Aktualności,  ON-LINE,  Oratorium Domowe,  Żuk Król Dróg

Żuk Król Dróg do Świętości, VIII

9. dróg
św. Filipa Neri

na motywach Nowenny
św. kard. Newmana
podróż VIII:
radość
Bazylika Św. Piotra

 

 



Filip z ogromną łaskawością witał zawsze tych, którzy przychodzili do niego ze swymi kłopotami, i choćby zupełnie nie znał tych ludzi, przyjmował ich zawsze tak ciepło, jakby od bardzo dawna ich właśnie wypatrywał. Kiedy oczekiwano od niego wesołości, był wesoły; kiedy strapieni potrzebowali współczucia, był równie do współczucia gotowy. Czasem przerywał modlitwę i schodził, aby pobawić się i pożartować z młodymi, i pozyskiwał wtedy ich dusze swą słodyczą, łaskawością i dowcipną rozmową. Nie godził się na to, żeby ktokolwiek był strapiony czy przygnębiony, bo wiedział, że zawsze przynosi to szkodę; ilekroć widział kogoś zbyt poważnego, chmurnego, mówił: „Bądź wesoły!” Bardzo lubił osoby o wesołym usposobieniu. Jednocześnie był wielkim przeciwnikiem wszelkiej brutalności i wszelkiego błazeństwa; błazeński bowiem nastrój nie tylko nie pomaga religii, ale nawet ją wykorzenia. Któregoś dnia rozweselił ojca Francesco Bernardi po prostu tym, że zaproponował mu wspólny bieg: „Chodź, trochę sobie pobiegamy”. Jego penitenci odczuwali tak wielką radość z przebywania w jego pokoju, że nazywali to miejsce rajem. Innym wystarczało stanąć u drzwi jego pokoju, nawet bez wchodzenia do środka, aby pozbyć się wszelkich kłopotów. Byli tacy, co odzyskiwali utracony spokój duszy po prostu przez spojrzenie na twarz Filipa. Sama myśl o nim wystarczała niejednemu jako pociecha. Krótko mówiąc, Filip był wielkim oparciem, nigdy nie zawodzącym, dla wszystkich, których cokolwiek trapiło i smuciło. Nikt nigdy nie widział Filipa pogrążonego w melancholii; wszyscy, którzy z nim się stykali, zawsze widzieli jego twarz pogodną i uśmiechniętą. Kiedy był chory, nie tyle przyjmował pociechę, ile raczej jej udzielał. Nigdy nie słyszano, żeby zmienił mu się głos, jak to zazwyczaj się dzieje u ciężko chorych — przemawiał tak samo dźwięcznym tonem jak wtedy, gdy był zdrowy. Pewnego razu, kiedy już lekarze nie dawali nadziei, powiedział za Psalmistą: „Gotów jestem i nie ma we mnie niepokoju”. Namaszczenie chorych przyjmował cztery razy, zawsze z twarzą tak samo spokojną i radosną.

 

F i l i p i e, pełen chwały mój orędowniku, który zawsze postępowałeś według wskazań i przykładu św. Pawła Apostoła, zawsze radując się wszystkim, wyjednaj mi łaskę doskonałego poddania się woli Bożej, obojętności wobec spraw tego świata i ciągłego spoglądania ku niebu; abym nigdy nie wątpił w Opatrzność Bożą, nigdy nie rozpaczał, nigdy nie był smutny ani niecierpliwy; aby twarz moja była zawsze otwarta i radosna, moje słowa — czułe i uprzejme, jak przystoi tym, którzy — jakkolwiek układa im się życie — mają największe ze wszystkich dóbr, łaskę Bożą i obietnicę wiekuistego szczęścia. Amen.

 

wykorzystano fragmenty Nowenny do św. Filipa z: John Henry Newman, Rozmyślania i modlitwy, Warszawa 1973, tłumaczenie: Zygmunt Kubiak