogę powiedzieć: Jesteś Meksykaninem!”.

Rankiem, gdy Papież miał odlecieć do Rzymu, stanąłem blisko nuncjatury. Byłem otoczony mężczyznami w garniturach, ponieważ zaraz mieliśmy iść do pracy. Gdy papamobile wyjeżdżało, jedynym sposobem, aby go zobaczyć po raz ostatni, było wyskakiwanie ponad tłum. Coś dziwnego i pięknego zaczęło się dziać. Bez zastanowienia i bez pytania o zgodę, zaczęliśmy podskakiwać, opierając się na ramionach dwóch osób obok nas, aby dostać się wyżej. Gdy spadaliśmy, inni ludzie podskakiwali, opierając się na naszych ramionach. Tak jak tłoki poruszające się w górę i w dół, skakaliśmy i pomagaliśmy sobie skakać, co pozwoliło nam go zobaczyć.

Nie poszedłem do biura, mimo że było to moim obowiązkiem. Wolałem pobiec do domu, aby zobaczyć pożegnanie papieża w telewizji. Jan Paweł II przypomniał sobie słowa piosenki i zostawił nas wszystkich z łzami w oczach: „Odchodzę, ale nie odchodzę. Odchodzę, ale nie znikam, bo mimo, że odchodzę, sercem zostaję”.

Wtedy, kilka tygodni przed ślubem, podczas pielgrzymki papieskiej, podjąłem decyzję, że mojemu pierwszemu synowi nadam imiona Juan Pablo (Jan Paweł), tak aby pewnego dnia, gdy Karol Wojtyła pójdzie do nieba i zostanie świętym – nie miałam wątpliwości, że tak się stanie – mój syn miał wielkiego patrona, który będzie nad nim czuwał.

Pobraliśmy się w lutym, a w czerwcu przeprowadziliśmy się do Stanów Zjednoczonych, gdzie mieszkamy od tego czasu do dziś. Trzy lata później, w lutym 2002 roku, urodził się nasz syn, któremu nadaliśmy imię Juan Pablo. Wtedy Papież ogłosił, że w czerwcu udaje się do Meksyku, aby kanonizować Juana Diego, któremu ukazała się Matka Boża z Guadalupe. Ojciec Święty go szczególną miłością, ponieważ jego ciemna cera przypominała mu ukochaną Czarną Madonnę w Częstochowie. Postanowiliśmy pojechać do Meksyku i zabrać naszego małego Juan Pablo, aby Papież go pobłogosławił, mijając nas na ulicach.

Tak też zrobiliśmy i byłem zszokowany, widząc, że zawsze działo się to samo. Staliśmy na chodniku otoczeni tysiącami ludzi, w letnim upale, czekając godzinami, aż papież przejedzie swoim papamobile. Po tak długim czasie nasze dziecko było bardzo zmęczone, płakało na całe gardło z gorąca i dyskomfortu z powodu tłumu tak wielu krzyczących ludzi. Za każdym razem, gdy papamobile się zbliżał, ludzie zaczynali krzyczeć głośniej, a nasz mały Juan Pablo płakał jeszcze bardziej rozpaczliwie. Ale kiedy papież Jan Paweł II przejechał obok nas, nasze dziecko natychmiast się uspokajało, mimo że krzyki ludzi były w tym momencie największe. Przy każdym spotkaniu z Papieżem nasze maleństwo uspokajało się po rozpaczliwym płaczu. Bez wątpienia odczuwało cień św. Piotra, który osłaniał je, gdy Papież nas mijał.

Wiedziałem, że to będzie ostatni raz, gdy zobaczę Papieża osobiście. On także wiedział, że to jego pożegnanie z Meksykiem. Było smutno widzieć jak odlatywał po raz ostatni. Jednak jeszcze smutniejszy był dzień jego śmierci. Tak jak miliony ludzi na całym świecie, byłem przyklejony do telewizora przez ponad 24 godziny, obserwując, co działo się na Placu Świętego Piotra, aż Kardynał Leonardo Sandri ogłosił, że Jan Paweł II zmarł. To był najsmutniejszy dzień w moim życiu.

