Aktualności,  Majówka z Kardynałem,  ON-LINE,  Oratorium Domowe

Majówka z Kardynałem 15



15 maja
Mater Christi – Matka Chrystusowa


Każdy z tytułów Maryi ma swe własne szczególne znaczenie i otwiera właściwe mu perspektywy, może więc być przedmiotem odrębnego rozważania. Wzywamy Ją jako Matkę Chrystusową. Jaki jest sens takiego zwracania się do Niej? Chodzi tu o uświadomienie nam, że to o Niej właśnie od początku prorokowano, że postać Jej była obecna w nadziejach i modlitwach wszystkich pobożnych ludzi, wszystkich prawdziwych czcicieli Boga, którzy „oczekiwali odkupienia Izraela” we wszystkich wiekach, zanim odkupienie nadeszło.

Lud żydowski i żydowscy prorocy nazywali naszego Pana Chrystusem, czyli Mesjaszem. Oba te słowa, „Chrystus” i „Mesjasz”, mają to samo znaczenie. Znaczą one „Namaszczony”. W dawnych czasach istniały trzy wielkie urzędy, przez które Bóg przemawiał do swego ludu wybranego, Izraelitów, później nazwanych Żydami: urząd kapłana, urząd króla i urząd proroka. Ludzi wybranych przez Boga do sprawowania jednego z owych urzędów uroczyście namaszczano oliwą – oliwa bowiem symbolizowała łaskę Bożą, udzielaną im po to, aby mogli należycie wywiązywać się ze swych wzniosłych obowiązków. Nasz Pan jednak był jednocześnie wszystkimi trzema: kapłanem, prorokiem i królem; kapłanem, bo ofiarował siebie samego jako ofiarę za nasze grzechy, prorokiem, bo objawił nam święte Prawo Boże, i królem, bo rządzi nami. Dlatego jest On jedynym prawdziwym Chrystusem.              

Właśnie tego Wielkiego Mesjasza członkowie ludu wybranego, Żydzi, czyli Izraelici, czyli Hebrajczycy (są to różne nazwy tego samego ludu) oczekiwali z wieku na wiek. Miał przybyć po to, aby wszystko naprawić. I obok wielkiego problemu zajmującego ich umysły, mianowicie: kiedy On ma nadejść? był jeszcze drugi problem: kto ma być Jego Matką? Wiedzieli bowiem od początku, że On nie ma przybyć z nieba, ale że ma zrodzić się z niewiasty. Już wtedy, gdy Adam upadł, Bóg zapowiedział, iż potomstwo Niewiasty zetrze głowę węża. Kimże więc miała być owa kobieta, tak uroczyście zapowiedziana upadłemu rodowi Adama? Po upływie wielu wieków zostało objawione Żydom, iż wielki Mesjasz, czyli Chrystus, potomstwo Niewiasty, narodzi się z ich plemienia, i to z jednego, z góry określonego spośród dwunastu pokoleń, na które owo plemię się dzieliło. Od tego czasu każda w owym pokoleniu kobieta marzyła o tym wielkim przywileju, że to ona właśnie będzie Matką Mesjasza, czyli Chrystusa; było bowiem łatwe do przewidzenia, że skoro On miał być tak wielki, to również Jego matka musi być wielka i dobra, i obdarzona wszelkimi błogosławieństwami. To także było jedną z przyczyn wysokiego wyobrażenia Żydów o godności małżeństwa; nie przeczuwając bowiem tajemnicy cudownego poczęcia Chrystusa, uważali, iż obrzęd zaślubin jest koniecznym warunkiem Jego przyjścia.              

Jest więc zrozumiałe, że gdyby Maryja była taka jak inne niewiasty, tęskniłaby za małżeństwem jako za czymś, co otwiera przed Nią możliwość urodzenia potężnego Króla. Ale Ona zbyt pokorną była i zbyt czysta, żeby tak myśleć. Dzięki natchnieniu wybrała lepszą drogę służenia Bogu, która nie była znana Żydom, stan dziewictwa. Wolała być Jego Oblubienicą niż Matką. Dlatego też, gdy anioł Gabriel oznajmił Jej przeznaczony dla Niej wielki los, ulękła się go, dopóki nie dowiedziała się na pewno, iż to Jej nie zmusi do rezygnacji z dziewiczego życia poświęconego Bogu.              

W taki sposób stała się Matką Chrystusa – nie tak, jak tego przez tyle wieków oczekiwały pobożne kobiety, ale inaczej: uchylając się od łaski wymarzonego przez nie macierzyństwa, dostąpiła tego poprzez wyższą łaskę. Taki właśnie jest pełny sens słów wypowiedzianych przez św. Elżbietę, kiedy Najświętsza Panna przyszła ją odwiedzić – słów powtarzanych przez nas w Pozdrowieniu Anielskim: „Błogosławiona jesteś między niewiastami i błogosławiony jest owoc twego łona”. Dlatego też w modlitwie „Korona Gwiazd Dwunastu” wielbimy Boga, Ducha Świętego, dzięki któremu była Ona jednocześnie Dziewicą i Matką.




tekst pochodzi z: John Henry Newman, Rozmyślania i modlitwy, tłum. Z. Kubiak, Warszawa 1973