Pokochałem Jana Pawła II w wieku 8 lat, w wieku 19 lat sprawił, że zdecydowałem się poświęcić swoje życie apostolatowi, wkrótce się ożeniłem, odnowił moje przekonanie o wierze katolickiej, a jako ojciec pobłogosławił i dał pokój mojemu dziecku nazwanemu jego imieniem. Moje życie osobiste, moja wiara i moje życie apostolskie były naznaczone wizytami papieża w Meksyku i jego nauczaniem podczas całego pontyfikatu. Mój drugi syn, Mark Ivan, urodził się w 2006 roku, wtedy ojciec redemptorysta zaprosił mnie do poprowadzenia z nim pielgrzymki do Polski „śladami pielgrzymującego papieża”. Pojechaliśmy do Częstochowy i Bazyliki Bożego Miłosierdzia. Cieszyłem się każdą chwilą spacerując po jego domu w Wadowicach, wyobrażając sobie, jak mieszkał tu z ojcem i bratem, i siedziałem przez długi czas kontemplując sufit kościoła, w którym został ochrzczony, podziwiając malowidła przedstawiające każdą z jego encyklik.

Oczywiście nie obyło się bez skosztowania pysznej kremówki papieskiej! Pojechaliśmy do Kalwarii Zebrzydowskiej, tak jak Karol Wojtyła ze swoim ojcem, a także do Katedry Krakowskiej, która była jego katedrą jako arcybiskupa.

Podczas tej podróży Jan Paweł II doprowadził mnie do innego polskiego świętego, św. Maksymiliana Kolbe, co oznaczało dla mnie nowy etap w apostolacie. Przedostatniego dnia w Polsce mogłem zobaczyć celę, w której zginął w Auschwitz, i poczułem w swoim sercu coś bardzo silnego, choć nie wiedziałem, co to było. Następnego dnia uczestniczyliśmy we Mszy w kaplicy, którą Maksymilian zbudował w Niepokalanowie i gdzie odprawiał Msze święte, i to wtedy poczułem wezwanie do oddania się Niepokalanemu Poczęciu i dołączenia do Rycerstwa Niepokalanej. Od tego czasu prowadzę swoją działalność apostolską w mediach, korzystając z radia, prasy i internetu, naśladując przykład Maksymiliana Kolbe.

Nasza pielgrzymka do Polski zakończyła się w Rzymie, gdzie nawiedziłem grób Jana Pawła II w krypcie Bazyliki św. Piotra. Było to możliwe po Mszy św. o godzinie 7 rano. Wtedy jeszcze nie był dostępny dla wiernych, mogłem więc modlić się tam przez długi czas. Nigdy nie zapomnę, jak przed grobem Jana Pawła II poczułem w sobie dokładnie to samo, co czułem za każdym razem, gdy widziałem go na ulicach Meksyku.

Następnego dnia miałem okazję spotkać Benedykta XVI i było to jak przekazanie pałeczki w sztafecie. Jan Paweł II przygotował mnie do poświęcenia reszty życia apostolatowi w mediach, który rozpocząłem w okresie pontyfikatu Benedykta XVI, aby teraz kontynuować go za czasów papieża Franciszkiem.

Moja osobista historia z Janem Pawłem II była historią głębokiej przyjaźni, miłości i nauki. To Jan Paweł II nauczył mnie żyć naszą wiarą z pasją .

 

 

 

 

 

 
Mauricio Pérez

jest inżynierem informatyki, dziennikarzem i pisarzem. Pracuje w firmie technologicznej, działa w organizacjach katolickich i jest autorem kilku książek o tematyce duchowej i religijnej. Otrzymał pięć krajowych nagród za działalność  w dziedzinie dziennikarstwa katolickiego w Stanach Zjednoczonych. Urodził się w Meksyku, a od 1999 r. wraz z żoną i dwójką dzieci mieszka w Stanach Zjednoczonych.